Polska energetyka bardziej zielona
W sektorze energetycznym w Polsce dokonał się w ostatnich latach olbrzymi postęp, jeśli chodzi o ochronę środowiska. Co więcej, nie ogranicza się to do działań wymuszonych unijnymi dyrektywami w tej dziedzinie
W 2013 r. roku, podczas Szczytu Klimatycznego w Warszawie, organizacje zajmujące się walką z ociepleniem klimatu przyznały Polsce antynagrodę Skamieliny Roku. Otrzymują ją państwa, które zdaniem organizacji ekologicznych zrzeszonych w Climate Action Network najbardziej blokują wysiłki na rzecz walki z globalnym ociepleniem. Najbardziej dostało się polskiemu sektorowi energetycznemu, bo ta branża w wielu państwach, w tym w Polsce, odpowiada za największą część emisji CO2, a u nas w dodatku bazuje na węglu, najbardziej emisyjnym surowcu energetycznym.
Droga do poprawy
Jak te oskarżenia mają się do rzeczywistości? Polska była jednym z państw, które przystąpiły do protokołu z Kioto mającego na celu zmniejszenie globalnej emisji gazów cieplarnianych. Dla przypomnienia: tego dokumentu nie podpisały Stany Zjednoczone, a wycofały się z niego Kanada i Japonia (ta ostatnia podczas zeszłorocznego szczytu klimatycznego w Warszawie). Polska należała do tych państw, które najlepiej wywiązały się z zobowiązań wynikających z protokołu z Kioto. Według niego do 2012 r. nasz kraj miał zmniejszyć ilość wypuszczanego do atmosfery dwutlenku węgla o 6 proc. (w porównaniu z wielkością emisji z 1990 r.), a obniżył ją aż o 30 proc. W bardzo dużym stopniu była to zasługa krajowego sektora energetycznego.
Kolejny przykład. Gdy w 2007 r. Komisja Europejska przyznała Polsce na lata 2008-2012 duży limit emisji CO2 (firmy, które go przekroczyły, musiały kupować uprawnienia do tej nadwyżkowej emisji) mniejszy od tego, jakiego chcieliśmy i jaki mieliśmy we wcześniejszym okresie (2005- 2007), wielu naszych polityków podniosło larum. Twierdzili, że to bardzo uderzy w gospodarkę i będzie hamować jej rozwój. Te przestrogi się nie ziściły. Działające w Polsce firmy, objęte unijnym systemem redukcji ilości CO2 w atmosferze - EU ETS (to przede wszystkim firmy z sektora energetycznego), dość dobrze poradziły sobie wówczas z narzuconymi przez UE mniejszymi limitami emisji CO2. W 2008 r. wyemitowały tylko o 3 mln ton dwutlenku węgla więcej niż przewidywały owe limity. Zaś już rok później, w 2009 r., nie wykorzystały z przyznanych im limitów aż 11 mln ton, czyli wyemitowały dużo mniej dwutlenku węgla, niż przyznała im do tego prawo Bruksela.
Najnowsze dane
Według raportu pt. "Trendy w globalnej emisji CO2 w 2013 r." ("Trends in global C02 emission - 2013 report"), autorstwa Komisji Europejskiej i PBL Netherlands Environmental Assesment Agency, w 2012 r. emisja dwutlenku węgla w Polsce spadła w Polsce o 3 proc. Dla porównania: ten spadek w całej UE wyniósł 2,3 proc., a w tak słynącym z zamiłowania do ekologii kraju jak Niemcy, ilość C02 wypuszczanego do atmosfery w 2012 r. wzrosła - o 1,2 proc. (Wielka Brytania i Japonia zanotowały jeszcze większy wzrost, odpowiednio o 4 i 6 proc.). Tak dobry wynik zawdzięczaliśmy przede wszystkim naszej energetyce, a ściślej temu, że z roku na rok zużywa ona coraz mniej węgla, zastępując go odnawialnymi źródłami energii. Wedle wyżej przywołanego raportu w 2012 r. w Polsce zużycie węgla spadło o 4 proc., podczas gdy w Niemczech wzrosło o 4 proc., we Francji, której sektor elektroenergetyczny bazuje na elektrowniach jądrowych, o 20 proc., a w Wielkiej Brytanii i Hiszpanii aż o 24 proc. Wynika to ze splotu dwóch czynników. Niemcy, wycofując się z energetyki atomowej, nie są na razie w stanie zastąpić ją odnawialnymi źródłami energii. Z kolei inne kraje zachodnie częściowo wycofały się z elektrowni gazowych i zastąpiły je węglowymi. Z prostego powodu. Produkcja prądu z gazu jest dziś bardzo droga.
Bruksela uznaje za jedną z najlepszych metod na zmniejszanie emisji CO2 energetykę odnawialną (przynajmniej w statystyce, bo Unia traktuje odnawialne źródła energii jako "zeroemisyjne", nawet jeśli towarzyszy im emisja dwutlenku węgla). Podpisując w 2008 r. unijny pakiet energetyczno-klimatyczny, nasz kraj zobowiązał się m.in. do tego, że do 2020 r. udział odnawialnych źródeł energii w produkcji prądu sięgnie u nas 15 proc., jednak już w 2012 r. wyniósł on 12,43 proc., przekraczając znacząco minimalny poziom na ów rok (10,4 proc.) wyznaczony przez Ministerstwo Gospodarki i wynikający z naszych zobowiązań wobec UE w tym zakresie. To zaś oznacza, że i w tym przypadku mamy szansę z nawiązką spełnić przyjęte zobowiązania.
Do tego sukcesu w największym stopniu przyczyniły się firmy energetyczne działające w naszym kraju. Zastępują one w coraz większym stopniu węgiel odnawialnymi źródłami energii. Robią to także te przedsiębiorstwa, które część ekologów nazywa "ekologicznymi szkodnikami", bo wciąż zużywają one do produkcji energii dużo węgla. Każda z czterech największych krajowych firm energetycznych, czyli PGE, Tauron, Enea i Energa, ma w swym portfelu liczne elektrownie bazujące na odnawialnych źródłach energii i coraz więcej w nie inwestuje. Ich udział w krajowej produkcji prądu z OZE znacząco przekracza 50 proc. Można się wprawdzie zżymać, że - poza Energą - zawdzięczają one to w dużej mierze tzw. współspalaniu, czyli dorzucaniu biomasy (np. odpadów drzewnych z tartaków) do kotłów na węgiel, bardzo krytykowanemu przez ekologów i część ekspertów. Z drugiej strony jednak trzeba przyznać, że w polskich warunkach spalanie biomasy to wciąż najtańszy sposób na produkcję energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych. Jeśli chodzi o jego wykorzystanie, nasza energetyka należy do światowych liderów. Według danych UNEP (United Nations Environment Programme - Program Ochrony Środowiska ONZ) Polska w latach 2010-2012 była na 13. miejscu na świecie pod względem wielkości produkcji energii elektrycznej z biomasy, wyprzedzając w tej kategorii m.in. Francję i Hiszpanię.
Zadania wykonane
W 2010 r. Parlament Europejski uchwalił dyrektywę zwaną IED, zobowiązującą zakłady przemysłowe, a w szczególności elektrownie i elektrociepłownie, do znaczącego obniżenia emisji takich szkodliwych dla człowieka i dla środowiska gazów, jak dwutlenek siarki i tlenki azotu. Na dostosowanie się do tych nowych wymogów przemysł dostał czas do 2016 r. Polska energetyka nie powinna mieć jednak z tym kłopotu, bo np. w obniżanie emisji dwutlenku siarki inwestuje już od lat 90. XX wieku. Dzięki temu już dziś wszystkie największe polskie elektrownie są wyposażone w instalacje odsiarczania spalin. Według danych Krajowego Ośrodka Bilansowania i Zarządzania Emisjami (KOBIZE), działającego przy Instytucie Ochrony Środowiska, w latach 1990-2012 emisja dwutlenku siarki spadła w Polsce o 70 proc., a tlenków azotu - o 36 proc. Najbardziej przyczynił się do tego sektor energetyczny, bo i on miał największy udział w tejże emisji.
Firmy energetyczne w Polsce już od dłuższego czasu inwestują w ochronę środowiska i to nie tylko dlatego, że muszą. Robią to, bo uważają, że powinny to robić. Dobrym tego przykładem jest opracowana przez koncern Energa koncepcja budowy zapory i elektrowni wodnej na Wiśle koło Nieszawy (ma ona zapobiec dalszemu podmywaniu przez rzekę istniejącej tamy we Włocławku). Energa chce ją wyposażyć w kanał ulgi, dzięki któremu wędrowne gatunki ryb będą mogły bez żadnych przeszkód migrować na tarło w górę rzeki. Trójmiejski koncern chce takiego rozwiązania, choć ono bardzo podroży całą inwestycję.
@RY1@i02/2014/081/i02.2014.081.214000100.802.jpg@RY2@
Jak polska energetyka obniża szkody dla środowiska
Jacek Krzemiński
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu