Wydajność w polskim górnictwie ciągle spada
Polskie górnictwo ma za sobą olbrzymi skok w zakresie wydajności pracy. Kiedyś na ścianie zatrudnionych było na trzy zmiany trzystu ludzi i w szczytowych warunkach wydobywano tysiąc ton węgla na dobę. Tak było na początku lat 70. W połowie lat 90. na ścianie pracowało na cztery zmiany 100 - 120 osób i wydobywały one 7 - 8 tysięcy ton węgla na dobę. To pokazuje skalę postępu technologicznego w polskim górnictwie. Później wydajność rosła w latach 1997 - 2004, mniej więcej o 50 proc. I paradoksalnie, w okresie największej koniunktury na węgiel, zaczęła ta wydajność spadać. I spada od roku 2006 do dziś. To były spadki około 20 proc. - bardzo niepokojące. Obecnie wydajność pracy jest o 10 - 15 proc. niższa niż w 2009 roku.
Bezsporne jest to, że kopalnie są coraz lepiej wyposażone technicznie. Zwłaszcza w procesach urabiania węgla, transportu ludzi i materiałów - powszechne stały się kolejki podwieszane i spągowe - oraz procesach wzbogacania węgla (płuczki miałowe oraz flotacje). I z tego tylko powodu należałoby oczekiwać wzrostu wydajności. A jednak spada, między innymi za sprawą komplikowania się warunków górniczo-geologicznych. Jest coraz to głębiej, cieplej, mamy coraz więcej zagrożeń. Do obniżenia wydajności przyczynia się także rozpowszechnianie w górnictwie firm obcych, które czasami są bardzo pomocne, ale czasem też bardzo kosztowne.
To jest podstawowa przyczyna: niedoinwestowanie w zakresie udostępnienia nowych poziomów i nowych złóż. A także komfort posiadania pieniędzy wynikający z koniunktury cenowej na węgiel, co spowodowało przynajmniej chwilowe stępienie wrażliwości na koszty.
Wychodzi się bowiem z założenia, że skoro jest zysk, to po co oszczędzać. A proceder ten dodatkowo wzmacniają struktury w polskim górnictwie. Wiele w nim jest bowiem takich zupełnie nieproduktywnych i bez żadnej odpowiedzialności za wynik ekonomiczny, jak choćby osławione już centra wydobywcze Kompanii Węglowej.
Byłoby bardzo źle, gdyby to znowu bieda przywróciła nam wrażliwość na koszty. Przy tym poziomie niedoinwestowania trzeba by sięgać do rezerw najprostszych, jak ludzki wysiłek i czas pracy. A na to nie ma przyzwolenia społecznego. Poza tym wzrosła świadomość załóg górniczych, które obecnie nie byłyby w stanie zaakceptować wszystkich warunków wykonywania pracy, a zwłaszcza tych karkołomnych. Jest czas na kompetentne otrzeźwienie, nim skończy się koniunktura na węgiel.
Obecnie na rynku węgla jest taka sytuacja, że każdą tonę węgla się sprzeda. Ale w sytuacji najmniejszej nawet recesji gospodarczej może pojawić się nadpodaż węgla. I wówczas wygra węgiel tańszy, którego w świecie przybywa. Zwłaszcza w Chinach, Mongolii czy Indonezji. Często bywam w azjatyckich kopalniach. Wprawdzie możemy mieć pretensje do natury, że ich tak łaskawie potraktowała, iż mogą odkrywkowo wydobywać węgiel koksowy, po który u nas trzeba schodzić od tysiąca do tysiąca dwustu metrów pod ziemię, jak to ma miejsce w przypadku kopalni Budryk. Mimo to trzeba przyznać, że tamtejsze górnictwo się mocno zmienia pod kątem technologicznym za sprawą światowych producentów maszyn i urządzeń górniczych, którzy - oferując niższe ceny - zdobywają nowe rynki, ale także poprawiają efektywność wydobycia.
Obecny komfort już się nie powtórzy. I jeżeli tego nie wykorzystamy, to wschodnioeuropejskie i azjatyckie górnictwo wyeliminuje polski węgiel. Już nie z rynku światowego, bo tam węgla z polskich kopalń nie ma, ale również i z Polski. W 2011 roku eksport węgla z Polski ma wynieść ok. 6 mln ton, natomiast import węgla do Polski ok. 15 mln ton. To pokazuje, w jakiej sytuacji się znaleźliśmy.
@RY1@i02/2011/135/i02.2011.135.167.004b.001.jpg@RY2@
Fot. Tomasz Jodlowski
Jerzy Markowski, ekspert górniczy, wiceminister gospodarki odpowiedzialny za górnictwo w rządzie Włodzimierza Cimoszewicza (1997 rok)
Rozmawiał Jerzy Dudała
dziennikarz miesięcznika "Nowy Przemysł" i portalu WNP.pl.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu