Czy Gazprom połknie Naftohaz, czyli rosyjsko-ukraiński spór o energetykę
Na dłuższą metę energetyczne plany Rosji i Ukrainy są sprzeczne. Żadna ze stron nie ma zamiaru ustępować. Dlatego rozpoczynająca się dziś wizyta Dmitrija Miedwiediewa w Kijowie będzie dla nich olbrzymim wyzwaniem.
Zgodnie z zapowiedziami Kremla jednym z najważniejszych tematów wizyty na Ukrainie mają być sprawy związane z energetyką. Zdaniem części obserwatorów Miedwiediew ma zamiar przekonywać Kijów do fuzji dwóch energetycznych gigantów: rosyjskiego Gazpromu i ukraińskiego Naftohazu.
To może być jednak wyjątkowo trudne, gdyż Ukraińcy do proponowanego połączenia podchodzą z dystansem. W piątkowym wywiadzie dla BBC ukraiński prezydent wyjątkowo chłodno odniósł się do rosyjskiego pomysłu, podkreślając, że fuzja byłaby możliwa tylko w sytuacji, gdyby udziały we wspólnej firmie podzielono po połowie. - Jeżeli będzie to 50 na 50, to Ukraina dostanie też część kontroli nad całym majątkiem Gazpromu. Rozumiemy jednak, że taki podział jest niemożliwy, bo Gazprom nigdy się na to nie zgodzi. 50 na 50 to taki swoisty żart, a połączenie na innych warunkach nie jest możliwe - podsumował ukraiński prezydent.
Eksperci szacują, że to, na co mogłaby ewentualnie liczyć Ukraina, to ok. 5 proc. akcji wspólnego przedsięwzięcia. W rachubę mogłyby jednak wchodzić inne ustępstwa na rzecz Kijowa. - Gdyby Rosja zgodziła się na dopuszczenie Ukraińców do źródeł surowca, prawdopodobieństwo fuzji na rosyjskich warunkach byłoby większe - mówi w rozmowie z "DGP" Kost Bondarenko, ukraiński politolog i dyrektor Instytutu Horszenina. Podkreśla jednocześnie, że Ukraińcy już osiągnęli to, czego od Rosji chcieli: tańszy gaz.
Zdaniem kierownictwa Gazpromu, w sytuacji gdy otwarcie omijającego Ukrainę gazociągu South Stream staje się coraz bliższe, Kijów ma coraz mniejsze pole manewru. - Rura jest cennym aktywem tylko wtedy, kiedy jest zapełniona gazem - podkreślił znacząco podczas czwartkowego spotkania z ukraińskim ministrem ds. energetyki Jurijem Bojką szef Gazpromu Aleksiej Miller. Na korzyść Rosjan działa też fatalna sytuacja Naftohazu - firma boryka się z problemami finansowymi i jest całkowicie uzależniona od rosyjskiego surowca.
Uruchomienie South Stream oznaczałoby dla Ukrainy zmniejszenie zyskownego tranzytu co najmniej o połowę. - Start tego przedsięwzięcia to odległa perspektywa - mówi nam jednak Michaił Dieliagin, dyrektor moskiewskiego Instytutu Problemów Globalizacji. - W tej chwili oba kraje powinny się skupić na doszlifowaniu istniejących umów - podkreśla.
Relacje energetyczne są też elementem wewnętrznej rozgrywki politycznej w obu krajach. Zdaniem Bondarenki między Putinem a Miedwiediewem toczy się rywalizacja o to, który z nich będzie świętować większe sukcesy w stosunkach z Ukrainą. Z kolei ukraińska opozycja nie wierzy, że Janukowycz nie jest zainteresowany fuzją, i oskarża go o to, że skrycie chce pójść na ustępstwa wobec Moskwy. Legalnej demonstracji przeciwko wizycie jednak nie będzie - w sobotę okręgowy sąd administracyjny w Kijowie odmówił pozwolenia na protest opozycji.
Nino Dżikija
Mariusz Janik
dzgp@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu