Gaz bardziej liberalny
Jeżeli chodzi o gaz, ciągle ktoś nam rzuca kłody pod nogi. Raz są to Rosjanie, innym razem Niemcy, a kiedy w końcu oni dają nam spokój, za Polaków zabiera się Bruksela.
Co do Rosjan, wiadomo - w zimie zawsze stwarzają problemy. Swoje trzy grosze dorzucają ostatnio Niemcy, bo Gazociąg Północny prowadzony przez ich wody terytorialne może nam zablokować drogę do gazoportu w Świnoujściu. Z Brukselą kłopot jest inny. Owszem, stawia nam wymagania, ale w imię wolnego rynku. O ile interes Niemców i Rosjan jest czysto narodowy, o tyle w przypadku Brukseli chodzi o pryncypia rynkowe. Co szkodzi nam je spełnić? To prawda, że mogą wejść do nas gracze, których niekoniecznie potrzebujemy, na przykład potężne spółki niemieckie czy francuskie. Z racji na ich zaangażowanie w Nord Stream możemy nie czuć do nich wielkiej sympatii. Ale to nic, bo prawo daje państwu wystarczająco silne narzędzia, by w strategicznych kwestiach dopiąć swego.
Wystarczy wziąć przykład z rynku paliw. Zagraniczne koncerny naftowe nie zdołały go opanować, a nasi krajowi potentaci bronią się przed nimi całkiem skutecznie. Ceny, owszem, rosną, ale dlatego, że skaczą notowania ropy. Co ciekawe, mimo wolnego rynku państwo nie zostało zepchnięte do defensywy. Wiadomo, że to ono rozdaje karty w Orlenie i Lotosie.
Na rynku gazu byłoby podobnie. W jego liberalnej wersji plusem byłoby to, co zawsze wyróżnia wolną konkurencję od monopolu: duża liczba ofert, w których można wybierać, jak się chce.
@RY1@i02/2010/024/i02.2010.024.166.002b.001.jpg@RY2@
Stanisław Koczot
Stanisław Koczot
stanislaw.koczot@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu