Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Energetyka

Jeszcze poczekamy na kontrolę nad węglem

Nad normami węgla, kluczowymi dla jakości powietrza, będzie czuwał ten sam minister, który nadzoruje górnictwo
Nad normami węgla, kluczowymi dla jakości powietrza, będzie czuwał ten sam minister, który nadzoruje górnictwofot. Wojciech Stróżyk/Reporter
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

W ekspresowym tempie została przegłosowana przez Sejm ustawa o jakości paliw stałych, ale przepisy wykonawcze do niej są w powijakach

Jeden z elementów rządowego programu „Czyste powietrze” przeszedł przez Sejm. Jednak żeby mógł zacząć obowiązywać, potrzebne są szczegółowe przepisy, czyli rozporządzenie. Ale jego projekt wymaga wielu zmian, bo w obecnej wersji z końca 2017 r., wciąż będącej na etapie konsultacji publicznych, jego propozycje znacząco odbiegają od zapisów uchwalonego właśnie prawa.

Andrzej Guła z Polskiego Alarmu Smogowego mówi, że hurraoptymizmu nie ma, choć ustawa, obiecywana od stycznia 2017 r., jest krokiem naprzód w walce o czyste powietrze. – Kluczowe będzie rozporządzenie ministra energii, na które musimy poczekać. Jego projekt stoi w sprzeczności z ustawą, bo np. dopuszcza do obrotu najgorsze węgle, czyli muły i flotokoncentraty, a ustawa zabrania ich sprzedaży – zauważa Guła. – Niepokojące jest to, że w ustawie odrzucono poprawkę zgłoszoną na ostatniej prostej, według której minister środowiska miał współdecydować o normach jakości węgla wraz z ministrem energii. Teraz nad normami węgla, kluczowymi dla jakości powietrza, będzie czuwał ten sam minister, który nadzoruje polskie górnictwo. Dla nas to konflikt interesów – mówi Guła. Poprawkę tę zgłaszał poseł PO Marek Sowa.

Najważniejszą rzeczą w ustawie, która będzie obowiązywać nawet bez rozporządzenia określającego parametry jakościowe paliw stałych, jest zapis o certyfikatach jakościowych węgla. Takie świadectwo paliwu będą musiały wystawiać kopalnie, a sprzedający węgiel w składach opałowych będą je musieli przedstawić klientom. Dzięki temu kupujący będzie wiedział, ile „węgla w węglu” zawiera dane paliwo, a więc jaka jest jego wartość opałowa oraz jaka będzie zawartości popiołu. Dotychczas takich wymogów nie było i klienci nie zawsze wiedzieli, co kupują. Zdarzały się nawet takie oszustwa, że na składach opału można było kupić węgiel z nieistniejących już kopalń (np. w 2017 r. na jednym ze składów oferowano węgiel z zamkniętej w 2014 r. kopalni Kazimierz-Juliusz), ponieważ klienci pamiętali, że węgiel z nich był dobrej jakości.

Deklaracje w certyfikacie pochodzenia nie mogą odbiegać od rzeczywistych parametrów paliwa. Inaczej podczas kontroli sprzedawcom grozić będą wysokie kary finansowe, a nawet więzienie, jeśli na składowisku znalazłyby się paliwa, którymi obrotu zakazuje ustawa. Obrót będzie kontrolować inspekcja handlowa. W ustawie przewidziano dla niej dodatkowy budżet na te działania – średnio ponad 3 mln zł rocznie do 2027 r. Tyle, że środki te są zapewnione od 2019 r. Jak będzie w tym roku? Nie wiadomo. – Możliwe, że kontroli po prostu nie będzie – uważa jeden z branżowych rozmówców.

– Ustawa nie rozwiązuje prawdziwych problemów, a jedynie – parafrazując Kisiela – walczy z tymi, które zostały przez resort energii i pewne grupy nacisku wymyślone. Dla biznesu tylko jedna rzecz jest gorsza od złego prawa – niepewne prawo. Dlatego pozostając tyle czasu w niepewności co do tego, jaki ostatecznie kształt będą miały rozporządzenia o normach, rząd paraliżuje pracę firm – mówi DGP Dawid Salamądry, doradca parlamentarnego zespołu górnictwa i energii. – Podejmowanie takich ustaw tuż przed sezonem grzewczym naturalnie powoduje już nie tylko wzrost cen dla odbiorców detalicznych, ale może również ograniczyć podaż. Już w zeszłym roku z dostępnością węgla na składach było krucho, teraz może być jeszcze gorzej i nawet wzrost importu w pierwszej połowie roku prawdopodobnie nie uratuje sytuacji – ocenia.

Zgodnie z wyliczeniami legislatora koszty dostosowania się spółek węglowych do nowego prawa to ok. 120 mln zł (w tym 70 mln zł na dostosowanie zakładów przeróbki węgla). Z kolei odbiorców indywidualnych konieczność spalania lepszego węgla ma kosztować ok. 50 mln zł rocznie.

W DGP od początku roku prognozowaliśmy, że tegoroczny import węgla, nie tylko z powodu ewentualnych nowych norm jakości węgla, ale też z powodu kurczącego się wydobycia, może być wyjątkowy i przekroczyć rekord 15 mln ton z 2011 r. W ubiegłym tygodniu informacje o imporcie na poziomie 15 mln ton w tym roku potwierdził w Sejmie wiceminister Tobiszowski.

Podczas głosowania ustawy posłowie byli niemal jednogłośni. Zgodzili się także na poprawki dotyczące okresu przejściowego dla węgla brunatnego. To ukłon w kierunku małej prywatnej kopalni Sieniawa, która nie sprzedaje paliwa do dużej energetyki, a poczyniła starania w celu poprawy jego jakości dla odbiorców indywidualnych (wytwarza brykiety, a nie miały).

– Bez wprowadzenia przepisu przejściowego, obowiązującego do 2020 r., doprowadzilibyśmy do zamknięcia tego podmiotu. Dla kopalni Sieniawa będzie to okres przekwalifikowania, aby nie było tam zwolnień i likwidacji tej kopalni – tłumaczył w ubiegłym tygodniu Grzegorz Tobiszowski, wiceminister energii. ©

Dostosowanie do nowego prawa będzie kosztować firmy 120 mln zł

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.