Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Energetyka

W polityce energetycznej Unii Europejskiej dominuje hipokryzja

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 17 minut

KRZYSZTOF ŻMIJEWSKI: Komisja Europejska reprezentuje głównie interesy gospodarek postindustrialnych. Znacząca redukcja emisji CO2 może doprowadzić do powstania Europy dwóch prędkości, a Polska będzie ponosić wyjątkowo negatywne konsekwencje

Jeżeli propozycje KE miałyby być osiągane za pomocą narzędzi, które KE wypracowała do dzisiaj, to oczywistą rzeczą jest, że będzie to zabójcze dla industrialnej części gospodarki UE, a dla nowych państw członkowskich w szczególności. Gdyby KE przedstawiła inne narzędzia, to można by było dyskutować, niestety KE ich nie pokazuje.

KE nie jest władna do podejmowania żadnej decyzji obowiązujących w UE, jest władna do przygotowania propozycji. Jest oczywiste, że ten program powinien być dyskutowany, być może jest przestrzeń na znalezienie kompromisu. Tyle że KE, która reprezentuje głównie interesy gospodarek postindustrialnych, musi być skłonna do budowania tego kompromisu.

Dotychczasowe zachowanie wskazuje, że nie, ale trzeba zauważyć, że inaczej zachowuje się w tej kwestii unijna komisarz ds. zmian klimatu Connie Hedegaard, a inaczej komisarz ds. energii Günther Oettinger.

Trzeba sobie zdawać sprawę z tego, jak daleko sięgają konsekwencje znaczącej redukcji emisji CO2. Konsekwencją może być powstanie Europy dwóch prędkości, gdzie jedna jedzie w jedną stronę, a druga w stronę przeciwną. Wtedy nie będzie już UE, bo UE nie może jechać w dwóch różnych kierunkach jednocześnie. Trzeba brać pod uwagę to, że Polska może wiele wysiłku włożyć we współpracę unijną, możemy mieć wiele samozaparcia, ale są pewne granice, którymi są recesja, upadek gospodarki i wysokie bezrobocie, które mogą mieć miejsce w części krajów Unii. Te negatywne konsekwencje nie muszą występować w całej Europie, nie będą one miały miejsca w Wielkiej Brytanii czy Szwecji, być może pojawią się w Niemczech. Z pewnością będą się ujawniały w tej kwestii głębokie różnice pomiędzy poszczególnymi państwami UE.

Trzeba sobie zdawać sprawę, że likwidacja produkcji w Europie nie oznacza likwidacji tej produkcji w ogóle, tylko jej przeniesienie w inny rejon świata, co nie spowoduje redukcji emisji CO2. Dlatego trzeba zadać sobie pytanie, po co UE ma ograniczać w tak wysokim stopniu emisje CO2.

To jest kwestia przyjętej metodologii. Mamy tu do czynienia ze stwierdzeniem, że jeżeli jedną nogę trzymamy we wrzątku, a drugą w lodowatej wodzie, to średnia temperatura powinna być przyjazna. Jeżeli będziemy mieli taką sytuację, że w niektórych krajach Europy Zachodniej wystąpi wzrost zatrudnienia w obszarach gospodarki postindustrialnej, a w Polsce i w kilku innych krajach wzrośnie bezrobocie w obszarach gospodarki industrialnej, to być może per saldo będziemy mieli do czynienia ze wzrostem gospodarki unijnej. To będzie jednak oznaczało, że wzrost gospodarczy państw postindustrialnych będzie opłacony recesją gospodarczą państw industrialnych. Na to oczywiście zgodzić się nie możemy, to doprowadzi do fundamentalnego pęknięcia w UE i żadne deklaracje komisarz Connie Hedegaard tego pęknięcia nie będą w stanie zasypać.

Co z tego, że np. w Wielkiej Brytanii powstanie 500 tys. miejsc pracy, skoro w Polsce będzie dodatkowo 330 tys. bezrobotnych? To korzyść o charakterze egoistycznym. Wizjonerzy unijni popełniają błąd, i to błąd fundamentalny, dosyć prosty do wykazania. Oni zakładają, że utratę miejsc pracy spowodowaną tzw. carbon leakage, czyli emigracją przemysłu z UE do innych krajów spowodowaną regulacjami dotyczącymi emisji CO2, uda się zastąpić zyskiem z know-how, patentów, licencji i nowych niskoemisyjnych technologii. To byłoby może i prawdziwe, gdyby UE sama funkcjonowała na globalnym rynku, ale na tym rynku jest jeszcze kilka innych państw jak Chiny. Jestem przekonany, że rynek, na którym dzisiaj liczy się UE, zostanie przejęty wkrótce przez Chiny. To w Chinach obecnie produkuje się laptopy, tablety, smartfony. W Chinach zbudowano najbardziej ekonomiczny samolot, który być może będzie konkurencją wobec Airbusa i Boeinga. Chiny produkują siłownie wiatrowe w cenie 50 proc. siłowni europejskiej. Co się stanie wtedy, kiedy wszystkie działania UE otworzą rynek, ale nie dla technologii brytyjskiej czy francuskiej, lecz dla technologii chińskiej?

Do tego dochodzi jeszcze kwestia o charakterze etyczno-gospodarczym. Wszystkie wyliczenia dotyczące emisyjności w sposób milczący przyjmują, że emisyjność liczy się z perspektywy produkcji - kto produkuje, ten emituje, kto nie produkuje, to nie emituje. Poziom emisyjności można liczyć także z perspektywy konsumpcji - kto konsumuje, ten inicjuje emisję, a kto nie konsumuje, ten oszczędza. Takie wyliczenia są trudniejsze, ale możliwe. To poziom konsumpcji decyduje o emisyjności, a nie poziom produkcji. Ale UE, w szczególności jej wiodące państwa członkowskie, nie namawiają do ograniczenia konsumpcji. Nie przestajemy czegoś używać dlatego, że się zużyło, tylko dlatego, że nam się znudziło.

Wierzę w zmiany klimatu, ale idea walki ze zmianami klimatycznymi i redukcji emisji CO2 jest pretekstem do stworzenia przestrzeni dla nowych technologii, które bez działań o charakterze sztucznym nie potrafiłyby się przebić na rynek i przegrywałyby z produktami, które produkowane są m.in. w Polsce. W ten sposób próbuje się wyeliminować takie kraje jak Polska, a zostawia się kraje Europy Zachodniej.

Istnieje wiele dużych, szybko rozwijających się gospodarek, jak Brazylia, Chiny, Indie, RPA, jest też kilka innych grup państw silnie się rozwijających, wszystkie one kompletnie ignorują działania UE w zakresie redukcji emisji, ponieważ te działania dla nich nie mają żadnego sensu. Te kraje mówią, że jak UE chce, to niech sobie ogranicza emisję CO2, ale one na takie mechanizmy się nie zgodzą.

Warto zwrócić uwagę także na dualność argumentacji. Komisarz Connie Hedegaard podkreśla, że rozwój technologii niskoemisyjnej w Stanach Zjednoczonych i Chinach jest tak duży - co jest prawdą - że UE musi się z nimi ścigać i wprowadzać limity znacznie bardziej ograniczające emisję. Nie tłumaczy ona jednak, dlaczego w krajach, w których nie ma limitów na emisję CO2, technologie niskoemisyjne się rozwijają, a w krajach, gdzie limity obowiązują, te technologie się nie rozwijają. Odpowiedź jest znana - jest tak dlatego, że w UE stworzono dla tych technologii warunki cieplarniane i mamy do czynienia z efektem cieplarnianym. Dlaczego wiatrak unijny jest dwa razy droższy od chińskiego? W Unii nie idziemy w kierunku optymalizacji działań i redukcji kosztów, tylko mamy do czynienia z sytuacją, kiedy europejskie firmy domagają się większego wsparcia, aby móc produkować drożej. Jeśli daje się dotacje, to ten produkt drożeje. Dobrym przykładem skutków manipulowania rynkiem jest wzrost cen cukru i mleka.

Lepiej szukać takich mechanizmów, gdzie nie ma adresowania dotacji, dlatego Szwedzi zdecydowali się na dramatyczne posunięcie i wprowadzili podatek węglowy, bardzo wysoki, wynoszący ok. 100 euro za tonę CO2. Po jego wprowadzeniu wszystkie problemy z dotowaniem czegokolwiek, w tym OZE i działań zwiększających efektywność energetyczną, się skończyły, ponieważ OZE stały się automatycznie opłacalne, a efektywność energetyczna gwałtownie wzrosła. Wzrósł też poziom energetycznego wykorzystywania odpadów, w efekcie czego spalanie śmieci jest jednym z głównych źródeł ciepła w Szwecji. Szwedzi zapowiadają, że w 2020 r. w ogóle nie będą zużywali paliw kopalnych do produkcji ciepła.

Skoro KE mówi o redukcji CO2, to niech pokaże, co zrobiła przez ostatnie 5 lat w obszarze, gdzie możliwe są największe oszczędności energii, mogące doprowadzić do dużej redukcji emisji CO2. To energia przeznaczana na ogrzewanie budynków. Budynki pochłaniają ok. 40 proc. energii, a mogą być one źródłem 60 proc. oszczędności energii. UE nie zrobiła jednak nic, aby to zrobić. Zamiast tego wprowadzono miękkie standardy i zobowiązania, których nikt nie kontroluje. Przyjęto cele 3 x 20, ale dwa z nich (ograniczenie emisji CO2 i wzrost wykorzystywania energii z OZE) są obowiązkowe, a trzeci - czyli zmniejszenie zużycia energii - jest nieobowiązkowy. To pokazuje sposób myślenia KE i jej hipokryzję. Działania UE nie służą ochronie klimatu.

@RY1@i02/2011/091/i02.2011.091.167.0002.001.jpg@RY2@

Fot. Wojciech Górski

Prof. Krzysztof Żmijewski, Politechnika Warszawska, sekretarz Społecznej Rady Narodowego Planu Redukcji Emisji

ROZMAWIAŁ DARIUSZ CIEPIELA

dziennikarz miesięcznika "Nowy Przemysł" i portalu WNP.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.