Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Energetyka

Koniec szalonych pomysłów

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Częściej byli przeciwnikami niż sojusznikami. Mówili tym samym językiem dopiero wtedy, gdy Moskwa szczerzyła kły.

Węgierski MOL i polski Orlen. Te dwa koncerny paliwowe chciały rozdawać karty na rynku ropy w naszym regionie Europy. Kiedy Węgrzy obstawiali Południe, Polacy rozpychali się na Północy. Budapeszt panował na Bałkanach, Płock zgarniał dla siebie północne Niemcy i kraje bałtyckie, na czele z Litwą. O wpływy w strefie buforowej - w Czechach i na Słowacji - ostro ze sobą rywalizowali. Jeżeli MOL coś kupował, zaraz za nim szedł Orlen. Terytoria naszych południowych sąsiadów udało się mniej więcej podzielić po równo.

Dla Węgrów i dla Polaków oba koncerny to klejnoty narodowe. Owszem, każdy z nich funkcjonuje w rzeczywistości rynkowej - o ile rynkowy może być rynek paliw, na którym państwo zawsze chce mieć dużo do powiedzenia - ale jednocześnie z każdą z tych spółek związane są emocje. To sztandarowe firmy Węgrów i Polaków, kawaleria biznesu. Żadna spółka tych dwóch narodów nie zaszła tak daleko jak Orlen i MOL. Węgierski koncern zapędził się na Syberię, gdzie ma pola naftowe. Orlen przejął kilkaset stacji w Niemczech, oparł się o Kłajpedę.

Dlatego dyskusja o tym, co Orlen zrobi z Możejkami, czy sprzeda je, komu i za ile, nie będzie miała nigdy charakteru czysto biznesowego. Ludzie, którzy ten koncern tworzyli lub tylko uważnie obserwowali jego rozwój, złożyli w nim zbyt dużo emocji, by mówić wyłącznie o pieniądzach.

Podobnie z MOL-em. Kiedy kilka dni temu w Budapeszcie gruchnęła plotka, że Zsolt Hernadi odejdzie ze stanowiska prezesa, kurs paliwowego koncernu gwałtownie zapikował. Hernadi rządzi MOL-em od dziesięciu lat. To świetny menedżer, któremu węgierska spółka zawdzięcza największe sukcesy. Inwestorzy, którzy w panice sprzedawali akcje MOL-a, nie wyobrażali sobie, że koncern może spełnić ich oczekiwania, gdy Hernadi odejdzie.

Nie wiadomo, czy plotka się potwierdzi, czy nie. MOL ją zdementował, ale rynek nadal jest niespokojny. No bo komu przyszłoby do głowy pozbyć się Hernadiego?

Niezależnie od tego, jak potoczą się losy błyskotliwego Węgra, jedno jest pewne: epoka wielkiej ekspansji MOL-a i Orlenu już się kończy. Deklaracje Hernadiegio, że chciałby razem z Orlenem stworzyć potęgę paliwową od Adriatyku po Bałtyk, to historia. W Europie do kupienia nie ma już prawie nic, a politycy nie chcą sobie zaprzątać głowy tworzeniem wielkich, ponadnarodowych konglomeratów. Do tego każdy z koncernów musi posprzątać na swoim podwórku - MOL ma problem z Rosjanami, którzy nieproszeni weszli do jego akcjonariatu, Orlen musi uporządkować ciągnącą w dół jego wyniki sprawę Możejek.

Na wielkie wizje i szalone pomysły nie ma już miejsca.

@RY1@i02/2010/185/i02.2010.185.000.009b.001.jpg@RY2@

Stanisław Koczot, zastępca kierownika działu rynki i finanse

Stanisław Koczot

zastępca kierownika działu rynki i finanse

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.