Oszczędzanie energii będzie bardziej opłacalne
UE przyjmuje kolejne dyrektywy, które nakładają na państwa członkowskie obowiązek zmniejszania zużycia energii. Polska ma wywiązać się z niego m.in. dzięki przyjętej niedawno ustawie o efektywności energetycznej, która wprowadzi finansowe zachęty do oszczędzania energii (ale także kary za jej marnotrawienie), a jednocześnie doprowadzi do wzrostu jej cen
Pod koniec kwietnia prezydent RP Bronisław Komorowski podpisał ustawę o efektywności energetycznej. Ta ustawa wkrótce zacznie obowiązywać. Brakuje jej do tego tylko rozporządzeń wykonawczych, nad którymi pracuje obecnie Ministerstwo Gospodarki. Jeśli te rozporządzenia będą dobrze opracowane, ustawa o efektywności energetycznej zrewolucjonizuje w naszym kraju kwestię oszczędzania energii i podejście do niej. Dlaczego?
Najwięcej energii zużywa przemysł, a tymczasem Polska jest dziś - obok Rumunii, Bułgarii, Czech, Węgier i Słowacji - zapleczem produkcyjnym starych krajów UE. To oznacza także, że nasza gospodarka jest bardziej energochłonna od zachodnioeuropejskiej (odznaczającej się mniejszym niż u nas udziałem produkcji w gospodarce i większym - usług). Jednocześnie zużycie energii na jednego mieszkańca jest wciąż u nas dużo niższe niż w krajach zachodniej Europy, m.in. dlatego, że Polacy zarabiają mniej niż zachodni Europejczycy, a więc mniej wydają i konsumują, rzadziej korzystają z niektórych cywilizacyjnych udogodnień (np. zmywarek, klimatyzacji, automatycznie otwieranych bram), a nasze miejscowości i drogi są słabiej doświetlone niż te niemieckie czy brytyjskie. Polska jednak staje się coraz zamożniejsza (wraz z utrzymującym się od lat wzrostem gospodarczym, większym niż w zachodniej Europie), Polacy coraz więcej konsumują, stać ich na coraz więcej i w najbliższych latach ten trend ma się utrzymać. To zaś oznaczać będzie także, że popyt na energię będzie u nas rósł. Tak jak zwiększał się dotychczas.
Z drugiej strony Unia Europejska przyjmuje kolejne dyrektywy związane z polityką energetyczno-klimatyczną, które mają na celu m.in. racjonalizację zużycia energii (a więc jego zmniejszenie). Kraje członkowskie, w tym Polska, muszą do tych dyrektyw się dostosowywać. Skutkiem tego jest m.in. przyjęta wiosną tego roku przez polski parlament ustawa o efektywności energetycznej. Jej cel to zmniejszenie w Polsce zużycia energii o 9 proc. do 2016 roku. Cel bardzo ambitny, biorąc pod uwagę, że popyt na energię w naszym kraju ciągle rośnie. Będzie można go osiągnąć tylko poprzez upowszechnienie oraz rozwój energooszczędnych technologii i urządzeń, masowe nastawienie się firm na zwiększenie efektywności energetycznej.
Ustawa ma doprowadzić do tego celu w dwojaki sposób. Po pierwsze nałoży obowiązek zmniejszania zużycia energii, który będzie egzekwować od firm energetycznych i domów maklerskich handlujących energią na giełdzie towarowej. Te firmy i domy maklerskie będą musiały wykazać, że one oraz ich klienci zmniejszyli w danym roku zużycie energii o określoną w przepisach ilość (firmy energetyczne mają to osiągać, modernizując linie do przesyłu prądu, elektrownie i zmniejszając w ten sposób straty energii na przesyle oraz podczas jej produkcji). Jeśli nie zmniejszą go o wymaganą ilość, będą musiały zapłacić kary finansowe. Wpływy z tych kar zasilą Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, który ma przeznaczyć je m.in. na dotacje i pożyczki na inwestycje w odnawialne źródła energii oraz w efektywność energetyczną (np. na zwiększenie wydajności przy produkcji energii poprzez kogenerację).
Niezależnie od tego firmy, które zużywają co najmniej 400 GWh rocznie (a udział energii w ich kosztach przekracza 15 proc.), będą mogły otrzymywać tzw. białe certyfikaty. Dostaną je za zmniejszenie zużycia energii o określoną ilość. Będzie im się to opłacać, bo białe certyfikaty będą od nich skupować - za pokaźne pieniądze - firmy energetyczne oraz domy maklerskie handlujące energią (by okazywać je Urzędowi Regulacji Energetyki i udowadniać w ten sposób, że spełniły one ustawowy obowiązek zmniejszenia zużycia energii przez ich klientów).
Do zmniejszania zużycia energii będą też zobowiązane instytucje publiczne, które mają się stać wzorcem dla innych w tej dziedzinie i propagować oszczędzanie energii.
Taki system działa już m.in. we Francji, Wielkiej Brytanii i Włoszech i przynosi tam dobre rezultaty, to znaczy skutkuje zmniejszeniem zużycia energii.
Jak będzie u nas? Na razie trudno powiedzieć. Eksperci mówią, że najwięcej zależy od rozporządzeń wykonawczych do ustawy o efektywności energetycznej, których jeszcze nie ma. Niektórzy krytykują przyjęty w ustawie sposób przyznawania białych certyfikatów, polegający na organizowaniu przez Urząd Regulacji Energetyki konkursów dla firm chcących zainwestować w zmniejszenie zużycia energii. URE ma wybierać najlepsze projekty
i przyznawać im białe certyfikaty. Czyli dostawać się je będzie nie za mniejsze zużycie energii, ale za zobowiązanie się do jego zmniejszenia.
Jeśli jednak ustawa w obecnym kształcie będzie nieskuteczna, to rząd będzie musiał ją tak poprawić, żeby spełniała swój cel. Będzie musiał, bo inaczej nie wywiąże się z unijnych dyrektyw, nakładających na nas obowiązek oszczędzania energii.
Co to wszystko oznacza dla przeciętnego Kowalskiego, dla tysięcy małych i średnich firm, które nie będą mogły otrzymywać białych certyfikatów? Po pierwsze wzrost cen energii (według szacunków Ministerstwa Gospodarki o 1,5 do 2 proc.), bo koszty białych certyfikatów i kar za niewypełnianie obowiązku zmniejszania zużycia energii zostaną przerzucone na odbiorców (będą one doliczane do kosztów przedsiębiorstw energetycznych i domów maklerskich handlujących energią, a te uwzględnią je przy ustalaniu cen energii).
Po drugie rozwój i upowszechnienie energooszczędnych technologii oraz urządzeń (na czym przeciętny Kowalski też skorzysta, bo przy okazji także przedmioty masowego użytku staną się bardziej energooszczędne niż dziś, czyli tańsze w eksploatacji), usług i doradztwa w tym zakresie, a więc stworzenie nowego dużego rynku, na który mogą wejść dziesiątki firm.
Warto już dziś potraktować to poważnie, bo na ustawie o efektywności energetycznej się nie skończy. W zeszłym roku UE przyjęła dyrektywę, która nakazuje krajom członkowskim, żeby wszystkie nowo budowane domy i inne budynki po 2020 r. były bardzo energooszczędne (chodzi przede wszystkim o zużycie energii na ogrzewanie, ciepłą wodę i klimatyzację) i korzystały w maksymalnym stopniu z własnych, odnawialnych źródeł energii (kolektory słoneczne, pompy ciepła itd.). To będzie prawdziwa rewolucja, do której już dziś powinniśmy zacząć się przygotowywać.
@RY1@i02/2011/204/i02.2011.204.21400020c.804.jpg@RY2@
Jacek Krzemiński
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu