Pieniądze same przychodzą i proszą, by je brać
Dalida Gepfert: Kredytu nie zaciąga się dla zaciągania, trzeba jeszcze mieć na co wydać pożyczone pieniądze
Pod koniec maja grupa Enea zaciągnęła prawie miliardowy kredyt w Europejskim Banku Inwestycyjnym. Na co zostaną przeznaczone te pieniądze?
To już nasz kolejny kredyt z EBI. Współpracujemy z tym bankiem od kilku lat i pożyczamy w nim pieniądze na rozwój dystrybucji. Tym razem zaciągnęliśmy kredyt, który będziemy mogli spłacać aż 15 lat, i to na bardzo dobrych warunkach finansowych. Chętnie zaciągnęlibyśmy jeszcze większą pożyczkę na podobnych warunkach. Problem w tym, że polityka EBI znacznie ogranicza możliwość finansowania technologii węglowych. Dlatego pożyczone pieniądze przeznaczamy w całości na dystrybucję, czyli modernizację i rozbudowę sieci, budowę nowych przyłączeń itd.
O ile korzystniejsze są warunki kredytowania z EBI wobec innych źródeł?
EBI, jako bank niedziałający na warunkach komercyjnych, może zapewnić korzystniejsze warunki finansowania, dlatego sądzę, że nie ma dziś na rynku atrakcyjniejszego sposobu kredytowania niż pożyczka z EBI. Jednak stopy procentowe są dziś tak niskie, a nadpłynność banków komercyjnych tak duża, że również w nich można zaciągnąć niedrogi kredyt z przeznaczeniem na inne, może mniej ekologiczne inwestycje niż te, które finansuje EBI.
Czy to oznacza, że teraz właśnie jest dobry moment na refinansowanie całej grupy?
Raczej nie na refinansowanie, bo w ostatnich latach praktycznie nie korzystaliśmy z kredytowania, a w fazę wielkich inwestycji dopiero wchodzimy. Planujemy, że pod koniec tego roku nastąpi znaczne zwiększenie poziomu zadłużenia, które może przekroczyć 4,5 mld zł.
Jak duże będzie zadłużenie firmy w stosunku do jej wyniku EBITDA?
Sięgniemy maksymalnie trzykrotności EBITDA. Będzie to na przełomie 2016 r. i 2017 r. To stosunkowo niewielki poziom, chcemy bowiem wykorzystać również w jak największym stopniu gotówkę, jaką mamy w grupie.
Czy prowadzą państwo rozmowy lub planują negocjacje w sprawie kolejnych kredytów z takich banków, jak EBI, EBOiR czy nasz Bank Gospodarstwa Krajowego?
Podpisując w maju umowę kredytową z EBI, zamknęliśmy program kredytowania z tego banku. Nie potrzebujemy po prostu jeszcze większych kwot. W ubiegłym roku podpisaliśmy wartą 1 mld zł umowę kredytową z BGK, ale na razie wykorzystaliśmy z niej tylko niewielką część, bo zaledwie 260 mln zł na realizację inwestycji w grupie. Mamy więc na tyle duże kwoty dostępnych limitów zarówno w BGK, jak i w EBI, że w tej chwili nie widzimy potrzeby zawierania kolejnych umów kredytowych.
Dostępność pieniądza z czasem się zmienia. Na ile dostrzegalne są te zmiany w ciągu kilku ostatnich lat?
Różnice są naprawdę duże. Wynikają głównie z tego, że banki mają obecnie wielką nadpłynność finansową i kredyt jest znacznie łatwiej dostępny niż choćby na początku tej dekady. A papiery dłużne firm z takich branż jak nasza, która jest oceniana jako bardzo mało ryzykowna, są dzisiaj bardzo pożądane na rynku. Najlepiej świadczy o tym fakt, że gdy w lutym tego roku zamykaliśmy emisję obligacji, mieliśmy aż dwukrotną nadsubskrypcję. Mogliśmy od ręki zaciągnąć dwa razy większy kredyt, niż planowaliśmy.
Nie kusiło pani, żeby to zrobić?
Oczywiście, miałam przez moment taką refleksję. Ale kredytu nie zaciąga się przecież dla samego zaciągania, trzeba mieć na co wydać pożyczone pieniądze. Dlatego - mimo bardzo dogodnych warunków - uznaliśmy, że emisja na poziomie 1 mld zł, jaką zaplanowaliśmy wcześniej, w zupełności wystarczy, i że nie potrzebujemy większej gotówki.
Jak długo będzie jeszcze można pożyczać pieniądze na tak korzystnych warunkach jak obecnie? Czy kresem będzie już jesień, jak sądzą niektórzy analitycy?
Myślę, że tak może się stać. Już za chwilę może się okazać, że rynek orzeknie, iż stopy procentowe powinny rosnąć, i sytuacja dla kredytobiorców się zmieni.
Dlatego uważam, że dziś jest naprawdę dobry moment na inwestowanie, również dlatego, że banki zrobiły się bardziej otwarte na to, żeby pożyczać na atrakcyjniejszych niż wcześniej warunkach, i to na dłuższy czas niż dotychczas. Kiedyś emisja obligacji pięcioletnich należała do rzadkości, dziś pięciolatki stały się standardem.
Czy Enea będzie zaciągać kolejne kredyty?
Nie zakładam, abyśmy musieli podpisywać kolejne umowy tego typu. Te, które podpisaliśmy dotychczas, gwarantują nam możliwości sięgające ponad 10 mld zł. Więcej nie potrzebujemy.
Czy nie interesuje państwa emisja obligacji detalicznych, podobnie jak zrobił to Orlen?
Nie zdecydowaliśmy się na taki krok, choć był on brany pod uwagę. To dość kosztowne przedsięwzięcie. Orlen poszedł w tym kierunku m.in. dlatego, że ma ogólnopolską sieć dystrybucji. Jednak, jak się domyślam, chodziło bardziej o cele marketingowe niż o faktyczne pozyskanie pieniędzy. Nam to nie jest potrzebne.
@RY1@i02/2015/113/i02.2015.113.00000110b.803.jpg@RY2@
mat. prasowe
Dalida Gepfert, wiceprezes Enei ds. finansowych
Rozmawiali Marek Tejchman i Bartłomiej Mayer
Finansowanie inwestycji będzie jednym z tematów poruszanych podczas Europejskiego Kongresu Finansowego 22-24 czerwca w Sopocie
@RY1@i02/2015/113/i02.2015.113.00000110b.804.jpg@RY2@
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu