Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Energetyka

Wyciek rozbija strategię Obamy

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Katastrofa ekologiczna w Zatoce Meksykańskiej może doprowadzić do całkowitej zmiany polityki energetycznej USA.

Prezydent Barack Obama zawiesił zgodę na prowadzenie odwiertów na przybrzeżnych szelfach - to oznacza, że Waszyngton będzie musiał rozpocząć rywalizację z Chinami o ropę naftową.

Decyzja o wstrzymaniu wierceń zapadła kilka dni po zatonięciu należącej do koncernu BP platformy Deepwater Horizon, gdy do wód Zatoki Meksykańskiej dostało się "ledwie" kilka milionów litrów ropy. - Nadal uważam, że pozyskiwanie jej z krajowych złóż jest ważną częścią naszej strategii bezpieczeństwa energetycznego. Ale musi to być robione odpowiedzialnie, bez szkody dla Amerykanów i dla środowiska - powiedział Obama.

Od czasu wybuchu na platformie mijają dziś dokładnie 4 tygodnie, a wyciek wciąż nie jest zatamowany. W wodach zatoki jest już ponad 20 mln litrów ropy i na razie nic nie wskazuje na to, by koncernowi BP szybko udało się powstrzymać skażenie.

- Im dłużej trwa wyciek po wypadku na Deepwater Horizon, tym więcej Amerykanów jest przeciwnych odwiertom blisko swoich brzegów. Brutalnie mówiąc, takie rzeczy każdy z nas woli mieć jak najdalej od siebie. Biały Dom nie zrobi nic, by narazić się opinii publicznej - mówi Erik Eyster z London School of Economics.

Po wypadku tankowca Exxon Valdez w 1989 roku, który rozbił się u południowych wybrzeży Alaski z ładunkiem 1,5 mln baryłek ropy, przez długie lata utrzymywał się sprzeciw wobec przybrzeżnych wierceń w obawie, że może powtórzyć się podobna tragedia. Do sprawy powrócił dopiero w 2008 roku prezydent George W. Bush podczas swojej drugiej kadencji. Sprzyjał mu rynek - cena baryłki osiągnęła wówczas rekordowy pułap niemal 140 dol. Ale i jemu nie udało się przeforsować zgody na wiercenia na szelfach, zwłaszcza na Alasce. Zrobił to dopiero Barack Obama w celu uniknięcia kosztownej rywalizacji o złoża z Chinami.

Rozwijające się w tempie 10 - 11 proc. PKB Państwo Środka goni Amerykę w konsumpcji ropy. I by zagwarantować sobie dostawy, zwiększa swoją obecność w tych rejonach rejonach świata, w których od lat obecny jest Waszyngton.

Pekin flirtuje z prezydentem Wenezueli Hugo Chavezem, bo kraj ten dysponuje największymi zasobami ropy poza Zatoką Perską. Coraz śmielej poczyna sobie w samej zatoce, w której wciąż królują do spółki amerykańskie koncerny i amerykańska flota. Jeden z saudyjskich dyplomatów opowiadał dziennikowi "New York Times", że do Rijadu co miesiąc przyjeżdża kilka chińskich delegacji. Rodzina Saudów trzyma rękę na największych zasobach ropy na świecie.

Chiny są obecne nawet w Iraku: podpisały m.in. kontrakt na eksploatację ogromnych złóż Rumaila. Wchodzą do Iranu i Azji Centralnej, z kolei Rosja sama buduje rurociągi biegnące na wschód. Państwo Środka skutecznie wypiera USA z Afryki. - Pekin podpisał w miniony piątek naftowy kontrakt z Nigerią na 23 mld dol., nie boi się robić interesów ze zmagającą się z islamistami Algierią czy Libią Muammara Kaddafiego.

- Choć Ameryka 40 proc. zapotrzebowania na ropę pokrywa z krajowych źródeł, będzie musiała szukać nowych dostawców. Po okresie recesji zaczyna wychodzić na prostą, a to oznacza większe zużycie. Problem dla Waszyngtonu polega na tym, że u większości źródeł czarnego złota zakotwiczyli się już Chińczycy - dodaje Erik Eyster.

@RY1@i02/2010/094/i02.2010.094.000.012b.001.jpg@RY2@

USA i Chiny: główne cele ekspansji po ropę

USA sprowadzają 60 proc. zużywanej ropy naftowej. Do końca dekady import ma wzrosnąć nawet do 70 - 75 proc. Ich uzależnienie w 2008 roku od zagranicznych źródeł czarnego złota wzrosło niemal dwukrotnie od roku 1973. Największymi dostawcami są: Kanada, Arabia Saudyjska, Meksyk oraz Wenezuela i Nigeria.

Federalna administracja prognozowała spadek uzależnienia od importowanej ropy na rok 2030. Powodem miało być bardziej racjonalne jej zużywanie oraz znacząco większe pozyskiwanie z krajowych źródeł - z nowych odwiertów na szelfach. Szczególne nadzieje były wiązane z północną Alaską; tam mają się znajdować duże złoża ropy oraz gazu ziemnego.

Przed kryzysem USA konsumowały 20,8 mln baryłek ropy dziennie. Z tego 9 mln baryłek było przerabianych na paliwo do samochodów. Tutaj jest też największe dzienne zużycie ropy na głowę jednego mieszkańca - 0,064 baryłki (baryłka to 159 litrów). Dla porównania przeciętny Chińczyk zużywa dziennie 0,006 baryłki ropy.

pc

Piotr Czarnowski

piotr.czarnowski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.