Węglowa koniunktura z prywatyzacją w tle
KONIUNKTURA NA ŚWIATOWYM RYNKU węgla jest bardzo dobra. Na powódź w Australii i zalanie tamtejszych kopalń odkrywkowych rynek odpowiedział wzrostem cen. Polskie kopalnie nie nadążają za popytem
Polskie kopalnie wydobywają jednak zbyt mało węgla, by z tej koniunktury skorzystać. Na razie trwają procesy zmierzające do przegrupowań na polskim rynku. Borykający się z problemami z płynnością finansową Katowicki Holding Węglowy (KHW) miałby zostać powiązany z Węglokoksem, któremu zależy na wejściu w segment produkcji węgla, gdyż nie zamierza być dłużej firmą jedynie handlującą tym surowcem.
Obecnie prowadzone są wielowariantowe analizy oraz wyceny. Po wyborze optymalnego rozwiązania zostanie ono poddane konsultacjom ze stroną społeczną.
- Sądzę, że do tych konsultacji dojdzie w pierwszym kwartale tego roku - ocenia wiceminister gospodarki Joanna Strzelec-Łobodzińska. I zaznacza, że prywatyzacja firm górniczych poprzez giełdę będzie realizowana zgodnie ze strategią dla górnictwa. A zatem nie powinna być przyczyną żadnych konfliktów. Skarb Państwa ma zachować pakiety większościowe akcji firm górniczych.
Do debiutu giełdowego przygotowują się w Jastrzębskiej Spółce Węglowej (JSW), która w trakcie 2011 roku w samej części górniczej zainwestuje ok. 1 mld zł.
- Bezpieczniej jest być firmą wieloproduktową. Zamierzamy wykorzystać wszystkie nośniki energii, jakimi dysponujemy. Chcemy zagospodarować metan czy węgle o niskiej jakości. Warto się skoncentrować na inwestycjach również w tym segmencie - ocenia Jarosław Zagórowski, prezes JSW.
Jednak oceniając plany prywatyzacji firm górniczych, trzeba mieć na uwadze, że mamy rok wyborczy. Zwraca na to uwagę prof. Marek Szczepański, socjolog z Uniwersytetu Śląskiego. Wskazuje on, że spokój w górnictwie to komfort rządzenia i komfort spokojnego przygotowania się do wyborów.
- Powstaje więc zasadnicze pytanie, czy rządowi premiera Donalda Tuska wystarczy determinacji, by w roku wyborczym realizować trudne przedsięwzięcia, a do takich z pewnością należy zapowiadana prywatyzacja firm górniczych. Górnictwo to branża niezmiernie istotna dla regionu oraz całej Polski. A prywatyzacja to nie jest prosta sprawa. Jej przeprowadzenie oznacza konieczność podjęcia decyzji politycznej, a także wysiłek natury prawnej - podkreśla prof. Marek Szczepański.
Trzeba też pamiętać że kwestie wycen czy porozumienia ze stroną społeczną wymagają czasu, tego nie da się zrobić szybko. Strategia wyborcza będzie taka, by eksponować jakieś osiągnięcia, a nie podejmować trudnych tematów, jak choćby prywatyzacja górnictwa.
- Nie sądzę, by w 2011 roku doszło do przełomu w górnictwie - zaznacza prof. Marek Szczepański.
Według niego zaraz po wyborach powinny jednak zostać podjęte istotne decyzje dla gospodarki i państwa, również te dotyczące górnictwa. Oceniając rok 2010 dla branży, prof. Marek Szczepański wskazuje, że nie był on zły, przede wszystkim dlatego że wszystkie spółki węglowe mają się znaleźć na plusie. Można usłyszeć szacunki, że branża odnotuje za rok 2010 zysk netto w wysokości 1 mld zł. Czy tak będzie, przekonamy się po audycie.
Oczywiście na wynik sektora w głównej mierze wpłynie zysk wypracowany przez Jastrzębską Spółkę Węglową, która wydobywa poszukiwany na rynku węgiel koksowy. Trzeba pamiętać, że około 115 tysięcy osób utrzymuje się z pracy w górnictwie. A do tego dochodzą sieć kooperantów, rodziny górników. Górnictwo to znaczący pracodawca w regionie.
Poza tym górnictwo pozostaje znaczącym podatnikiem w skali regionu i państwa. Spółki węglowe regulują swoje należności i odprowadzają duże kwoty do budżetu.
- Natomiast nie zauważyłem w 2010 roku żadnego przełomu, jeżeli chodzi o zarządzanie górnictwem czy projektowanie klarownego harmonogramu działań dotyczących tej branży - twierdzi prof. Marek Szczepański.
W ostatnim czasie koniunktura na rynku węgla jest bardzo dobra. Na powódź w Australii i zalanie tamtejszych kopalń odkrywkowych rynek odpowiedział wzrostem cen.
- Za tonę węgla koksowego trzeba płacić 240 - 250 dolarów. Natomiast ceny węgla energetycznego dochodzą do poziomu 140 dolarów za tonę - mówi Jerzy Markowski, były wiceminister gospodarki.
Oprócz bardzo dobrej koniunktury na węgiel w ogóle, a zwłaszcza na węgiel koksowy potrzebny do produkcji stali, powstała sytuacja nadzwyczajna w wyniku powodzi w Australii, która sparaliżowała wydobycie oraz transport węgla z tamtejszych kopalń odkrywkowych.
- Można się spodziewać spadku podaży nawet o 50 mln ton. To ogromna wielkość. To oznacza wielkie problemy dla hutnictwa w Azji, a zwłaszcza w Indiach i Japonii oraz na mniejszą skalę w Chinach - prognozuje Jerzy Markowski.
Chiny same wydobywają olbrzymią ilość węgla - ponad 2,5 mld ton na rok - i miały zdeponowane we własnych portach prawie 40 mln ton węgla koksowego. A więc mają się czym ratować. Z kolei Indie będą musiały dokupić brakujący węgiel z Rosji oraz Indonezji. Chętnie nabyłyby go w Polsce, ale my wydobywamy zbyt mało węgla nawet na własne potrzeby. A zatem nie możemy marzyć o tym, by skorzystać z obecnej sytuacji na rynku. A jest czego żałować, bo na naszych oczach mocno wzrosły ceny oraz zapotrzebowanie na węgiel.
Jerzy Dudała
dziennikarz miesięcznika "Nowy Przemysł" i portalu WNP.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu