Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Energetyka

Inwestycje w energetykę to bezpieczeństwo energetyczne

30 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 13 minut

Polski sektor energetyczny wymaga gigantycznych inwestycji

Teraz nabiera to - w świetle ostatnich wydarzeń na Ukrainie i zależności Polski od surowców energetycznych z Rosji - szczególnego wymiaru. Inwestycje w energetykę mogą bowiem tę naszą zależność zmniejszyć

Dotyczy to w pierwszej kolejności budowanego gazoportu w Świnoujściu, magazynów gazu, ale także budowy naftoportu w Gdańsku, nowych bloków energetycznych i sieci do przesyłu prądu. Zacznijmy jednak od definicji bezpieczeństwa energetycznego. Najprostsza jest następująca: brak zagrożenia przerwaniem dostaw paliw i energii. Tymczasem w Polsce ryzyko, że nagle zacznie nam brakować gazu czy energii elektrycznej na razie nie jest wcale takie małe.

Nasz kraj większość potrzebnego mu gazu wciąż importuje z Rosji. A wielu z nas pewnie pamięta, jak na początku 2009 r. Rosjanie, na skutek sporów z Ukrainą o cenę dostarczanego tam gazu i zadłużenie za jego dostawy, niespodziewanie przestali tłoczyć gaz do ukraińskich gazociągów. Sęk w tym, że owe gazociągi dostarczają ten surowiec nie tylko do odbiorców na Ukrainie, ale pełnią też funkcję tranzytową. Tzn. płynie przez nie duża część rosyjskiego gazu dostarczanego do krajów UE, w tym do Polski. Podobna sytuacja miała miejsce w 2010 r. na Białorusi. Gazprom ograniczył wtedy na pewien czas dostawy do białoruskich gazociągów, chcąc zmusić w ten sposób Białorusinów do uregulowania domniemanych długów za gaz. Uderzyło to także w nasz kraj, bo dużą część gazu z Rosji sprowadzamy gazociągiem jamalskim, biegnącym przez terytorium Białorusi.

Kreml od lat próbuje uniezależnić swój eksport gazu od gazociągów tranzytowych, przechodzących przez Ukrainę, Białoruś i Polskę. Służyć temu miała budowa gazociągu North Stream przez Bałtyk, a teraz w tym celu ma być budowany m.in. South Stream. Gdy w 2011 r. uruchamiano North Stream, rosyjska gazeta "Wiedomosti" napisała, komentując to wydarzenie: "Jeśli będzie taka polityczna potrzeba, to Moskwa, nie szkodząc krajom trzecim, będzie mogła zakręcić kurek z gazem w Polsce".

Dziś - w kontekście wydarzeń za naszą wschodnią granicą i polskiego protestu przeciwko rosyjskiej agresji wobec Ukrainy - widać, że "taka polityczna potrzeba" może pojawić się w każdej chwili. Dotyczy to już zresztą nie tylko naszego kraju, ale i innych państw, które wzywają do nałożenia sankcji na Rosję za jej działania wobec Ukrainy. Temat zbyt dużej zależności części krajów UE od rosyjskiego gazu stał się w ostatnich tygodniach bardzo głośny i chętnie podejmowany przez polityków. Polski rząd uspokajał, że nasz sposób na mniejsze uzależnienie od gazu importowanego z Rosji to przede wszystkim terminal gazu skroplonego (LNG) w Świnoujściu, częściej nazywany gazoportem (jego budowa ma zakończyć się jeszcze w tym roku i pochłonie około 3 mld zł). Dzięki niemu Polska będzie mogła sprowadzać duże ilości gazu z innych krajów. Np. z Kataru. - Ta inwestycja umożliwi odbiór gazu ziemnego drogą morską praktycznie z dowolnego kierunku na świecie. Uzyskując w 2015 roku dostęp do globalnego rynku LNG, dywersyfikacja dostaw gazu dla gospodarki narodowej stanie się faktem - mówi Maciej Mazur, rzecznik Polskiego LNG SA, spółki odpowiadającej za budowę i późniejszą eksploatację świnoujskiego gazoportu, którego przepustowość wyniesie w pierwszym etapie 5 mld m3. Dla porównania: w 2012 r. Polska kupiła od Gazpromu 9 mld m3 gazu. Dzięki gazoportowi będziemy więc mogli zmniejszyć zakupy rosyjskiego gazu o ponad 50 proc. Łatwiej nam będzie też wynegocjować z Gazpromem obniżkę cen tego surowca. Eksperci Ernst & Young (EY) w swoim raporcie dotyczącym wpływu terminalu LNG w Świnoujściu na rynek gazu podkreślają, że może on przyczynić się do obniżenia cen gazu nie tylko w Polsce, ale i w całej Europie Środkowej. Stałoby się tak, gdybyśmy wybudowali gazociągi łączące nas z sąsiednimi krajami i przesyłali nimi tam sprowadzany przez nasz terminal LNG gaz. EY wskazuje, że przygotowania do budowy takich gazociągów, m.in. na Litwę i do Czech, są już zaawansowane.

Ktoś mógłby zapytać, dlaczego mamy przesyłać gaz ze Świnoujścia naszym sąsiadom, skoro możemy, a wręcz powinniśmy (w świetle naszej zależności energetycznej od Rosji) konsumować go w całości sami? Powód jest taki sam, jak w przypadku budowy mostu energetycznego Polska-Litwa, realizowanej po polskiej stronie przez państwową firmę PSE. Ten most, którego budowa będzie kosztować około 2 mld zł i zakończy się w przyszłym roku, ma służyć do transgranicznego przesyłu prądu i na pierwszy rzut oka wydaje się być bardziej potrzebny Litwinom niż nam. Bo Litwa po zamknięciu elektrowni atomowej "Ignalina" w 2009 r. jest na razie skazana na import energii elektrycznej. Gdy jednak na miejscu "Ignaliny" powstanie zgodnie z planami litewskiego rządu nowa atomówka, wtedy będzie mogła ona zaopatrywać w prąd nie tylko Litwę, ale i północno-wschodnią Polskę, która obecnie musi sprowadzać go - z powodu braku większej elektrowni w tej części kraju - z odległości nawet kilkuset kilometrów.

Ta inwestycja ma jeszcze jeden wymiar. Do zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego krajom UE bardzo przyczyniłby się wspólny unijny rynek energii, którego jednak nie da się stworzyć bez połączenia energetycznej infrastruktury przesyłowej poszczególnych państw Wspólnoty. Do tego potrzebne są z kolei tzw. interkonektory, czyli transgraniczne linie elektroenergetyczne i gazociągi, łączące systemy przesyłowe poszczególnych krajów UE. Most energetyczny Polska-Litwa jest w tym kontekście bardzo ważnym przedsięwzięciem, bo domyka tzw. pierścień bałtycki.

W tym miejscu warto dodać, że PSE buduje lub planuje budowę interkonektorów elektroenergetycznych, łączących nas także z innymi krajami: z Niemcami, Czechami czy Ukrainą. Te inwestycje są ważne, bo w przypadku energii elektrycznej ryzyko jej niedoboru, przerywania dostaw, w Polsce jest także dość duże. Wynika to z faktu, że przez ostatnie trzy dekady za mało inwestowaliśmy w elektrownie i sieci do przesyłu prądu. Efekt jest taki, że średnia wieku bloków energetycznych w polskich elektrowniach to dziś 40 lat. Co kryje się za tą liczbą? To, że wiele spośród tych bloków jest już prawie zużytych i należy je pilnie wymieniać na nowe. Jednak koszty takich inwestycji są ogromne (dla przykładu: nowy blok w Elektrowni Opole, którego budowa niedawno ruszyła, będzie kosztował 11 mld zł), a z drugiej strony wymagają one bardzo czasochłonnych przygotowań i formalności. Na dodatek, wciąż brakuje stabilnych warunków do ich realizacji (w dużej mierze ze względu na skutki unijnej polityki energetyczno-klimatycznej), przez co trudno zdobyć kredyty bankowe na ten cel. To dlatego eksperci od dawna alarmują, że już w 2016 r. grozi Polsce tzw. blackout, czyli dużo liczniejsze i przybierające większą skalę niż dotąd przerwy w dostawie prądu. Nie tylko ze względu na jego zbyt małą krajową produkcję, ale i opłakany stan wielu sieci przesyłowych. Duża ich część - podobnie jak w przypadku bloków w polskich elektrowniach - jest już wyeksploatowana i wymaga wymiany. To jednak także oznacza wielomiliardowe inwestycje. Prof. Krzysztof Żmijewski, uznany ekspert w dziedzinie energetyki, szacował już kilka lat temu, że potrzeby inwestycyjne polskiej energetyki do 2030 r. sięgają nawet 200 mld zł.

Budowa terminalu gazu skroplonego (LNG) w Świnoujściu, częściej nazywanego gazoportem, ma zakończyć się jeszcze w tym roku i pochłonie około 3 mld zł)

@RY1@i02/2014/082/i02.2014.082.05000010b.803.jpg@RY2@

Jacek Krzemiński

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.