Ekoenergia pozostaje drogim hobby dla zapaleńców
Energetyka
19 lat będzie trzeba czekać na zwrot nakładów poniesionych na budowę przydomowego dachowego systemu fotowoltaicznego o mocy 3 kW. Chyba że państwo wesprze prosumenta dotacją w wysokości 25 proc. nakładów inwestycyjnych. Wtedy czas zwrotu skróci się do 14,3 roku. Takie wyliczenia przedstawiło Ministerstwo Gospodarki w najnowszym, lutowym projekcie ustawy o odnawialnych źródłach energii (wersja 6.2). Jaki z tego wniosek? "Ustawa o OZE wspierać będzie bogatych hobbystów" - twierdzi Instytut Energetyki Odnawialnej (IEO).
Kwestia ceny
Postanowił on zweryfikować resortowe wyliczenia. I choć wyniki zbliżone są do tych podanych przez ministerstwo (sprowadzają się odpowiednio do 19,6 roku oraz 14,7), to - jak podkreślają eksperci - należy je uznać za raczej optymistyczne.
Zdecydowany sprzeciw IEO budzi zaś powielany w kolejnych projektach sposób określania ceny zakupu energii elektrycznej z mikroinstalacji: wynosić ona ma 80 proc. średniej ceny z poprzedniego roku (18 gr/kWh). W opinii instytutu taka cena w żaden sposób nie przyczyni się do rozwoju segmentu prosumenckiego (przydomowego) energetyki odnawialnej. "Jest to bowiem cena 2,5-krotnie niższa od przychodów ze sprzedaży energii i świadectw pochodzenia z dużych instalacji OZE, a także cena porównywalna z ceną zakupu energii ze zamortyzowanych elektrowni węglowych, co jest ewenementem na skalę światową" - czytamy w komentarzu IEO.
W piśmie podkreśla się, że taka cena za energię, w dodatku oddawaną do sieci na niskim napięciu (bez strat na przesyle w celu dalszego wykorzystania), w żadnym wypadku nie może być nazwana instrumentem wsparcia ani promocji OZE. "Proponowany przepis byłby usankcjonowaniem przez krajowego ustawodawcę trwałej dyskryminacji tego sektora, wbrew celom dyrektywy unijnej, która legła u podstaw prac nad projektem ustawy o OZE" - akcentują przedstawiciele instytutu. Zdaniem IEO zaprezentowana w projekcie propozycja całkowicie ignoruje realne uwarunkowania rynkowe i oczekiwania społeczne w Polsce.
Kwestia filozofii
Samo jednak podwyższenie ceny zakupu z 80 proc. średniej ceny giełdowej prądu w poprzednim roku do 100 proc. - o co między innymi bezskutecznie apelowały Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi oraz Ministerstwo Środowiska - w opinii instytutu niewiele zmieni. "Należy wyrazić uznanie dla ministerstw, które w narzuconych obecnie warunkach stanowienia prawa w zakresie OZE chcą obronić ideę energetyki obywatelskiej i wizerunek rządu. Jednak najbardziej przygnębiająca konkluzja dotyczy samego przedmiotu sporu (niestety »o pietruszkę«) i wyboru przykładu obliczeniowego do analizy" - akcentuje instytut.
Jak się bowiem okazuje, gdyby dla instalacji podanej w przykładzie (fotowoltaika o mocy 3 kW) uwzględniono postulat, aby sprzedaż energii do sieci odbywała się w cenie 100 proc., to okres zwrotu nakładów skróciłby się jedynie o... 1-2 miesiące (większa moc elektrowni wyraźniej zmieniłaby wyniki). "Konieczność walki ministerstw o to, aby nawet nie tyle umożliwić rozwój, ale zapobiec ewidentnej dyskryminacji energetyki prosumenckiej, jest wręcz żenująca, biorąc choćby pod uwagę brak kontrowersji politycznych w kwestii utrzymywanego latami nadmiarowego wsparcia dla innych technologii (np. współspalania) i utrzymywanie go w nowym projekcie regulacji" - wskazuje IEO.
W jego opinii, aby uczynić krajową energetykę prawdziwie nowoczesną i realnie poszerzyć krąg beneficjentów regulacji (zwłaszcza o szerokie kręgi dotychczas wykluczonych), zmienić trzeba nie jeden artykuł projektu, ale cały system - przede wszystkim filozofię podejścia do OZE i energetyki w ogóle.
Konieczność walki resortów z ewidentną dyskryminacją jest żenująca
@RY1@i02/2014/033/i02.2014.033.183000600.803.jpg@RY2@
Inwestycja ma się zwracać szybko
Anna Krzyżanowska
Projekt w konsultacjach
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu