Dziennik Gazeta Prawana logo

2006 - Orlen stracił, bo polityka wygrała z ekonomią

27 czerwca 2018

POLSKA WYGRAŁA WYŚCIG Z ROSJANAMI, ALE... W Możejkach spełniły się wszystkie brane pod uwagę zagrożenia, nie udało się zrealizować zamierzeń biznesowych, a władze Litwy nie chcą współpracować z polskim koncernem

To miała być sztandarowa inwestycja polskiej firmy. Przejęcie rafinerii w Możejkach okazało się jednak kulą u nogi dla Orlenu.

W grudniu mijają cztery lata od czasu największej inwestycji zagranicznej w historii Polski. W 2006 roku doszło do spektakularnej transakcji - PKN Orlen kupił od rosyjskiego koncernu Jukos litewską rafinerię Mazeikiu Nafta. W boju o Możejki PKN pokonał największe rosyjskie koncerny naftowe, m.in. Łukoil, TNK-BP, a także Rosnieft, który jako sukcesor po upadłym Jukosie, chciał przejąć wszystkie jego aktywa. W Warszawie otrąbiono historyczny sukces. Dziś eksperci coraz częściej mówią o porażce.

Co do jednego nie ma wątpliwości. Było to wydarzenie gospodarcze na skalę europejską. I to z udziałem Polski. Dziś to też świetny materiał akademicki. Igor Chalupec, ówczesny prezes PKN Orlen, podkreśla, że zakup rafinerii w Możejkach jest doskonałym studium przypadku z obszaru fuzji i przejęć.

Czy należy stawiać ją jednak jako wzór? Teraz, gdy euforia dawno opadła i liczą się wyniki biznesowe, przeważają opinie krytyczne. Według Przemysława Wiplera, byłego szefa zespołu ds. dywersyfikacji nośników energii w resorcie gospodarki, transakcja ta powinna być tematem analiz na studiach menedżerskich, ale jako ostrzeżenie. - W jej przypadku zmaterializowały się bowiem wszystkie zakładane ryzyka, natomiast - z obiektywnych względów - nie udało się zrealizować żadnych synergii - tłumaczy.

Skąd zatem pomysł ekspansji na kraje bałtyckie? Część polityków upatrywała w transakcji wzmocnienia roli Polski w regionie. Cenne dla nich było też symboliczne zwycięstwo nad Rosjanami. Analitycy mówią wprost: te argumenty przysłoniły cele biznesowe. A menedżerowie, którzy pracowali w tamtym okresie w koncernie, podkreślają, że za decyzją zarządu płockiej spółki o ekspansji na Litwie stały argumenty ekonomiczne. - Rafineria, która może przerabiać 10 mln ton ropy rocznie, była cennym aktywem. Należały do niej poza tym sieci rurociągów, terminal morski do przeładunku ropy w Butyndze oraz około 30 stacji benzynowych. Poza tym rynek litewski wydawał się wówczas perspektywiczny - wylicza jeden z byłych pracowników Orlenu, który chce zachować anonimowość.

To tzw. ofensywne tłumaczenie działań PKN-u. Strategia defensywna zakładała z kolei, że należy uprzedzić konkurentów z Rosji, którzy mieliby - za pośrednictwem Możejek - zalać Polskę tanim paliwem. Ten argument nie przekonuje Mikołaja Budzanowskiego, wiceministra skarbu, który uznaje ową "strategię defensywną" za całkowicie fikcyjne zagrożenie. Jak tłumaczy, po pierwsze, brakuje odpowiedniej infrastruktury umożliwiającej transport produktów z Litwy do Polski. - Nie mamy rurociągów paliwowych zapewniających połączenie z Litwą, a transport kolejowy lub drogowy byłby nieopłacalny. Po drugie, zapotrzebowanie na import reguluje popyt krajowy. A deficyt oleju napędowego w Polsce właśnie został znacząco zniwelowany przez rozbudowę krajowych rafinerii: Orlenu i Lotosu - zaznacza.

Wiceminister uważa, że o decyzji przesądziło więc kryterium polityczne. Nawet Przemysław Wipler, który pracował w Ministerstwie Gospodarki w okresie, gdy doszło do akwizycji, przyznaje, że wejście Orlenu na Litwę od początku było błędem. - Pojawiały się wówczas ze strony Orlenu argumenty, że transakcja jest korzystna, ponieważ Polska, po akwizycji litewskiej rafinerii stanie się istotnym odbiorcą rosyjskiej ropy. Fakt, że będziemy odbiorcą 20 proc. rosyjskiego eksportu tego surowca, miał - według tej argumentacji - gwarantować nam, że Moskwa nie zdecyduje się na wstrzymanie dostaw - wyjaśnia. - Jak widać, było to założenie błędne, bo litewska rafineria Orlenu od niemal czterech lat nie ma dostępu do ropy dostarczanej rurociągiem - dodaje Wipler.

Na pięć miesięcy przed kupnem litewskiej rafinerii doszło do niespodziewanej awarii ropociągu, który ją zaopatrywał. Rosyjska ropa przestała płynąć. Do dziś koncern musi kupować ją drożej, bo dostarczana jest drogą morską. Jak się okazało, był to jednak dopiero początek kłopotów PKN-u. W październiku 2006 roku w rafinerii wybuchł pożar, który zniszczył jedną z kluczowych instalacji. Zakład stracił rentowność i ciągle ma problemy z jej utrzymaniem, bo kłody pod nogi zaczęło rzucać również Wilno. W 2008 roku koleje litewskie zdemontowały odcinek torów na Łotwę. W efekcie Orlen musi wozić produkty drogą okrężną.

W koncernie mówią wprost, że są dyskryminowani. Litewska spółka PKN-u - Orlen Lietuva (OL) - za przewozy kolejowe płaci bowiem wyższe stawki niż białoruskie firmy naftowe. Napięcie między władzami tego kraju a płocką spółką zaczęło narastać, bo inicjatywy Orlenu natrafiają na opór Wilna. Litwa nie chce oddać PKN-owi m.in. operacyjnej kontroli nad terminalem morskim w Kłajpedzie, odmawia również koncernowi wpływu na wysokość opłat przeładunkowych, wreszcie uniemożliwia budowę rurociągu Kłajpeda - Możejki. Dodatkowo litewski urząd ds. konkurencji nęka Orlen Lietuva ciągłymi kontrolami, zarzucając, że Orlen wykorzystuje swoją pozycję rynkową, mimo że według danych UE ceny paliw w krajach bałtyckich należą do najniższych w Unii. Brakuje też wsparcia władz Litwy dla projektów zgłaszanych przez OL do dofinansowania przez UE.

Zdaniem wielu analityków rozwiązaniem problemów PKN-u może być tylko sprzedaż rafinerii. Koncern wybrał nawet doradcę, bank Nomura, który ma mu pomóc znaleźć wyjście. W tej chwili rozważane są zarówno utrzymanie aktualnej sytuacji właścicielskiej, sprzedaż części udziałów OL, jak i całkowita dezinwestycja. Nieoficjalnie wiadomo, że Orlen i Skarb Państwa skłonne są poważnie rozważyć to ostatnie rozwiązanie. Rekomendacje Nomury mają być znane w czwartym kwartale tego roku. Jednak już we wrześniu płocka spółka może otrzymać od doradcy informacje o potencjalnych kupcach. Najwięcej mówi się o inwestorach rosyjskich. Zainteresowanie wyrażają jednak także koncerny z Azji.

Według różnych szacunków PKN mógłby dostać za OL około 1,5 mld dol. Osiągnięcie ceny powyżej 2 mld dol., na której zapewne zależy Orlenowi, byłoby uznane przez analityków za spory sukces.

@RY1@i02/2010/175/i02.2010.175.050.0014.001.jpg@RY2@

@RY1@i02/2010/175/i02.2010.175.050.0014.002.jpg@RY2@

Michał Duszczyk

michal.duszczyk@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.