Unia Europejska w regulacjach musi uwzględniać rzeczywistość
DARIUSZ MARZEC: Polityka energetyczna Unii Europejskiej jest za bardzo wizjonerska. W efekcie końcowym może to mieć negatywny wpływ na gospodarki poszczególnych krajów oraz konkurencyjność całej UE na globalnym rynku
Obecna polityka energetyczna Unii Europejskiej jest bardzo wizjonerska. Istniejący system regulacji powoduje m.in., że źródła fotowoltaiczne posiadają mechanizmy wsparcia, dzięki którym opłaca się je montować w miejscach, gdzie słońce świeci przez 15 dni w roku... Obowiązuje cały szereg systemów wsparcia i gwarantowanej ceny energii, które z ekonomicznego punktu widzenia nie mają sensu. W efekcie końcowym może to mieć negatywny wpływ na gospodarki poszczególnych krajów, jak i konkurencyjność całej UE na globalnym rynku.
Unia Europejska funduje sobie poważne zagrożenia dla konkurencyjności wytwarzania energii elektrycznej, w czego efekcie może obniżyć się konkurencyjność unijnej gospodarki na rynku globalnym. Biorąc pod uwagę stopień dekapitalizacji obecnie pracujących bloków, w najbliższych kilkunastu latach mamy konieczność wymiany około połowy mocy wytwórczych w Polsce. Mówimy tu o inwestycjach w sektorze sięgających 200 mld zł. Te inwestycje muszą być częściowo sfinansowane przez odbiorców i instytucje finansowe, ponieważ grupy energetyczne takich pieniędzy nie będą miały. Wymiana mocy ma się odbyć w sytuacji otoczenia regulacyjnego zniechęcającego do inwestycji w źródła emitujące CO2. System regulacji nie zniechęca jedynie do nieefektywnych czy brudnych technologii, lecz całkowicie zniechęca do inwestowania w źródła wykorzystujące paliwa kopalne. Polskie firmy energetyczne mogą mieć problemy ze sfinansowaniem swoich programów inwestycyjnych w sytuacji, kiedy takie otoczenie regulacyjne będzie się utrzymywać.
Nie mówimy o tym, że powinniśmy produkować brudną energię, we wszystkich jednak obszarach powinniśmy zachować zdrowy rozsądek. W dyskusji o polityce energetycznej jest za dużo poprawności politycznej, stąd pojawiają się takie zapowiedzi, że w UE w 2050 r. 80 proc. energii będzie produkowane w odnawialnych źródłach (OZE). Tylko jaka gospodarka to wytrzyma? Tego typu cele wspaniale się prezentuje na politycznych forach, mówi się wtedy, że jesteśmy przyjaźni środowisku i tworzymy nowe miejsca pracy w sektorze OZE. To na płaszczyźnie politycznej świetnie działa i zbiera się przy tym dużo oklasków. Jednak, jeśli popatrzymy na twarde realia gospodarcze, zobaczymy, że europejska gospodarka, a polska w szczególności, tego nie wytrzyma. Może wytrzyma gospodarka francuska, gdzie ok. 80 proc. energii wytwarza się w sposób "bezemisyjny" w elektrowniach jądrowych. Są kraje, które tego rodzaju działania będą wspierać, ale popatrzmy na sytuację Polski, która musi wymienić swój majątek wytwórczy. Nie jesteśmy w stanie swoich bloków wytwórczych, opartych w przeważającej części na węglu, skokowo wymienić na źródła odnawialne. To ogromne wyzwanie dla polskiej gospodarki i polskiego rządu. Jedność działania w tym obszarze powinna być niezależna od opcji politycznej, ponieważ jest to długoterminowy interes całej polskiej gospodarki.
Jeżeli PGE przejmie Energę, to powstanie silna polska grupa energetyczna, działająca na rynku europejskim. Powinniśmy pamiętać, że nie ma polskiego rynku energii, jest rynek europejski. Już działa market coupling z rynkiem skandynawskim, jest integracja z rynkiem niemieckim. W roku 2015 już nie będzie granic w energetyce.
Skarb Państwa zamierza ze strategicznych powodów utrzymać kontrolę operacyjną nad PGE i wpływ na kluczowe decyzje korporacyjne w Tauronie, gdzie udział Skarbu Państwa już spadł poniżej 50 proc., i będzie nadal się zmniejszał.
Część tych, którzy wcześniej w Polsce bardzo mocno inwestowali, zmienia optykę, tak jak Vattenfall, który zadeklarował zmianę swojej strategii i koncentrację działalności na rynkach kluczowych, a takim rynkiem nie jest dla niego Polska. Podobny przegląd strategii następuje w E.On, a w przypadku RWE nie ma mocnego rozwoju działalności.
Jeśli chodzi o nowych graczy, rynek jest bardzo dynamiczny. Pojawia się wielu inwestorów finansowych, takich jak np. Kulczyk Investments, który deklaruje rozwój swojej działalności w sektorze energetycznym w Polsce, ale to nie jest jedyny nowy gracz. W transakcjach prywatyzacyjnych pojawiają się nazwy firm, które do tej pory nie były obecne w Polsce.
Niepewność co do rozwoju sektora wytwarzania opartego na węglu powoduje ostrożność międzynarodowych grup energetycznych przy inwestowaniu w Polsce. Inwestując w Eneę, inwestuje się w nowy blok 1000 MW oparty na węglu kamiennym w Elektrowni Kozienice, inwestując w Tauron, inwestuje się również w kilka dużych projektów opartych na węglu kamiennym. Polska energetyka z jednej strony jest atrakcyjna, ponieważ jest to duży rynek, ale z drugiej strony istnieje ryzyko, ponieważ nie wiadomo, jak regulacje przełożą się na końcową efektywność polskich grup energetycznych.
@RY1@i02/2011/048/i02.2011.048.167.002a.001.jpg@RY2@
Fot. Archiwum
Dariusz Marzec, szef zespołu doradztwa energetycznego w firmie doradczej KPMG
Rozmawiał DARIUSZ CIEPIELA
dziennikarz miesięcznika "Nowy Przemysł" i portalu WNP.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu