Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Energetyka

Energetyczny problem sprzedawcy z urzędu

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 8 minut

Obowiązek zakupu energii ze źródeł odnawialnych po cenach urzędowych może wymagać zmian. Część grup energetycznych, takich jak np. Energa i Enea, twierdzi, że jest zmuszona do dotowania swoich potężnych konkurentów

Prawo energetyczne wymusza na właścicielach sieci energetycznej na danym terenie, aby na życzenie właścicieli odnawialnych źródeł energii (OZE) odkupywali ekologiczny prąd po cenie wyznaczanej przez Urząd Regulacji Energetyki. W zamierzeniu ustawodawcy funkcja sprzedawcy z urzędu powinna stanowić wsparcie dla małych inwestorów, którzy budują np. farmy wiatrowe. Ale to nie mali inwestorzy korzystają na tym najbardziej.

Problem w tym, po jakiej cenie sprzedawca z urzędu musi tę energię odkupić. Przepisy stanowią, że musi to robić po tzw. cenie prezesa Urzędu Regulacji Energetyki. Ta jest wyznaczana po średniej cenie rynkowej prądu z wcześniejszego roku. Czy jeśli cena energii w ciągu roku spadła, to cena prezesa URE jest wyższa? W 2013 r. różnica ta dochodziła do 30 proc.

Sprzedaż na rynku? Nie opłaca się

W takiej sytuacji właścicielowi instalacji OZE - bardziej niż sprzedaż prądu z własnej farmy na wolnym rynku (lub w ramach swojej grupy kapitałowej) - opłaca się zgłosić do sprzedawcy z urzędu, żeby odkupił od niego prąd po wyższej administracyjnej stawce. Dochodzić może też do wynaturzeń, np. właściciele OZE w godzinach szczytu sprzedają energię na rynek, a poza nimi żądają zakupu energii przez sprzedawcę z urzędu.

Najwięcej farm wiatrowych - ponad połowa z istniejących w Polsce - znajduje się na terenie gdańskiej grupy Energa (w północnej Polsce wieje najbardziej). Część z instalacji należy do Energi, bo OZE to główne źródło wytwarzania tej grupy, ale w dużej części do innych inwestorów, w tym dużych koncernów, np. PGE. I to właśnie w Energę najbardziej uderzają te regulacje.

- W ramach mechanizmu odkupywania energii po cenie urzędowej dotujemy innych rynkowych graczy. Kiedy cena urzędowa i rynkowa były do siebie zbliżone, problemu nie było. Teraz z reguły na tym tracimy - mówi Mirosław Bieliński, prezes Energi.

W 2013 r. Energa musiała kupić niezamówioną i niepotrzebną grupie energię za ponad 700 mln zł. Okazuje się, że była ona droższa od rynkowej o ponad 170 mln zł. W pierwszym kwartale 2014 r. odstępstwo od cen rynkowych podczas przymusowego skupu wyniosło ponad 50 mln zł (dopiero od marca cena urzędowa zaczęła spadać).

- Koszty wspierania OZE nie są równomiernie rozłożone między sprzedawców z urzędu. Z powodu krótkowzrocznych regulacji zostaliśmy zmuszeni do dofinansowywania także dużych właścicieli farm wiatrowych. Mechanizm jest taki, że nasi konkurenci mogą oczekiwać, że ta będzie odkupywać od nich prąd, jeśli to akurat będzie im się opłacało - mówi prezes Energi.

Problem obowiązkowego zakupu energii elektrycznej wytworzonej w źródłach odnawialnych po cenach urzędowych znacznie powyżej aktualnych cen rynkowych, dotyka również poznańskiej Enei. Grupa nie ujawnia jednak, ile musi do tego dokładać.

- Ta sytuacja osłabia naszą pozycję konkurencyjną w stosunku do spółek obrotu nieobciążonych tym obowiązkiem lub też spółek, na obszarze których wolumen obowiązkowego zakupu jest niższy - mówi Sławomir Krenczyk, rzecznik Enei.

W przypadku PGE problem jest mniejszy, bo większość wiatraków PGE stoi na terenie Energi i Enei, gdzie wieje najwięcej. Ale jako sprzedawca z urzędu droższą energię skupuje też grupa PGE. - Spółka PGE Obrót odkupuje energię z OZE od 500 podmiotów, w tym 60 prosumentów - podaje spółka.

Są pomysły, jak to poprawić

Możliwych rozwiązań jest kilka. - Jedno to zniesienie obowiązku zakupu energii z OZE po urzędowej cenie i dopuszczenie zakupu na zasadach konkurencyjnych - mówi Sławomir Krenczyk z Enei. - Wiązałoby się to z alternatywą dla wytwórców. Polegałoby to na tym, że jeżeli nie podejmą wysiłku sprzedaży energii po cenach rynkowych, mogą ją zaoferować niezależnemu sprzedawcy z urzędu, który skupowałby tę energię po cenach nieznacznie poniżej rynku - dodaje.

Druga propozycja to wskazanie podmiotu odpowiedzialnego za zakup energii z odnawialnych źródeł po cenach urzędowych, z możliwością równomiernego obciążenia powstałymi stratami wszystkich uczestników rynku.

Urząd Regulacji Energetyki przyznaje, że widzi w tym problem. - Kwestia konieczności zakupu przez sprzedawców z urzędu energii produkowanej z OZE wynika z istniejących przepisów prawa. Ale przepisy te konstruuje minister gospodarki i to on ma inicjatywę do dokonania ewentualnych zmian - mówi Agnieszka Głośniewska, rzecznik URE.

W odpowiedzi resort gospodarki podkreśla, że sprzedawców z urzędu miał wyłaniać prezes URE w drodze przetargu.

- Dopiero jeśli do przetargu nie przystąpiło żadne przedsiębiorstwo energetyczne albo żaden z uczestników nie spełni warunków uczestnictwa, prezes URE ma obowiązek wyznaczyć sprzedawcę z urzędu na okres 12 miesięcy. W praktyce prezes URE nie zorganizował żadnego przetargu, a sprzedawców wyznaczał w drodze decyzji administracyjnych - mówi Mariusz Kozłowski z Ministerstwa Gospodarki.

Jak twierdzi resort, w projekcie ustawy o OZE zaproponowano odmienną regulację. Po pierwsze sprzedawca z urzędu został zastąpiony określeniem sprzedawcy zobowiązanego. Przewidziano też inne kryteria wyłonienia tego sprzedawcy. - Wyznaczy go prezes URE spośród sprzedawców energii elektrycznej o największym wolumenie jej sprzedaży. Wyznaczenie sprzedawcy zobowiązanego będzie następować corocznie w terminie do 15 października. Aby umożliwić nieprzerwaną realizację zadań zakupu energii z OZE, ewentualne wniesienie odwołania od decyzji URE nie wpłynie na nałożone obowiązki - podaje resort gospodarki.

Branża pozytywnie ocenia to, że zamiast sprzedawcy z urzędu pojawia się sprzedawca zobowiązany, bo ten w przypadku zakupu energii z OZE będzie mógł liczyć na wyrównanie wydatków w późniejszym okresie. Zwraca jednak uwagę, że proponowany system jest nadmiernie skomplikowany, np. we wsparcie OZE angażować się mają podmioty pośrednie z piętrowym systemem rozliczeń.

Dzisiaj OZE - farmy wiatrowe, biogazownie i elektrownie wodne - stanowią 10,4 proc. w strukturze produkcji energii elektrycznej w Polsce. W tym roku łączna moc energii z wiatru w naszym kraju przekroczy 4 tys. MW.

@RY1@i02/2014/119/i02.2014.119.05000020a.802.jpg@RY2@

Cena energii na giełdzie spada (netto zł/MWh)

Konrad Majszyk

konrad.majszyk@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.