Cenowy rajd na Towarowej Giełdzie Energii. Prezes URE wszczyna postępowanie
Konsekwencje rozlewają się na cały rynek
W ciągu ostatniego roku ceny energii na Towarowej Giełdzie Energii wzrosły o 50–60 proc. Zjawisko postanowił zbadać prezes Urzędu Regulacji Energetyki. Jeśli potwierdzą się podejrzenia o zmowę, to może być jedna z większych afer
Średnio ważona cena miesięczna kontraktów zawieranych na Towarowej Giełdzie Energii ukształtowała się w czerwcu na poziomie 233,97 zł/MWh. Bywały jednak i takie dni, gdy ceny w kontraktach przekraczały poziom 300 zł – dotyczyło to przede wszystkim kontraktów na dostawy w III kwartale 2018 r. Dla porównania: średnio ważone ceny miesięczne kontraktów BASE o tej porze roku w poprzednich latach oscylowały wokół 154 zł. Tymczasem wszystko wskazuje, że to nie koniec podwyżek. Dla wielu firm, które wykorzystują dużo energii w swej działalności, to dramat. Istnieje też ryzyko, że ostatecznie – tak jak to się dzieje przy wzroście cen paliw – za wszystko zapłacą konsumenci.
Do akcji wkroczył więc Urząd Regulacji Energetyki. – W związku z zaobserowanymi w ostatnim czasie znacznym wzrostem energii elektrycznej na Towarowej Giełdzie Energii prezes URE po dokładnej analizie zgromadzonych w tej sprawie materiałów i dokumentów, korzystając z uprawnienia wynikającego z art. 23p ust. 1 ustawy – Prawo energetyczne, uznał, że konieczne jest przeprowadzenie postępowania wyjaśniającego związanego z ewentualnymi możliwymi próbami manipulacji na rynku – informuje nas Agnieszka Głośniewska, rzeczniczka prasowa URE (więcej: stanowisko URE).
Mówiąc wprost: urzędnicy przypuszczają, że wzrost cen energii na giełdzie to efekt nielegalnego porozumienia przedsiębiorców branży energetycznej. Zostanie to w najbliższych tygodniach sprawdzone. Jeśli teoria urzędników by się potwierdziła, mielibyśmy do czynienia z jednym z największych skandali antymonopolowych w ostatnich latach.
Energetyczny hurt
Sprzedaż prądu przedsiębiorcom, którzy go wiele zużywają, odbywa się na innych zasadach niż np. konsumentom opłacającym regularnie rachunki. Niektórzy zaopatrują się w energię wprost na Towarowej Giełdzie Energii, wiele firm zawiera umowy terminowe na dostawę energii. W największym uproszczeniu polegają one na tym, że producent lub firma zajmująca się obrotem zobowiązuje się do sprzedaży energii w określonym terminie i po określonej cenie. Nabywca zobowiązuje się zaś do nabycia umówionego wolumenu energii elektrycznej po określonej cenie w określonym terminie. Używając więc pewnego uproszczenia, można to nazwać po prostu zakupem prądu w hurcie. Teoretycznie obie strony transakcji powinny być zadowolone. Dostawca energii ma bowiem stałego klienta po określonej cenie, a więc nie musi obawiać się o zbyt. Z kolei nabywca jednorazowo poświęca czas na zakup, a następnie jedynie odbiera umówioną ilość energii. Jeśli jest w stanie dobrze oszacować swoje potrzeby, otrzymuje coś, co i tak musiałby kupić, ale dzięki hurtowemu zakupowi płaci mniej. Czyżby model idealny? Tak, o ile już po zawarciu umowy cena energii na Towarowej Giełdzie Energii drastycznie się nie zmieni. Wówczas jedna ze stron może dążyć do tego, by unicestwić umowę, która jej się nie opłaca.
Sprzedawcy nie próżnują
I to się właśnie dzieje obecnie na rynku. Tysiące małych i średnich przedsiębiorstw otrzymują od sprzedawców pisma wypowiadające umowy lub informujące o zastosowaniu klauzuli modyfikacyjnej, zezwalającej na zmianę ustalonej ceny na wyższą. – W niektórych przypadkach są to zwyżki o ok. 90 zł /1 MWh – mówi Kacper Skalski, radca prawny, ekspert prawa energetycznego w kancelarii Raczyński Skalski & Partners. Co więcej, jak informuje Artur Wawryło, radca prawny, ekspert Centrum Obsługi Zamówień Publicznych, wezwania od dostawców, którzy informują o istotnych zmianach cen rynkowych energii i zwracają się o wyrażenie zgody na podwyższenie wynagrodzenia umownego, w ostatnim czasie otrzymują nawet instytucje publiczne, które ceny ustalały w przetargach.
Skąd te podwyżki?
Niemal wszyscy – eksperci, urzędnicy, a także sami przedsiębiorcy z branży energetycznej – przyznają, że skala i nagłość podwyżek na Towarowej Giełdzie Energii są zastanawiające. Nikt się nie spodziewał, że ceny w ciągu roku wzrosną aż tak bardzo
Dla wielu kluczowym pytaniem jest to, co stanie się w najbliższych kilkunastu miesiącach. Zadają je zwłaszcza przedsiębiorcy z branż energochłonnych. W ich przypadku zwyżki cen energii prowadzą do znaczących wzrostów kosztów produkcji. Dalszy wzrost cen w skrajnych przypadkach może grozić plajtą.
Są dwie teorie dotyczące powodu tak nagłego wzrostu cen. Pierwsza opiera się na argumentach wskazujących na splot niekorzystnych okoliczności. Druga na uznaniu, że na rynku doszło do zmowy największych wytwórców, którzy sztucznie zawyżają ceny.
O tym, że ceny będą rosły, od dawna informował Instytut Energetyki Odnawialnej. W swym opracowaniu z maja stwierdził, że „(…) braki węgla kamiennego na rynku krajowym oraz rosnące ceny surowców i węgla na rynkach zagranicznych z pewnością negatywnie odbiją się na kosztach paliwa w polskiej elektroenergetyce”. „(…) W połączeniu z polityką klimatyczną Unii Europejskiej, z której wynika zatwierdzona już reforma systemu ETS zmierzająca do podniesienia cen uprawnień do emisji CO2, scenariusz Polskiej Polityki Energetycznej 2040 może okazać się niezwykle kosztowny, a koszty te mogą narastać w znacznie szybszym tempie niż dotychczas. Utrzymanie bardzo wysokiego udziału energetyki węglowej oraz wielomiliardowe plany inwestycyjne w perspektywie rosnących kosztów zmiennych eksploatacji elektrowni konwencjonalnych obciążą przede wszystkim odbiorców końcowych” – czytamy w opracowaniu instytutu.
Zdaje się on wskazywać, że wysokie ceny są więc pochodną kilku nakładających się na siebie zdarzeń. Po pierwsze, są trudności z odpowiednio dużym wydobyciem węgla kamiennego. Po drugie, wskutek działań Unii Europejskiej, która chce dbać o środowisko naturalne, rosną ceny uprawnień do emisji dwutlenku węgla, co wpływa na koszt wytwarzania energii. Po trzecie, w pamięci wielu wytwórców jest black out z 2015 r. Najpoważniejsze zagrożenia brakiem energii elektrycznej występują w miesiącach letnich, co miałoby uzasadniać gwałtowny skok cen właśnie na ten okres. Po czwarte wreszcie, w ostatnich miesiącach gwałtownie rosną ceny paliw, a to przekłada się na wzrost cen generalnie – a więc energii elektrycznej również. Tyle że – i tu głos zabierają zwolennicy teorii o zmowie – powyższymi okolicznościami trudno wytłumaczyć wzrost cen o aż 60 proc. rok do roku. Takiego zdania jest Ministerstwo Energii, które poprosiliśmy o wypowiedź (więcej: Stanowisko Ministerstwa Energii).
Zdaniem niektórych ekspertów prawdopodobne jest, że najwięksi dostawcy prądu porozumieli się między sobą i zawyżają ceny. Nie robią tego bynajmniej po to, by więcej zarobić, lecz by wykończyć rosnącą od kilku lat konkurencję w postaci mniejszych pośredników-sprzedawców energii elektrycznej, którzy nie są związani z największymi koncernami energetycznymi.
– Jakkolwiek nie byłem zwolennikiem teorii spiskowej, to zachowanie producentów energii tuż po przekazaniu przez Urząd Regulacji Energetyki, że przyjrzy się sprawie – jeszcze przed przekazaniem państwu informacji o wszczęciu postępowania – było zastanawiające – mówi jeden z prawników obsługujących branżę energetyczną.
O co chodzi? Otóż gdy tylko prezes URE zakomunikował, że urząd dostrzega nagły wzrost cen, którego przyczyny powinny zostać wyjaśnione, ceny na Towarowej Giełdzie Energii na pewien czas nieznacznie spadły. – Jeśli cena wynika z okoliczności niezależnych od producentów, takich jak droższe surowce i rosnące ceny uprawnień emisyjnych, to powinna być ona zupełnie niepodatna na deklaracje urzędników. Zachowanie wystawców kontraktów paradoksalnie potwierdza hipotezę o niezgodnej z prawem praktyce – spostrzega nasz rozmówca.
Manipulacja, czyli co?
Wiadomo już, że prezes URE chce sprawdzić, czy na rynku hurtowego obrotu energią elektryczną doszło do manipulacji lub próby manipulacji. W praktyce kluczowym aktem prawnym, na którym urzędnicy będą bazować, badając, czy do tego doszło, jest rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady nr 1227/2011 w sprawie integralności i przejrzystości hurtowego rynku energii, nazywane rozporządzeniem REMIT. Określa ono dość precyzyjnie, co może zostać uznane za manipulację. Zgodnie z art. 2 pkt 2 rozporządzenia manipulacja na rynku oznacza:
a) zawieranie jakiejkolwiek transakcji lub składanie jakiegokolwiek zlecenia dotyczących produktów energetycznych sprzedawanych w obrocie hurtowym:
(i) które generują lub mogłyby generować fałszywe lub wprowadzające w błąd sygnały dotyczące podaży produktów energetycznych sprzedawanych w obrocie hurtowym, popytu na takie produkty lub ich ceny;
(ii) poprzez którą to transakcję lub zlecenie osoba lub osoby działające w porozumieniu kształtują lub próbują kształtować cenę jednego lub kilku produktów energetycznych sprzedawanych w obrocie hurtowym na sztucznym poziomie, chyba że osoba zawierająca taką transakcję lub składająca takie zlecenie wykaże, że przyczyny jej działania są zgodne z prawem, a taka transakcja lub takie zlecenie są zgodne z praktykami rynkowymi przyjętymi na danym hurtowym rynku energii; lub
(iii) które stosują lub próbują stosować fikcyjne mechanizmy lub wszelkie inne formy oszustwa lub podstępu, które generują lub mogłyby generować fałszywe lub wprowadzające w błąd sygnały dotyczące podaży produktów energetycznych sprzedawanych w obrocie hurtowym, popytu na takie produkty lub ich ceny; lub
b) rozpowszechnianie poprzez media, w tym Internet, lub wszelkimi innymi sposobami informacji, która generuje lub mogłaby generować fałszywe lub wprowadzające w błąd sygnały dotyczące podaży produktów energetycznych sprzedawanych w obrocie hurtowym, popytu na takie produkty lub ich ceny, w tym rozpowszechnianie plotek oraz fałszywych lub wprowadzających w błąd informacji, jeżeli osoba je rozpowszechniająca wiedziała lub powinna była wiedzieć, że informacja ta jest fałszywa lub wprowadza w błąd.
Natomiast gdy informacja jest rozpowszechniana w ramach działalności dziennikarskiej lub ekspresji artystycznej, takie rozpowszechnianie informacji ocenia się, uwzględniając przepisy regulujące wolność prasy i wolność słowa w innych mediach, chyba że:
(i) osoby te osiągają – bezpośrednio lub pośrednio – korzyści lub zyski z rozpowszechniania danej informacji; lub
(ii) ujawnienie lub rozpowszechnianie następuje z zamiarem wprowadzenia w błąd rynku w odniesieniu do podaży produktów energetycznych sprzedawanych w obrocie hurtowym, popytu na takie produkty lub ich ceny”.
Rozporządzenie definiuje też w art. 2 pkt 3, czym jest próba manipulacji, która też podlega karze. Jest to:
a) zawieranie jakiejkolwiek transakcji, składanie jakiegokolwiek zamówienia lub podejmowanie wszelkich innych działań dotyczących produktu energetycznego sprzedawanego w obrocie hurtowym z zamiarem:
(i) wygenerowania fałszywych lub wprowadzających w błąd sygnałów dotyczących podaży produktów energetycznych sprzedawanych w obrocie hurtowym, popytu na takie produkty lub ich ceny;
(ii) kształtowania ceny jednego lub kilku produktów energetycznych sprzedawanych w obrocie hurtowym na sztucznym poziomie, chyba że osoba zawierająca transakcje lub składająca zlecenia wykaże, że przyczyny jej działania są zgodne z prawem, a taka transakcja lub takie zlecenie są zgodne z praktykami rynkowymi przyjętymi na danym hurtowym rynku energii; lub
(iii) stosowania fikcyjnego mechanizmu lub innych form oszustwa lub podstępu, które generują lub mogłyby generować fałszywe lub wprowadzające w błąd sygnały dotyczące podaży produktów energetycznych sprzedawanych w obrocie hurtowym, popytu na takie produkty lub ich ceny; lub
b) rozpowszechnianie informacji za pośrednictwem mediów, w tym Internetu, lub innych środków z zamiarem wygenerowania fałszywych lub wprowadzających w błąd sygnałów dotyczących podaży produktów energetycznych sprzedawanych w obrocie hurtowym, popytu na takie produkty lub ich ceny.
Inaczej mówiąc: w praktyce, aby stwierdzić manipulację na rynku obrotu hurtowego energią elektryczną, urzędnicy muszą wykazać, że poszczególni przedsiębiorcy – abstrahując od realiów rynkowych – porozumieli się między sobą i ustalili wspólnie ceny, po których będą sprzedawali prąd. Eksperci nie mają wątpliwości, że będzie to trudne, i to nawet wtedy, gdyby faktycznie doszło do zmowy.
Gorąco w branży energetycznej
Stanowisko Urzędu Regulacji Energetyki z 4 lipca 2018 r
W związku z zaobserwowanym w ostatnim czasie znacznym wzrostem cen energii elektrycznej na Towarowej Giełdzie Energii, Prezes URE po dokładnej analizie zgromadzonych w tej sprawie materiałów i dokumentów, korzystając z uprawnienia wynikającego z art. 23p ust. 1 ustawy – Prawo energetyczne, uznał, że konieczne jest przeprowadzenie postępowania wyjaśniającego związanego z ewentualnymi możliwymi próbami manipulacji na rynku. W związku z powyższym Prezes URE prowadził będzie postępowanie wyjaśniające, którego celem jest ustalenie, czy zachodzi uzasadnione podejrzenie manipulacji lub próby manipulacji na rynku, określonej w przepisach Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady nr 1227/2011 w sprawie integralności i przejrzystości hurtowego rynku energii (tzw. rozporządzenie REMIT).
Zgodnie z art. 23b. 1. ustawy – Prawo energetyczne Prezes URE przeprowadza kontrolę lub prowadzi postępowanie wyjaśniające w sprawach manipulacji na rynku lub próby manipulacji na rynku oraz niezgodnego z prawem wykorzystywania informacji wewnętrznej w zakresie produktów energetycznych sprzedawanych w obrocie hurtowym, które nie są instrumentami finansowymi.
Postępowanie wyjaśniające może trwać nie dłużej niż 6 miesięcy. Po jego zakończeniu Prezes URE może – zgodnie z art. 23p ust. 6 ustawy – Prawo energetyczne – złożyć zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa albo wszcząć kontrolę REMIT, albo zarządzić zamknięcie postępowania wyjaśniającego.
Na podstawie dotychczas zgromadzonego materiału w ocenie Prezesa URE zachodzi konieczność „oparcia” postępowania o zdecydowanie mocniejsze podstawy. W toku postępowania do złożenia pisemnych lub ustnych wyjaśnień oraz do wydania dokumentu lub innego nośnika informacji można wezwać każdego, kto dysponuje określoną wiedzą, dokumentem lub nośnikiem.
Podkreślić należy, że jest to postępowanie w sprawie i dotyczy podmiotów operujących na Towarowej Giełdzie Energii.
Przepisy karne za dokonywanie manipulacji na rynku zostały określone art. 57a ustawy – Prawo energetyczne i przewidują grzywnę, karę ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat.
Jak można się bronić?
Przedsiębiorcy, którzy dostają od sprzedawców zawiadomienia o podwyżkach, nie zawsze są na straconej pozycji. To, co się zadziało na TGE, nie upoważnia pośredników do zmian warunków umowy
Dla wielu osób prowadzących firmy najważniejsze jednak wcale nie jest to, jaki jest powód podwyżek, lecz to, co z tym można zrobić. Odpowiedź na to pytanie zależy od sytuacji danego przedsiębiorcy.
Jeśli ktoś nie ma ważnej umowy sprzedaży energii elektrycznej i planuje dopiero na giełdzie zakup, musi się pogodzić z wyższymi cenami. Eksperci, z którymi rozmawialiśmy, przypuszczają, że sam fakt wszczęcia postępowania wyjaśniającego przez prezesa URE nie wpłynie na obniżenie cen na rynku. Trend jest przeciwny, a więc można się spodziewać kolejnych podwyżek. Jeśli te przewidywania miałyby się sprawdzić, korzystne dla przedsiębiorców będzie możliwie najszybsze zawieranie kontraktów.
Istotna treść klauzul modyfikacyjnych
Bardziej skomplikowana pod względem prawnym jest sytuacja tych, którzy mają pozawierane umowy z pośrednikami. Jeśli dostawca po prostu realizuje swe zobowiązania po ustalonej przy zawieraniu kontraktu cenie – nie ma problemu. Rzecz w tym, że coraz więcej firm energetycznych przesyła przedsiębiorcom-odbiorcom energii pisma o wypowiedzeniu umowy lub o zmianie jej warunków. W takiej sytuacji rysuje się kilka wariantów.
Pierwszy wariant. Niektórzy dostawcy informują odbiorców o rozwiązaniu umowy z powodu zakończenia działalności na rynku hurtowej sprzedaży energii elektrycznej. W takiej sytuacji przedsiębiorca-odbiorca jest bez wyjścia. Niezależnie od treści umowy wiadomo, że zamówionego prądu nie otrzyma. Potencjalne roszczenie odszkodowawcze (szkoda mogłaby zostać wyrażona w postaci różnicy między umówioną ceną prądu a ceną, którą przedsiębiorca musiał zapłacić po zawarciu nowego kontraktu) byłoby trudne do wyegzekwowania, gdyż najczęściej wraz z zakończeniem działalności w zakresie sprzedaży hurtowej dostawcy energii kończą biznes w ogóle.
Drugi wariant. Część sprzedawców wypowiada umowy i składa nową ofertę na prąd po prostu po wyższej cenie. O tym, czy taka praktyka jest dopuszczalna, decydować będzie treść zawartej umowy. W większości z nich znajdują się klauzule pozwalające dostawcom na wypowiedzenie umowy w razie zaistnienia nadzwyczajnych okoliczności. Czy za takie można uznać nagły wzrost cen? To będą musiały rozstrzygnąć sądy, jeśli odbiorca będzie żądał przekazania energii w umówionej cenie. Większość ekspertów uważa, że samo powołanie się na wzrost cen energii nie jest wystarczające do wypowiedzenia umowy.
Trzeci wariant. Niektórzy dostawcy nie wypowiadają umów, lecz informują o zmianie umówionej wcześniej ceny. W takich przypadkach również kluczowa będzie analiza treści umowy, w tym przede wszystkim klauzul modyfikacyjnych. Z naszych analiz wynika, że najczęściej możliwość zmiany ceny w trakcie trwania umowy opiera się na klauzulach generalnych, takich jak np. „wzrost cen energii elektrycznej, którego żadna ze stron umowy nie mogła przewidzieć”. Taka konstrukcja umowy, oparta na nieostrych pojęciach, zapewne będzie musiała być oceniona przez sądy. Dotychczas brakuje linii orzeczniczej, która by odnosiła się do problemu zmian cen w oparciu o klauzule modyfikacyjne. Można jedynie przypuszczać, że sąd stwierdziłby, że wystawca kontraktu nie może przerzucać ryzyka biznesowego na nabywcę. A do tego w praktyce sprowadza się powyższa klauzula.
Stanowisko Ministerstwa Energii z 2 lipca 2018 r
Warto podkreślić, że w maju 2018 r. miały miejsce wzrosty cen energii elektrycznej na rynku hurtowym, a nie wzrosty cen energii elektrycznej dla gospodarstw domowych, co jest często mylone w przestrzeni publicznej. W przeszłości podobne wzrosty cen energii elektrycznej na rynku hurtowym miały już miejsce np. w czerwcu 2016 r., lecz bezpośrednio nie przełożyły się one na wzrost ceny energii elektrycznej dla gospodarstw domowych.
Ministerstwo Energii zdaje sobie sprawę, że chwilowe wzrosty cen na rynku hurtowym niekorzystne były przede wszystkim dla odbiorców energochłonnych, którzy sami zakupują energię na Towarowej Giełdzie Energii. Najważniejszy w obecnej chwili zatem jest fakt, że ceny energii elektrycznej na rynku hurtowym wróciły do poziomu zbliżonego do obserwowanego w ostatnich latach. Faktem jest, że na wysokie ceny energii elektrycznej na rynku hurtowym miał wpływ wzrost cen uprawnień do emisji CO2 oraz wzrost cen paliw, lecz wzrosty te nie powinny wygenerować tak wysokich cen energii elektrycznej na rynku hurtowym, jakie obserwowaliśmy.
Dlatego Ministerstwo Energii z dużym zadowoleniem przyjęło zapowiedź prezesa URE szczegółowego zbadania sytuacji, która miała miejsce w II kwartale 2018 r. na Towarowej Giełdzie Energii. Sprawa ta jest również analizowana w resorcie energii, ale ewentualne kroki Ministerstwo Energii zamierza podjąć dopiero po ustaleniu dokładnej diagnozy wzrostów cen energii elektrycznej na rynku hurtowym, które obserwowaliśmy.
Kiedy nadzwyczajna zmiana stosunków
W części zawartych umów klauzule modyfikacyjne są jednak określone precyzyjnie. Najczęściej dostawcy wskazywali, że zmiana ceny będzie mogła być podyktowana niedającymi się przewidzieć działaniami prezesa URE lub ustawodawcy, polegającymi na narzuceniu niekorzystnych dla przedsiębiorców taryf lub nowych podatków. Jako że żadna z tych sytuacji nie miała w ostatnich miesiącach miejsca – w razie takiej konstrukcji umowy jednostronna zmiana jej treści wydaje się niedopuszczalna. Natomiast w razie braku szczegółowych postanowień umownych zastosowanie w sprawie znaleźć może art. 357[1] kodeksu cywilnego. Stanowi on, że jeżeli z powodu nadzwyczajnej zmiany stosunków spełnienie świadczenia byłoby połączone z nadmiernymi trudnościami albo groziłoby jednej ze stron rażącą stratą, czego strony nie przewidywały przy zawarciu umowy, sąd może po rozważeniu interesów stron, zgodnie z zasadami współżycia społecznego, oznaczyć sposób wykonania zobowiązania, wysokość świadczenia lub nawet orzec o rozwiązaniu umowy. Jakkolwiek próżno szukać jasnych wskazówek w dotychczasowym orzecznictwie, to warto w drodze analogii zwrócić uwagę na interpretację tego przepisu przez sądy w sprawach frankowiczów. Przykładowo Sąd Apelacyjny w Warszawie w wyroku z 10 października 2017 r. (sygn. akt VI ACa 1556/16) stwierdził, że przez nadzwyczajną zmianę stosunków rozumieć należy taki stan rzeczy, który zdarza się rzadko, a jednocześnie jest niezwykły, niebywały, wyjątkowy, normalnie niespotykany. Nadzwyczajna zmiana stosunków może mieć tło przyrodnicze (nieurodzaj, niezwykle surowa zima), jak i społeczne (wojna, gwałtowna zmiana ustroju politycznego). Jako przykłady zdarzeń powodujących nadzwyczajną zmianę stosunków sąd wskazał epidemie, operacje wojenne, strajki generalne, różnego rodzaju klęski żywiołowe, nadzwyczajną, szczególnie głęboką zmianę sytuacji gospodarczej, objawiającą się hiperinflacją, gwałtownym spadkiem dochodu narodowego, masowymi upadłościami przedsiębiorstw. W przytłaczającej większości spraw frankowiczów sądy stwierdzały, że wzrost kursu franka w stosunku do złotego nie może być uznany za nadzwyczajną zmianę stosunków, gdyż w chwili zawierania umowy obie strony kontraktu wiedziały, że mogą występować istotne wahania kursu. Analogicznie więc można przypuszczać, że sąd może stwierdzić, iż w chwili zawierania kontraktu na dostawę energii elektrycznej obie strony powinny liczyć się z tym, że cena nabycia prądu przez dostawcę zmieni się w czasie i stanowi to jego ryzyko biznesowe.
Podwyżki nieuniknione
Przedsiębiorcy z sektora MŚP i tak będą mieli problem. Nawet bowiem jeśli będą mieli rację, to dla większości z nich najważniejsze jest to, by mieć prąd. Jeśli zaś dostawca stwierdzi, że nie zrealizuje kontraktu po ustalonej wcześniej cenie, firmy i tak będą musiały kupić energię po obecnych stawkach. Co najwyżej będą mogły wystąpić z roszczeniami odszkodowawczymi do nierzetelnych wystawców. Natomiast gdyby prezes URE stwierdził manipulację na rynku obrotu hurtowego energią elektryczną lub sprawę rozstrzygnął prezes UOKiK (nie chroni on przedsiębiorców, nawet małych, ale może prowadzić postępowanie, jeśli uzna, że zmowa koncernów energetycznych przełożyłaby się na podwyżki dla konsumentów), stwierdzając antykonkurencyjne porozumienie, dochodzenie zapłaty w sądach byłoby dla przedsiębiorców prostsze. Jakkolwiek decyzja wydana przez prezesa URE lub UOKiK nie wiąże sądu, stanowiłaby istotną wskazówkę. Inna rzecz, że możliwy byłby wariant, w którym dostawca energii, który wymówił warunki umowy odbiorcy, nie brał udziału w zmowie, lecz sam padł ofiarą innych, większych od siebie przedsiębiorców. ©℗
opinia eksperta
Wahania na giełdzie nie są podstawą do zmiany umów
dr Robert Zajdler ekspert ds. energetyki w Instytucie Sobieskiego
Wypowiadanie umów na dostawców rodzi wątpliwości.
Pojawiają się informacje, że odbiorcy końcowi energii są informowani przez swoich sprzedawców o konieczności rozwiązania umowy terminowej lub podwyższenia ceny. Jako podstawę podaje się nadzwyczajną zmianę stosunków, polegającą na nieoczekiwanej zmianie ceny energii na rynku hurtowym. To rodzi wątpliwości prawne, bo przecież ceny na rynku hurtowym są kształtowane normalnie przez rynek, czego do tej pory nikt nie zakwestionował. Nie jest to – moim zdaniem – podstawa do jednostronnego wypowiedzenia umowy. Jeżeli dostawca energii nie zabezpieczył zakupów energii dla swoich klientów po określonej cenie, ale zostawił otwartą pozycję, licząc na niższą cenę zakupu w okresie letnim i zrealizowanie większej marży, to element jego strategii i podejścia do ryzyka. Nie powinno to obciążać odbiorcy końcowego. Odbiorca końcowy jest w tym przypadku słabszą stroną umowy i sam raczej niewiele zrobi w celu ochrony swoich uzasadnionych interesów. Jest to ten moment, gdy interwencja prezesa URE jest potrzebna, podobnie jak szybkość tej interwencji.
Drugim aspektem są zmiany cen, jakie miały miejsce na rynku hurtowym w ostatnim czasie. Prezes URE wspólnie z prezesem UOKIK zadeklarowali badanie tej sprawy z punktu widzenia ewentualnej manipulacji na rynku. Od strony zbadania transakcji wydaje się to prostym zadaniem. Z punktu widzenia odpowiedzi na pytanie, czy takie zmiany cen mogły być uzasadnione – dużo trudniejsze. Cena towaru na giełdzie odzwierciedla m.in. ocenę uwarunkowań, które mogą nastąpić w przyszłości. Próbuje ona zatem – mówiąc w dużym uproszczeniu – wycenić przyszłość. Doświadczenia z przeszłości pokazują, że struktura wytwarzania naszej energetyki, oparta w dużej mierze na węglu kamiennym i brunatnym, powoduje określone zagrożenia dla ciągłości i stabilności dostaw, m.in. gdy jest sucho i gorąco. Pokazał to blackout z sierpnia 2015 r. Czy zatem winni będą handlujący na rynku hurtowym, którzy mogli w ten właśnie sposób wycenić przyszłość, czy też mała płynność rynku i określone celowe działania ukształtowały cenę na dużo wyższym poziomie, czy może brak strategii państwa w zakresie dywersyfikacji źródeł wytwórczych i szybszego odchodzenia od monokultury węglowej np. na rzecz odnawialnych źródeł energii, energetyki wiatrowej na morzu? Jestem bardzo ciekaw, co wykażą analizy URE i UOKiK.
Gdyby prezes URE stwierdził manipulacje na rynku hurtowym, oprócz postępowań administracyjnych przeciwko manipulującym można byłoby zastanowić się nad ich odpowiedzialnością cywilną. ©℗
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu