Bezpieczeństwu dostaw węgla zagraża nieracjonalne jego wydobycie
Przy obecnym tempie wydobycia węgla kamiennego w Polsce złóż eksploatowanych i wytypowanych do eksploatacji wystarczy nam zaledwie do 2035 roku.
Przeprowadzone w latach 90. urynkowienie górnictwa miało poprawić jego rentowność. Obok zlikwidowania wielu kopalń, cel ten został w znacznym stopniu osiągnięty poprzez redukcję wydobycia tam, gdzie eksploatacja była zbyt kosztowna. Dokonano tego, m.in. zmieniając kwalifikację wielu trudniej dostępnych złóż z nadających się do wydobycia na nienadające się oraz koncentrując siły i środki na tych zasobach, które są łatwiej dostępne - wynika z raportu Najwyższej Izby Kontroli (NIK).
- Rzeczywiście, szczególnie szybko kurczą się zasoby węgla kamiennego. Potrzebne są inwestycje, bo bez nich nie sięgniemy po nowe zasoby. Szczególnie szybko znikają zasoby operatywne - mówi prof. Krystian Probierz z Politechniki Śląskiej.
Problemem od lat jest właśnie brak inwestycji. Według ekspertów NIK-u doprowadził on do znacznego skurczenia się złóż. Tym bardziej że jednocześnie ograniczono inwestycje mające doprowadzić do eksploatacji nowych obszarów. Poprawieniu rentowności towarzyszyło zatem gorsze wykorzystanie zasobów, a także osłabienie ich ochrony.
- Przedmiot kontroli, a zatem zasady eksploatacji złóż, jest niezwykle istotny dla górnictwa. Tyle tylko, że to nie górnictwo ustala dla siebie kryteria bilansowości złóż. Te kryteria na wniosek ministra gospodarki ustala minister środowiska - przyznaje Jerzy Markowski, były wiceminister gospodarki.
Oczywiście każdy przedsiębiorca ma prawo wystąpić o zmianę kryteriów bilansowości, ale prawie żaden tego nie robi. Poza Czechami, którzy nabyli kopalnię Silesia i właśnie w trybie przekwalifikowania zasobów niedawno okazało się, że mają 80 mln ton węgla więcej.
Jerzy Markowski wskazuje, że nie dziwi go niechęć kopalń czy zarządów spółek do przekwalifikowania zasobów. Kadry boją się bowiem zarzutu, że dla każdego węgla są skłonne narażać ludzi. Takie zarzuty pojawiały się po tragedii w kopalni Halemba czy po tragedii w kopalni Śląsk.
- Zasoby węgla w Polsce przekraczają 56 mld ton. Ale NIK pokazała zasoby udostępnione. Stąd też słuszna jest konkluzja, że tego węgla zabraknie - dodaje Jerzy Markowski.
Zresztą już go nam brakuje, czego dowodzi import. I będzie nam go jeszcze bardziej brakowało, bowiem z roku na rok wydobycie w polskich kopalniach spada. To konsekwencja braku inwestycji, których w polskim górnictwie nie realizowano. Jednak zdaniem Jerzego Markowskiego NIK-owi też można zarzucić pewną niekonsekwencję.
- Aż mnie korci, by przypomnieć stanowisko Najwyższej Izby Kontroli wobec budowy przed laty kopalni Budryk. Wtedy NIK zarzucała mi niecelowe zrealizowanie budowy kopalni. A dziś okazuje się, że ten Budryk to o wiele za mało. Trzeba budować następne kopalnie - mówi Jerzy Markowski.
Najwyższa Izba Kontroli wskazuje również w swym raporcie na nieodpowiedzialne podejście spółek węglowych do złóż. Patrząc na stan kopalń zlikwidowanych, zdewastowanych, jak na przykład kopalnia Morcinek - ten zarzut NIK ma swe uzasadnienie. Ale trzeba też powiedzieć, skąd się to bierze.
- Przypomnę, że zgodnie z ustawą o reformie górnictwa obowiązek likwidacji kopalń wzięło na siebie państwo. I tu koło się zamyka, bo potrzebne są środki z budżetu. Przecież tak naprawdę to złomiarze demontują więcej urządzeń w zlikwidowanych kopalniach niż państwo. A wszystko sprowadza się do prostej rzeczy, że nie chcemy się w Polsce przyznać do tego, że potrzebny nam jest węgiel. Mimo iż świat już dawno to zrozumiał - podsumowuje Jerzy Markowski.
Zdaniem NIK kopalnie w Polsce kontynuują nieracjonalną gospodarkę złożami węgla, która obliczona jest na maksymalizację zysku bez koncepcji ochrony zasobów. Polega to głównie na wybiórczym eksploatowaniu złóż, pomijaniu trudniejszych ich części, a przez to na niewielkim wykorzystaniu całości zasobów.
Kontrola NIK wykazała, że węgiel w polskich kopalniach wydobywa się najczęściej systemem ścianowym, który umożliwia tanie wydobycie, jednak generuje przy tym wysokie straty w zasobach. Prof. Krystian Probierz wskazuje, że powinno się dobierać system eksploatacji do charakteru złoża. A z tym niestety jest u nas różnie. Najlepsze partie węgla zostały już wyeksploatowane. Teraz będzie się trzeba wziąć do pokładów trudniejszych.
JERZY DUDAŁA
dziennikarz miesięcznika "Nowy Przemysł" i portalu WNP.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu