Energetyka zaczyna być rządzona dekretami
Maciej Bando: Na mocy specustawy ktoś chciał zastąpić kompetencje URE, a konkretnie prezesa URE. Może chciano zdjąć ten ciężar z prezesa?
fot. Wojtek Górski
Maciej Bando prezes Urzędu Regulacji Energetyki
Podsumujmy pięć lat pana kadencji na stanowisku szefa URE.
Największym sukcesem jest to, że urząd jest oceniany przez zewnętrznych obserwatorów jako niezależny, merytoryczny, ostatni strażnik rynku. To nie moja zasługa, a całego zespołu. Dzięki temu ta instytucja, nie zawsze idąc z wiatrem, działa mimo kłód rzucanych nam pod nogi. Pozycja URE jest największym osiągnięciem ostatnich lat, na to jednak pracowali wszyscy dotychczasowi prezesi. Pokazaliśmy też, zwłaszcza w ostatnim zamieszaniu legislacyjno-ideologicznym wokół cen prądu, że potrafimy być latarnią na sztormowym morzu, czyli stałym i pewnym punktem odniesienia dla podmiotów działających na rynku energii. Ciężko pracowaliśmy i dzięki temu przebrnęliśmy też przez ważne dla rynku gazu rozstrzygnięcia dotyczące gazoportu czy Baltic Pipe – to przecież URE wydawał kluczowe decyzje o podziale kosztów i wsparciu z funduszy Unii Europejskiej, o czym już mało kto pamięta. Obecnie jedynymi ojcami sukcesu są politycy. Ale taka rola regulatora – stać w cieniu i budować solidne podstawy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.