Przerzucanie węglowego kartofla
Rządowa dyskusja o możliwych brakach węgla trwa od początku rosyjskiej inwazji. Resorty klimatu i aktywów państwowych już na przełomie lutego i marca ostrzegały premiera o sytuacji na rynku i wnioskowały o podjęcie działań. Otoczenie premiera odpowiada, że zakup surowca od początku był zadaniem spółek
Obie spółki, do których jest kierowane polecenie premiera – Węglokoks i PGE Paliwa – już podjęły działania. Przedstawiciele pierwszej z nich sprawy nie komentują. Z kolei Grupa PGE podaje, że decyzję premiera otrzymała 14 lipca. I jak zapewnia Małgorzata Babska, rzeczniczka Polskiej Grupy Energetycznej SA, tego samego dnia PGE Paliwa, która obecnie realizuje kontrakty importowe zabezpieczające potrzeby Grupy PGE, przystąpiła do jej wykonania.
Jak słyszymy, w Ministerstwie Aktywów Państwowych są obawy, że w sytuacji, gdy spółki nie wypełnią oczekiwań premiera co do ilości potrzebnego węgla lub wyznaczonych terminów, zostanie im odebrana część surowca zakontraktowanego na ich potrzeby. Choć według MAP większym problemem niż jego zakup (nawet po zawyżonych cenach) jest przepustowość polskich portów i możliwość transportowania go w głąb kraju. – Decyzja premiera nie uwzględnia możliwości przeładunkowych w portach, gdzie już zalega około miliona ton, bo PKP Cargo nie jest w stanie tego zatoru rozładować – mówi rozmówca z MAP. Inny rozmówca, zbliżony do rządu, mówi wręcz o operacji „zmiany paradygmatu dostaw węgla do gospodarstw domowych”. – Zamiast dostaw ze Śląska i ze ściany wschodniej, mielibyśmy mieć dostawy z północy do reszty kraju. W kontekście brakującego wolumenu to naprawdę ogromne wyzwanie. Szczególnie jeśli rozpoczyna się taką operację latem – ocenia.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.