Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Energetyka

Prąd dla domu ciut, ciut tańszy

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Urząd Regulacji Energetyki (URE) nie zgodził się na podwyżki, których żądały elektrownie. Miesięcznie w 2018 r. zaoszczędzimy kwotę od 0,07 zł do 3,47 zł

Zamiast podwyżek cen prądu obniżki? Brzmi nieprawdopodobnie, niemniej zgodnie z zatwierdzonymi w piątek przez prezesa URE taryfami energii elektrycznej na 2018 r. tak właśnie będzie. I to wbrew koncernom energetycznym, które według nieoficjalnych informacji wnioskowały o 5-8 proc. podwyżki. - Staramy się mówić, że ceny prądu raczej się nie zmienią, ale jeśli mówimy o statystycznym gospodarstwie domowym, to realnie będzie niewielka średnia obniżka - mówi nam Justyna Pawlińska z biura prasowego URE.

Chodzi o o taryfę G-11 (taka sama cena prądu przez całą dobę) i G-12 (14 godzin droższego szczytu i 10 godzin tańszych poza nim, głównie w nocy), czyli dla gospodarstw domowych. W G-11 średnie zużycie energii URE założył na poziomie 1790 kWh rocznie (to założenie bardzo konserwatywne, bo średnio na czteroosobową rodzinę to ponad 2000 kWh), a w G-12 na 3388 kWh.

O ile w przypadku wniosków taryfowych w dystrybucji prezes URE zatwierdził energetykom średnio 0,8 proc. obniżki, o tyle w przypadku obrotu uznał za zasadne średnie podwyżki o 0,5 proc. I tak na przykład klienci Enei zapłacą miesięcznie o 0,13-0,36 zł mniej miesięcznie za prąd. Klienci Energi o 0,29-0,75 zł mniej. W PGE rozstrzał jest większy: od obniżek miesięcznych nawet o 3,47 zł do podwyżek o 1,16 zł, a w Tauronie od obniżek o 0,1 zł do podwyżek o 0,68 zł. W przypadku Innogy Stoen Operator stawki spadną od 0,73 zł do 1,3 zł miesięcznie. Różnice wynikają nie tylko z rodzaju taryfy, ale z różnych stawek na poszczególnych obszarach kraju (w PGE i Taurona).

Poprosiliśmy koncerny energetyczne o komentarz do taryf URE. Trzy nie odpowiedziały na nasze pytania. - Nie komentujemy - usłyszeliśmy w Tauronie.

Niższe taryfy dla gospodarstw domowych mogą być zaskoczeniem. Przede wszystkim dlatego, że do 2021 r. koncerny energetyczne muszą przystosować swoje instalacje kosztem 7-9 mld zł do unijnych norm, które znacząco ograniczają emisję związków siarki i azotu oraz chloru i rtęci. Spółki prowadzą też inwestycje głównie w konwencjonalne źródła wytwarzania (PGE buduje dwa bloki po 900 MW w Opolu i 450 MW w Turowie, Tauron 910 MW w Jaworznie, a Energa i i Enea wciąż podtrzymują plan budowy 1000 MW w Ostrołęce). A do tego są też mocno zaangażowane kapitałowo w ratowanie sektora węgla kamiennego, więc liczyły na przychylność państwowego regulatora.

"Oczekiwania przedsiębiorstw w zakresie planowanych kosztów we wnioskach taryfowych były zdecydowanie wyższe niż ostatecznie uznane w taryfie przez prezesa URE jako uzasadnione.

Średni spadek stawek opłat (...) wynika przede wszystkim z obniżenia ustalonej przez prezesa URE stawki opłaty OZE, która na 2018 r. wynosi 0,00 zł za MWh" - czytamy w uzasadnieniu decyzji.

Zdaniem naszych rozmówców energetyka odbije sobie brak podwyżek taryfy G-11 i G-12 w rachunkach za prąd małych i średnich firm oraz przemysłu - tutaj bowiem obowiązują stawki wolnorynkowe.

Karolina Baca-Pogorzelska

karolina.baca@infor.pl

@BacaPogorzelska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.