Japonia potroiła produkcję, nie zwiększając zużycia energii
Najprostszy sposób na zmniejszenie emisji dwutlenku węgla to lepsze niż dziś gospodarowanie prądem i ciepłem, których w wielu przypadkach sporo marnujemy.
Dobrym przykładem jest polski przemysł - dużo bardziej energochłonny niż zachodnioeuropejski.
Możliwości zmniejszenia zużycia energii w Polsce są olbrzymie. Ogromny ich rezerwuar to budynki, które są największym konsumentem ciepła i prądu. W krajach OECD odpowiadają one za 40 proc. całej konsumpcji energii i za 30 proc. emisji dwutlenku węgla.
Główni pożeracze energii w budynkach to ogrzewanie i klimatyzacja, które mogą przy zastosowaniu energooszczędnych technologii zużywać jej nawet o połowę mniej. Niestety, w naszym kraju zdecydowana większość budynków nie jest na razie wyposażona w takie technologie, a nawet porządnie ocieplona. Winny jest temu m.in. fakt, że Polska ma jedne z najmniej surowych w UE norm dotyczących tzw. przenikalności cieplnej ścian, stropów czy okien oraz standardów zużycia energii na ogrzewanie budynków. Gdyby były one mniej liberalne, deweloperzy i budujący domki jednorodzinne chętniej sięgaliby po energooszczędne rozwiązania. Rząd zapowiada wprawdzie zaostrzenie tych przepisów, ale wciąż nie wiadomo, kiedy to się stanie.
To samo można powiedzieć o oświetleniu ulicznym, które w większości składa się u nas jeszcze ze starych, bardzo energochłonnych lamp rtęciowych, zużywających dwa razy więcej energii niż nowsze lampy sodowe. W polskim prawie brakuje zachęt do wymiany takich latarni na bardziej efektywne energetycznie.
Podobnych przykładów jest wiele. To m.in. mało wydajne energetycznie, przestarzałe elektrownie i duże straty energii na przesyle prądu przez wyeksploatowaną sieć. Właściciele tej infrastruktury nie mają motywacji, by coś z tym zrobić, bo koszty marnowania energii przerzucają na swych klientów.
Wiele polskich fabryk inwestuje w nowe, bardziej energooszczędne technologie, bo konkurencja zmusza je do cięcia kosztów. Jednak polski przemysł jest wciąż pięciokrotnie bardziej energochłonny niż japoński czy duński (chodzi o to, ile energii zużywa się do wytworzenia produktu), choć uwzględniając siłę nabywczą, te różnice są zdecydowanie mniejsze. Jednak i tak sięgają 25 proc. w porównaniu ze "starymi" krajami UE.
Aby to wszystko zmienić, potrzebna jest odpowiednia polityka państwa zachęcająca do oszczędzania energii. W Japonii taką politykę prowadzi się od ponad 30 lat. Skutki? Mimo że produkcja w Państwie Kwitnącej Wiśni od 1973 roku zwiększyła się trzykrotnie, to zużycie energii w przemyśle pozostało prawie na tym samym poziomie. Na początku lat 70. udział fabryk w konsumpcji prądu i paliw w Japonii sięgał 65 proc., dziś spadł do 44 proc. Jak grzyby po deszczu wyrastały tam tzw. ESCOs, czyli energy saving companies, które podpowiadały przedsiębiorcom, jak zmniejszyć rachunki za prąd czy gaz.
W Polsce początkiem takich zmian miała być ustawa o efektywności energetycznej, która wprowadziłaby finansowe zachęty do oszczędzania energii. Ministerstwo Gospodarki już trzeci rok pracuje nad projektem tej ustawy i ciągle nie może go skończyć. Ostatnio resort obiecał, że będzie ona uchwalona pod koniec tego roku.
Jacek Krzemiński
www.wiecejtlenu.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu