Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Energetyka

Redukcja emisji zmieni polski przemysł

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 14 minut

Unijna polityka ograniczania ilości gazów cieplarnianych w atmosferze całkowicie zmieni naszą energetykę. Wywrze też wpływ na wiele innych branż

Polityka UE mająca na celu redukcję emisji gazów cieplarnianych już mocno wpływa na polski przemysł. Za trzy lata dojdzie do prawdziwej rewolucji. W 2013 roku Unia Europejska zacznie odchodzić od przyznawania firmom bezpłatnych uprawnień do emisji CO2.

W pierwszym roku obowiązywania nowego systemu firmy dostaną tylko 70 proc. dotychczasowej puli za darmo, a resztę praw do emisji dwutlenku węgla będą musiały kupić. Potem z roku na rok darmowa pula będzie się coraz bardziej kurczyć, a w 2020 roku firmy będą musiały już płacić za całą swą emisję CO2. Tylko same elektrownie, które w polskim przemyśle są głównym emitentem gazów cieplarnianych, będzie to kosztować co najmniej kilka miliardów złotych rocznie.

Gorzej będzie się wiodło wszystkim firmom, które są objęte systemem ograniczania ilości gazów cieplarnianych w atmosferze i będą musiały kupować uprawnienia do emisji CO2. To zaś znaczna część polskiej gospodarki - oprócz elektrowni i elektrociepłowni rafinerie, huty, koksownie, cementownie, fabryki papieru, porcelany, wanien, umywalek i zlewozmywaków, zakłady chemiczne itd.

Elektrownie i ciepłownie będą musiały płacić za emisję CO2, o kilkadziesiąt procent zdrożeje wtedy prąd i energia cieplna. To uderzy przede wszystkim w najbardziej energochłonne branże: hutnictwo, produkcję papieru, ceramiki sanitarnej, szkła i porcelany, przemysł chemiczny i cementowy. Jest ryzyko, że część tych fabryk przeniesie się do krajów, gdzie prąd jest tańszy i nie trzeba tam będzie płacić za emisję CO2, na przykład na Ukrainę. Więcej na energię będą musiały wydawać gospodarstwa domowe, co sprawi, że kupią mniej innych towarów.

Podwyżka cen prądu i ciepła może być drastyczna, bo wpłynie na nią też nałożony na nas przez UE - także w związku z redukcją emisji gazów cieplarnianych - obowiązek rozwoju odnawialnych źródeł energii. W 2020 roku ma pochodzić z nich 15 procent sprzedawanej w Polsce energii elektrycznej. Oznacza to dla producentów prądu olbrzymie inwestycje, których koszty, choćby przez system zielonych certyfikatów, przerzucą na odbiorców. Dla Polski będzie to jednak jednocześnie szansa na znaczące zwiększenie efektywności energetycznej naszych fabryk, na ich unowocześnienie, na zwiększenie udziału usług w gospodarce kosztem przemysłu ciężkiego. Należy się też spodziewać przeobrażenia polskiej energetyki, m.in. jej dużo większej innowacyjności.

Zaczęło się niewinnie. Po akcesji do UE Polska została objęta unijnym systemem redukcji emisji CO2. Polegał on na określaniu ilości dwutlenku węgla, jaki przemysł danego kraju mógł rocznie wyemitować. Tę pulę każde z państw dzieliło we własnym zakresie między swoje firmy. W pierwszych trzech latach członkostwa w UE Polska dostała taki przydział uprawnień do emisji CO2, że wystarczył on nam z nawiązką. Kłopoty zaczęły się później. Na lata 2008 - 2012 nasz kraj wystąpił o prawo do emisji 284 mln ton dwutlenku węgla.

Komisja Europejska przyznała nam jednak tylko 208 mln ton. To zaś oznaczało, że nasze firmy dostaną za małe limity bezpłatnej emisji CO2 i część uprawnień do wypuszczania tego gazu do atmosfery będą musiały dokupić, by utrzymać dotychczasową wielkość produkcji.

Problem złagodził kryzys gospodarczy, który ograniczył popyt na towary i energię. Wymusił na elektrowniach i fabrykach zmniejszenie produkcji, czego następstwem była też mniejsza emisja CO2. Jednak i tak wiele działających w Polsce firm już musi kupować uprawnienia. Są wśród nich np. trzy duże elektrownie koncernu PGE: Bełchatów, Turów i Opole, które w zeszłym roku wydały na zakup tych uprawnień 50 mln euro.

To wpływa na cenę prądu, która w zeszłym roku w przypadku odbiorców przemysłowych skoczyła w zależności od dostawcy od 40 do 60 proc. Producenci energii elektrycznej tłumaczyli to m.in. koniecznością płacenia za emisję gazów cieplarnianych. Fabryki tę podwyżkę bardzo boleśnie odczuły. Huta Aluminium Konin, zdecydowała o likwidacji jednego z głównych wydziałów produkcyjnych - wydatki na prąd stanowiły 40 proc. wszystkich kosztów.

Autorzy raportu o możliwych skutkach odpłatności za emisję CO2, sygnowanego przez Urząd Komitetu Integracji Europejskiej i powstałego na podstawie ekspertyzy firmy Badania Systemowe EnergoSys, szacują, że ta stawka będzie wynosić 40 euro za tonę. Przyjmując taką cenę i szereg innych założeń, prognozują wpływ odpłatnej emisji dwutlenku węgla na polską energetykę i gospodarkę. Według nich elektrownie i elektrociepłownie wydadzą do 2020 r. 36 mld zł na zakup uprawnień do emisji CO2 i inwestycje zmniejszające ilość gazów cieplarnianych. Koszt wyprodukowania 1 MWh prądu wzrośnie z tego tytułu o połowę. Spowodowane przez to podwyżki cen energii sprawią, że średni udział rachunków za prąd w wydatkach gospodarstw domowych może skoczyć z obecnych 5,5 proc. do 8 proc. a za ogrzewanie z 3,1 do 4,7 proc. W przypadku 4-osobowej rodziny oznaczałoby to nawet o 300 zł wyższe miesięczne wydatki. Na prąd i ogrzewanie będziemy wydawać dużo więcej niż dziś, co ograniczy popyt na inne towary i usługi.

Znacząco spadnie konkurencyjność i eksport, a więc także produkcja firm z najbardziej energochłonnych branż, np. zużywającego rekordowo dużo energii koncernu KGHM, który dziś zarabia krocie na sprzedaży miedzi za granicę. Z raportu UKIE wynika, że przez płacenie za emisję CO2 i związane z tym podwyżki cen energii polski eksport w przemyśle papierniczym i hutniczym może być mniejszy nawet o 7 proc., a w cementowym o ponad 4 proc.

To wszystko może spowolnić nasz roczny wzrost PKB nawet o 1 proc. Zwiększy się odrobinę bezrobocie, szczególnie w tych regionach, które mają dużo przemysłu ciężkiego i przetwórczego. Przede wszystkim na Śląsku, ale i w Świętokrzyskiem, specjalizującym się w produkcji wapna i cementu.

To jedna strona medalu. Drugą powinno być unowocześnienie polskiej energetyki i całej gospodarki. Fabryki będą inwestować w nowsze, bardziej energooszczędne technologie, elektrownie prześcigać w inwestycjach i innowacjach, zwiększających ich efektywność energetyczną i obniżających emisję CO2, m.in. w budowie farm wiatrowych, siłowni wodnych i biogazowni. Przeobrażenie energetyki wspomoże fakt, że każdy z krajów unijnych co najmniej połowę wpływów ze sprzedaży uprawnień (w przypadku Polski będzie to nawet 16 mld zł rocznie) ma przeznaczyć na inwestycje w odnawialne źródła energii i obniżenie emisji gazów cieplarnianych.

Według prognozy UKIE energetyka przez dwutlenek węgla zmieni się do 2020 r.:

moc elektrowni wykorzystujących odnawialne źródła energii wzrośnie z obecnych 2,3 tys. MW do 8,4 tys. MW, z czego 6,5 tys. MW będzie przypadać na elektrownie wiatrowe,

powstaną bloki jądrowe,

stare elektrownie węglowe będą wypierane przez nowe, bardziej efektywne, a niektóre z nich będą wyposażone w instalację do wychwytywania i magazynowania dwutlenku węgla,

moc starych elektrowni węglowych zmniejszy się z 33 tys. do 23,7 tys. MW.

Pierwsze symptomy nadchodzących zmian już są widoczne. Wszystkie liczące się u nas firmy energetyczne inwestują na potęgę w odnawialne źródła energii (OZE). Vattenfall zamroził plany budowy wielkich elektrowni węglowych. RWE wstrzymuje się z decyzją o rozpoczęciu inwestycji z Kompanią Węglową, ale inwestuje dziesiątki milionów złotych w farmy wiatrowe. Dalkia, EDF i GDF Suez budują wielkie kotły na biomasę.

Dołuje kurs akcji PGE, produkującej prąd głównie z węgla. Resort skarbu nie może znaleźć inwestora strategicznego dla Enei, której główny zakład produkcyjny to wykorzystująca węgiel Elektrownia Kozienice.

Elektrownia Bełchatów podejmuje decyzję o budowie instalacji do wychwytywania i magazynowania dwutlenku węgla.

Powstaje coraz więcej polskich wynalazków. Jednym z nich jest turbina wodna niewymagająca budowania tamy na rzece. Innym - najbardziej wydajny na świecie kolektor słoneczny.

Obserwujemy kolejną falę modernizacji polskiego przemysłu i energetyki. Modernizacji kosztownej, ale w dłuższej perspektywie opłacalnej.

Henryk Kaliś, szef Forum Odbiorców Energii Elektrycznej i Gazu, opowiedział na niedawnym seminarium Towarowej Giełdy Energii, co oznacza dla polskich firm unijna polityka klimatyczna. W swych szacunkach uwzględnił jedynie wpływ na cenę prądu obowiązkowego zakupu energii ze źródeł odnawialnych, który na razie podnosi ją u nas o ponad 8 proc. i sprawia, że jest już ona w Polsce wyższa niż w Niemczech. W przypadku tylko jednej firmy, ZGH Bolesław, oznaczało to w zeszłym roku o 11 mln zł większe wydatki. Za pięć lat obowiązek zakupu energii z odnawialnych źródeł podniesie cenę prądu już o ponad 30 proc. Taka tendencja utrzyma się w kolejnych latach.

Jacek Krzemiński

www.wiecejtlenu.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.