Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Energetyka

Atomowy jeden mały kroczek

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

PGE wybrała firmę, która wykona badania środowiskowe, lokalizacyjne oraz pomoże uzyskać pozwolenia i uprawnienia niezbędne do budowy pierwszej polskiej elektrowni jądrowej

Siłownia o mocy 3000 MW ma stanąć nad Bałtykiem. Spośród 92 wstępnych lokalizacji PGE, które odpowiada za realizację rządowego programu jądrowego, wybrało przed rokiem trzy. W ciągu dwóch najbliższych lat okaże się, czy atomówka zostanie wybudowana w Choczewie, Gąskach czy Żarnowcu.

Wybór lokalizacji

Na początku stycznia spółka wyłoniła firmę, która pomoże w wyborze lokalizacji. Umowa ramowa na kwotę do 252 mln zł trafi do konsorcjum firm WorleyParsons Nuclear Services JSC, WorleyParsons International Inc. oraz WorleyParsons Group Inc. Worley Parsons. Z tego kontraktu PGE będzie mogła się wycofać bez finansowych konsekwencji w każdej chwili.

- Wybór wykonawcy badań lokalizacyjnych i środowiskowych to kolejny krok w projekcie, który z pewnością przyczyni się do umocnienia poziomu wiarygodności polskiego programu jądrowego - powiedział Aleksander Grad, prezes PGE EJ 1, spółki celowej, która zrealizuje inwestycję.

Jego zdaniem decyzja ta będzie miała ogromny wpływ na dalsze etapy projektu. Badania, które będzie realizował wybrany wykonawca, pozwolą podjąć jedną z najważniejszych decyzji, jaką jest wskazanie docelowej lokalizacji pierwszej polskiej elektrowni jądrowej.

Badania lokalizacyjne i środowiskowe będą trwały ponad dwa lata i obejmą elementy takie, jak: warunki geologiczne, środowisko naturalne i przyrodnicze, obecne zagospodarowanie terenu czy kwestie logistyki i dostępnej infrastruktury. Jak mówił na spotkaniu z dziennikarzami Krzysztof Kilian, prezes PGE, ostateczna lokalizacja pierwszej polskiej atomówki powinna być znana w połowie 2015 r. Zgodnie z rządowym planem pierwszy blok elektrowni powinien zacząć produkować energię w 2023 r., a pełną moc siłownia osiągnie do 2025 r.

Nadbałtyckie protesty

Przed rozpoczęciem budowy inwestor będzie musiał uzyskać zgodę lokalnych społeczności. Zanim szefowie PGE zlecili badania gruntu i inne czynności potrzebne do ostatecznego wyboru miejsca pod budowę polskiej atomówki, zachodniopomorskie Gąski położone niedaleko turystycznego Mielna zdążyły już powiedzieć atomowi "nie". Żyjący z pieniędzy przyjezdnych region nie chce mieć pocztówek z niemal 100-metrowej wysokości reaktorami na horyzoncie.

Bunt wybuchł także w pomorskiej gminie Choczewo położonej w połowie drogi między Władysławowem a Łebą, zaledwie 80 km od Gdańska. To bałtyckie centrum wypoczynkowe, gdzie każdego roku na plaże zjeżdżają setki tysięcy Polaków. Mieszkańców żyjących głównie z turystyki do oporu zachęcały nawet plakaty stylizowane na mapę najazdu wojsk.

Temperatura społecznych nastrojów specjalnie nie podskoczyła jedynie w niedaleko położonym Żarnowcu. To miejscowość, gdzie jeszcze w latach 80. XX wieku rozpoczęto budowę pierwszej polskiej atomówki.

Znaki zapytania

Jak zapowiada Aleksander Grad, przetarg na wykonawcę elektrowni powinien zostać ogłoszony w ciągu dwóch-trzech miesięcy. Udziałem w polskim projekcie wartym od 35 mld zł do nawet 60 mld zł zainteresowani są najpotężniejsi gracze nuklearnego biznesu. Na liście są takie firmy jak Areva, GE-Hitachi, KEPCo (Korean Electric Power Corporation), Mitsubishi czy Westinghouse. Właśnie te firmy realizują większość z obecnie prowadzonych 65 projektów jądrowych na świecie.

Jak mówi Mikołaj Budzanowski, minister skarbu państwa, który nadzoruje PGE, decyzja o rozpoczęciu budowy elektrowni jądrowej zapadnie w latach 2014-2015, kiedy znane już będą ostateczne koszty tej realizacji. Niewykluczone też, że projekt otrzyma wsparcie nowego rządowego wehikułu Polskie Inwestycje, np. w postaci gwarancji bankowych.

Na razie jednak KGHM, Tauron i Enea wciąż nie porozumiały się z PGE w sprawie objęcia udziałów w projekcie jądrowym. Podpisany z wielką pompą we wrześniu ubiegłego roku list intencyjny zostanie przedłużony do końca marca 2013 r.

PGE najpotężniejszego sojusznika widzi w KGHM, który na swoje barki miałby wziąć lwią część kosztów budowy pierwszej polskiej elektrowni. Mniejsze porcje zarezerwowano dla Tauronu i Enei. Ten pierwszy planuje zakup prawa do 800 MW, ale oznaczałoby to koszt od 9,5 do blisko 15 mld zł, a z powodu kryzysu i innych celów inwestycyjnych spółka może nie udźwignąć takiego ciężaru. Twardo z PGE rozmawia także KGHM.

- Jeśli wynegocjujemy warunki, które spełnią oczekiwania KGHM, nie wykluczam naszego udziału w tym projekcie - mówił nam Herbet Wirth, prezes miedziowej spółki, kiedy w lipcu po raz pierwszy ujawniliśmy, że do atomu powołany zostanie sojusz państwowych koncernów.

Zdaniem ekspertów sfinansowanie gigantycznej inwestycji może stanowić problem, zwłaszcza w obecnej kondycji gospodarki i spadającym zapotrzebowaniu na energię elektryczną.

- W 2010 r. przewidywania co do wzrostu konsumpcji energii były na poziomie 2 proc. rocznie. Teraz mamy spadek. W tej sytuacji planowanie inwestycji jest bardzo utrudnione - mówił na spotkaniu z dziennikarzami Krzysztof Kilian.

W wywiadzie dla DGP Luc Oursel, prezes Arevy, wyraził opinię, że finansowaniem elektrowni jądrowej zainteresowane powinny być otwarte fundusze emerytalne.

- Ich działalność dobrze pasuje do długoterminowego charakteru tej inwestycji - tłumaczył szef francuskiego koncernu.

@RY1@i02/2013/017/i02.2013.017.167000100.802.jpg@RY2@

Liderzy światowej energetyki jądrowej

Maciej Szczepaniuk

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.