Urzędnicy przykręcają klimatyczną śrubę, rachunek zapłaci gospodarka
Energetyka oparta w 90 proc. na węglu nie może w krótkim czasie przeistoczyć się w niskoemisyjną. A koszty restrykcyjnej polityki klimatycznej UE byłyby dla polskiej gospodarki bardzo wysokie - twierdzi Polski Komitet Energii Elektrycznej (PKEE). W tym tygodniu Warszawa będzie gospodarzem dyskusji o wpływie nowych regulacji klimatycznych na przyszłość energetyki i przemysłu.
To będzie pełen emocji szczyt unijny. Podczas październikowego spotkania Rady Europejskiej szefowie krajów UE mogą zająć się między innymi kształtem przyszłej polityki klimatycznej do 2030 r. Opublikowany przez Komisję Europejską "Pakiet 2030" zakłada m.in. podniesienie wiążącego celu redukcji emisji CO2 do 40 proc. i zwiększenie udziału OZE do minimum 27 proc. w bilansie energii finalnej całej UE.
Co to oznacza dla Polski? Z jednej strony, ograniczenie emisji CO2 niesie ze sobą korzyści dla środowiska (nie należy jednak przy tym zapominać, że w skali światowej udział polskiej energetyki jest symboliczny - to ok. 0,3 proc., a pod względem emisji CO2 w przeliczeniu na mieszkańca Polska znajduje się na poziomie średniej unijnej). Z drugiej strony, w naszym przypadku przykręcanie klimatycznej śruby doprowadzi do zmniejszenia konkurencyjności gospodarki ze względu na ogromne koszty modernizacyjne, ale też społeczne, jak utrata 600 tys. miejsc pracy. Takie szacunki płyną z analiz Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej, do którego należą największe krajowe przedsiębiorstwa branży energetycznej.
PKEE nie kwestionuje samej idei dalszego ograniczania do atmosfery emisji szkodliwych substancji. Ale podkreśla, że w Polsce wejście w życie nowych norm powinno uwzględniać krajowe plany wyłączeń bloków energetycznych. A to dlatego, że celem nadrzędnym powinno być zapewnienie bezpieczeństwa dostaw energii. Jak pogodzić pozorne sprzeczności i znaleźć punkt równowagi między priorytetowymi celami UE (dążeniu w kierunku zielonych źródeł energii), a z drugiej zapewnienie niezależności i bezpieczeństwa systemu energetycznego? To zadanie niełatwe.
Odpowiedzi będą szukać uczestnicy konferencji PKEE i stowarzyszenia Eurelectric o możliwych skutkach wprowadzenia wyśrubowanych założeń klimatycznych. Dyskusja odbędzie się 26 września w Centrum Nauki Kopernik w Warszawie. Wezmą w niej udział m.in. dyrektor generalny DG Clima KE Jos Delbeke, polski minister środowiska Maciej Grabowski, prezes PGE Marek Woszczyk oraz przedstawiciele europejskich gigantów: prezes E.ON Johannes Teyssen i szef RWE Technology Michael Fubi. To będzie pierwsza tego typu publiczna, międzynarodowa dyskusja w Polsce.
Gaz skorzysta na marginalizacji węgla
- Polska jest jednym z najbardziej niezależnych energetycznie państw UE. W interesie naszego kraju leży co najmniej utrzymanie obecnego poziomu bezpieczeństwa opartego o krajowe zasoby paliwa - mówi Marek Woszczyk, szef Rady Zarządzającej PKEE, prezes PGE Polskiej Grupy Energetycznej. - Gdyby założenia "Pakietu 2030" weszły w życie, Polska uzależniłaby się w znacznym stopniu od importu gazu ziemnego. A z uwagi na aktualną sytuację geopolityczną oznaczałoby to pogorszenie bezpieczeństwa kraju - twierdzi.
Warto podkreślić, że wytwarzanie energii elektrycznej z gazu ziemnego jest niemal trzykrotnie droższe niż z węgla brunatnego. Staje się opłacalne dopiero przy wysokich cenach uprawnień do emisji CO2. Tymczasem z danych Ministerstwa Gospodarki wynika, że rodzime zasoby węgla gwarantują Polsce bezpieczeństwo dostaw energii elektrycznej na kolejne dziesięciolecia. Jednocześnie wytwarzanie energii elektrycznej z węgla - kamiennego i brunatnego - to gwarancja niższych cen energii elektrycznej. Przeciw prowadzonej w pośpiechu polityce tzw. dekarbonizacji przemawia też fakt, że w branży wydobywczo-energetycznej w Polsce zatrudnionych jest ok. 300 tys. ludzi. A to oznacza, że jest to jedna największych grup zawodowych w kraju.
Jak szacuje PKEE, zaostrzanie polityki klimatycznej może doprowadzić do 2050 r. do prawie trzykrotnego wzrostu hurtowych cen energii i ciepła sieciowego. Z przygotowanych przez Komitet analiz wynika, że koszt energii zużywanej przez gospodarstwa domowe wzrośnie do tego czasu średnio o 18 mld zł rocznie. Np. czteroosobowa rodzina zapłaci za energię w 2030 r. o ponad 1,7 tys. zł więcej niż dziś. A jeśli ten trend się utrzyma, to w 2050 r. ta kwota będzie o ponad 4,6 tys. zł wyższa. Z tych analiz wynika czarny scenariusz, według którego wzrost udziału wydatków na energię w budżetach gospodarstw domowych może doprowadzić w Polsce w 2050 r. na dużą skalę to trwałego ubóstwa energetycznego.
Zdaniem ekspertów z PKEE na radykalnym zaostrzaniu celów klimatycznych straci także energochłonny przemysł - np. koksowniczy, chemiczny, papierniczy, cementowy, produkcja metali i wydobycia węgla. Według resortu gospodarki te branże łącznie zatrudniają ok. 590 tys. pracowników, generując 95 mld zł wartości dodanej. Zyski tych branż w 2030 r. mogą spaść prawie o połowę - w porównaniu z 2012 r.
Problem będzie dotyczył nie tylko Polski. Dzisiaj trend jest taki, że Europa, poprzez wysokie ceny energii, chce dla dobra klimatu rozwijać technologie odnawialne. Jednocześnie trwają jednak przygotowania do utworzenia wspólnej strefy ekonomicznej Europy i Ameryki Północnej. A kiedy przedstawiciele UE siadają do stołu negocjacyjnego ze stroną amerykańską, to zderzają się z zupełnie odwrotnym myśleniem. Bo administracja amerykańska jest nastawiona na jak najtańszą energię. Eksperci przestrzegają, że jeśli te rozbieżności się utrzymają i strefa wolnego handlu zacznie działać, to sama Europa może doprowadzić do sytuacji, w której przemysł na dobre wyniesie się ze Starego Kontynentu.
Inwestycje ograniczają wpływ energetyki na środowisko
Polska elektroenergetyka już dziś ponosi wielomiliardowe koszty modernizacji i doposażenia istniejących bloków pod kątem wymagań środowiskowych. Te wynikają np. z dyrektywy o emisjach przemysłowych IED, która nakłada na nas obowiązek znacznej redukcji emisji dwutlenku siarki, tlenków azotu i pyłów od 2016 r. Sytuacja wytwórców energii nie jest łatwa. Kiedy największe polskie koncerny energetyczne inwestują, żeby sprostać nowym, zaostrzonym wymogom emisji przesyłowych IED, w tym samym czasie Komisja Europejska dyskutuje nad jeszcze ostrzejszymi normami BAT, które mają obowiązywać od 2020 r. Według wyliczeń firmy konsultingowej EY dostosowanie wszystkich źródeł mocy do wymogów dyrektywy IED i BAT, będzie kosztowało polską elektroenergetykę do 21 mld zł. A dalsze zaostrzanie celów klimatycznych może podnieść te nakłady wielokrotnie.
Tymczasem już dziś ta branża to jeden wielki plac budowy. Trwają budowy nowych bloków węglowych przez PGE w Opolu, Eneę w Kozienicach i Tauron w Jaworznie. W przyszłym roku są planowane do uruchomienia dwa nowe bloki gazowo-parowe w Stalowej Woli (Tauronu i PGNiG) oraz we Włocławku, gdzie inwestorem jest Orlen. Jak wyliczają Polskie Siecie Elektroenergetyczne, dzięki tym inwestycjom przybędzie 4000 MW, ale nowe moce zaczną stopniowo wchodzić do systemu dopiero od 2017 r. Na przełomie roku ruszyć ma budowa nowego bloku PGE na węgiel brunatny w Turowie. W planach jest też budowa Elektrowni Północ.
Gdyby zaostrzone normy BAT zaczęły obowiązywać już w 2020 r., to musielibyśmy wówczas wyłączyć część elektrowni, które w normalnych warunkach mogłyby pracować jeszcze kilka lat. PKEE postuluje więc, żeby nowymi normami BAT były obejmowane wyłącznie instalacje oddane do użytku po ich wdrożeniu, tzn. po 2020 r. W innym przypadku koszty modernizacji istniejących mocy będą znacząco przewyższać korzyści dla środowiska.
Jeśli ten argument się nie przebije, coraz bardziej realne jest ryzyko blackoutu, czyli przerw w dostawie energii elektrycznej w czasie zwiększonego zapotrzebowania (np. w czasie letnich upałów) z powodu niedoborów wytwarzanej mocy. - W ciągu ostatnich lat nie wystąpiło zagrożenie bezpieczeństwa dostaw energii elektrycznej. Ale Polska musi przygotować się na możliwe trudności w tym zakresie po 2015 r. - mówi Beata Jarosz z PSE.
Liderem rynku pod względem produkcji energii jest w Polsce Grupa Kapitałowa PGE, która posiada 40-proc. udział w krajowym wytwarzaniu i 30-proc. w jej dystrybucji. W latach 2014-2020 na modernizację istniejących aktywów wytwórczych planuje wydać 16,3 mld zł. Środki te przeznaczone zostaną na wzrost mocy zainstalowanej, podniesienie sprawności oraz w szczególności na dostosowanie do wymogów w zakresie emisji tlenków siarki, tlenków azotu i pyłów. PGE inwestuje również w sektorze odnawialnych źródeł energii (OZE). Już dziś wytwarza ponad 10 proc. energii w kraju.
- Dzięki planowanym inwestycjom w Grupie PGE do 2016 r. obniżona zostanie przez nas emisja dwutlenku siarki o ok. 60 proc., tlenków azotu o 40 proc., a pyłu o ponad połowę. A to dodatkowe redukcje w stosunku do dotychczasowych. Elektrownie PGE w ciągu ostatnich lat ograniczyły już o 80 proc. emisje dwutlenku siarki, o 40 proc. tlenków azotu, a pyłów o 97 proc. - wylicza Marek Woszczyk.
Lider rynku promuje tezę, że nie tylko wzrost znaczenia wiatru, wody, słońca i biomasy w krajowym miksie energetycznym może przyczyniać się do obniżenia emisji CO2. Dla ekologów może to zabrzmieć jak bluźnierstwo, ale służyć temu ma także budowa nowoczesnych bloków węglowych. Budowana łączna moc nowych bloków w elektrowniach w Opolu i w Turowie wyniesie blisko 2,3 GW, które zastąpią stopniowo stare, nieefektywne jednostki. Z wyliczeń inwestora wynika, że - w porównaniu z blokami starszego typu - będzie oznaczała to nawet o 25 proc. niższą emisję CO2 do atmosfery. A największym z projektów niskoemisyjnych ma być budowa pierwszej w Polsce elektrowni jądrowej. We wrześniu 30 proc. udziałów w spółce celowej PGE EJ1 objęli inni potężni inwestorzy kontrolowani przez Skarb Państwa: Tauron, Enea i KGHM. Zatwierdzony przez rząd Polski Program Energetyki Jądrowej przewiduje rozpoczęcie produkcji energii elektrycznej z pierwszego bloku w 2024 r.
Co ciekawe, polska energetyka ma w Brukseli łatkę truciciela. Z unijnych danych wynika jednak, że Polska wzorcowo wypełnia zobowiązania protokołu z Kioto. Ten nałożył na sygnatariuszy obowiązek redukcji emisji gazów cieplarnianych, w tym CO2. W porównaniu z 1990 r. krajowa energetyka ograniczyła emisje o ok. jedną trzecią. Dzisiaj udział Polski w CO2 emitowanym przez całą UE wynosi ok. 9 proc.
Nie spieszmy sie z decyzjami
Pełnomocnik rządu do spraw polityki klimatycznej Marcin Korolec powiedział w wywiadzie dla DGP, że dyskusja o rozwiązaniach klimatycznych wykraczających poza 2020 r. jest przedwczesna. Zostało jeszcze sześć lat do zakończenia obowiązywania obecnego pakietu. - Jest stanowczo za wcześnie na dyskusję o dalszych perspektywach. Bo jak można precyzyjnie określać parametry działania w tak dalekiej przyszłości? Przypomnę, że nikt w 2008 r. nie zakładał kryzysu, który zmienił gospodarkę. Zmiany klimatu dotyczą całego globu. Poczekajmy więc na wynik ustaleń w 2015 r., a dopiero potem zabierzmy się za ustalenia, co po 2020 r. - stwierdził Marcin Korolec.
@RY1@i02/2014/183/i02.2014.183.000001100.803.jpg@RY2@
Poziom emisji i redukcji CO2 w Europie
Konrad Majszyk
@RY1@i02/2014/183/i02.2014.183.000001100.804.jpg@RY2@
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu