Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

THE LEX COLUMN CZYLI FIRMY, RYNKI I FINANSE

26 lutego 2010
Ten tekst przeczytasz w 7 minut

Rynek rosyjski to, przerabiając nieco metaforę Winstona Churchilla, okazja owinięta w sceptycyzm i schowana w opowieści o ożywieniu.

W 2008 roku wyniki rosyjskiej giełdy należały do najgorszych na świecie, bo gospodarka dołowała, a inwestorzy uciekali w panice: w 2009 roku zaliczano ją do najlepszych, choć produkt krajowy brutto skurczył się o 7,9 proc. Jak jednak zauważa firma maklerska UralSib, inwestorzy nie lubią mieć za dużo rosyjskich papierów. Kupując je, zakłada się, że w całej gospodarce światowej pojawi się ożywienie, a ceny ropy utrzymają się powyżej 70 dol. za baryłkę, a takich założeń inwestorzy dziś na ogół nie akceptują.

Przyjmując jednak, że obecny stan rzeczy utrzyma się, Rosja ma szanse na poprawę wyników. Ponieważ zagraniczny dług rządowy wynosi zaledwie 2 proc. PKB, Moskwie nie grożą obawy przed niewypłacalnością, a ogólny poziom zadłużenia jest tam mniejszy niż w innych państwach. Ubiegłoroczny deficyt budżetowy (5,9 proc. PKB) był mniejszy, niż planowano, a tegoroczny (6,8 proc.) wynika z bardzo ostrożnych założeń. Ekonomiści zgodnie podwyższyli prognozy wzrostu na 2010 rok do 4 proc.: jeśli konsumenci ruszą z zakupami, może się to okazać za mało. Dochody realne wzrosły w 2009 roku o 1,9 proc., ale Rosjanie je zachomikowali: stopa oszczędności podwoiła się od lipca 2008 roku i wynosi 14 proc. Jej spadek do 9–10 proc. oznaczałby wpuszczenie dużego popytu do gospodarki.

Ponieważ cenom ropy nadal daleko do przedkryzysowego poziomu, a perspektywy eksportowe Gazpromu wyglądają mrocznie, zainteresowanie inwestorów przenosi się z ropy i gazu na akcje bardziej związane z konsumpcją. Poza tym rządowe plany wyłożenia dużych pieniędzy na odbudowę rozsypującej się infrastruktury mogą wywoływać zainteresowanie firmami energetycznymi i producentami materiałów budowlanych.

Mimo to rynek rosyjski należy do najtańszych na świecie: wskaźnik ceny do zysku jest o połowę mniejszy niż w innych krajach rozwijających się. Tak dużej różnicy nie uzasadniają obawy polityczne. Wydaje się, że dopóki inwestorzy będą się obawiać zagrożeń w gospodarce światowej, dopóty moskiewska giełda będzie w niełasce.

Zazwyczaj geograficzne rozproszenie działalności przydaje się firmie, bo spełnia rolę przeciwwagi w okresach słabości na którymś z rynków. Ta zasada funkcjonowała na ogół dobrze również w Ferrovialu, zadłużonej hiszpańskiej firmie infrastrukturalnej, która większość zysków czerpie z działalności międzynarodowej. W zeszłym roku zmniejszyła ona straty do 92 mld euro. W recesję wpadła jednak nie tylko Hiszpania, ale i inne rynki. Doszły do tego wyższe koszty finansowania, co odbiło się na cenie akcji spółki.

Ferrovialowi udało się w 2009 roku zmniejszyć zadłużenie – po części dzięki wymuszonej sprzedaży za 1,5 mln funtów lotniska Gatwick (trudno uwierzyć w twierdzenie, że była to „planowana rotacja aktywów”). Tak czy owak, zadłużenie netto spółki holdingowej zmalało o 24 proc., do 1,2 mld euro. Jeśli jednak doliczyć finansowanie projektów, to rośnie ono do 22,3 mld euro i jest prawie dziewięć razy większe niż zysk przed uwzględnieniem podatków, opisów i amortyzacji. Nic dziwnego, że Ferrovial nagabuje inwestorów zewnętrznych o objęcie akcji w przedsięwzięciach budowanych od zera.

Na szczęście spółka nie jest już zbyt związana z budownictwem: na ten dział przypada tylko 9 proc. zysku operacyjnego przed potrąceniem podatków, kosztów finansowych i amortyzacji (EBITDA), a na prowadzenie lotnisk – ponad połowa. Z samej Hiszpanii pochodzi zaledwie 15 proc. EBITDA, to i tak dobrze, skoro ruch na autostradach na południu skurczył się do rozmiarów z 2002 roku. Są i jaśniejsze punkty: działalność budowlana w Polsce daje bardzo dobre wyniki, a ruch na lotniskach i autostradach płatnych ożył w drugim półroczu.

Mimo to inwestorzy mniej płacą za akcje Ferrovialu – to znak, że utrzymują się obawy o zadłużenie. No i przypomnienie, że spółki infrastrukturalne wcale nie są tak odporne na recesję, jak to się kiedyś wydawało.

Zwolennicy kuchni lokalnej i zdrowej żywności, związki zawodowe i drobni sklepikarze – wszyscy mają powód do uciechy. Wprawdzie zajęło to aż 48 lat, ale w olbrzymie pod nazwą Walmart w czwartym kwartale coś wreszcie zaczęło zgrzytać.

Sprzedaż Walmart USA spadła w tym czasie 0,5 proc. (w ujęciu netto), choć i tak wyniosła ona 258 mld dol. Łączna sprzedaż tego największego w świecie detalisty sięgnęła w 2009 roku 405 mld dol. Teraz wiele zależy od międzynarodowego oddziału koncernu.

Trudno jednak rozumieć kształt zagranicznej części Walmartu, i co ważniejsze – zorientować się, jaki jest zwrot z tych inwestycji. Startowały 20 lat temu od zera, teraz przynoszą ponad 100 mld dol. wpływów rocznie. Większość z tego przyrostu firma jednak kupiła, przejmując około 1/3 posiadanych obecnie sklepów i otwierając nowe placówki w tempie szybszym od wzrostu sprzedaży. A choć wpływy z działalności w 14 krajach rosną szybciej niż w USA, ich zyskowność jest mniejsza: stopa zysku operacyjnego wynosi 5 proc., a na rodzimym rynku – 7 proc.

Największą część sprzedaży poza USA (ponad 30 proc.) zapewnia Walmartowi jego brytyjska spółka Asda, z której pochodzi także około 20 proc. zagranicznych zysków. Następna jest firma Kantar Retail z Meksyku, która w tym roku ma przynieść 23 mld dol. wpływów ze sprzedaży, potem spółki z Kanady (18 mld) oraz Japonii (10 mld). Zważywszy, że dla Walmartu najbardziej zyskowna jest działalność w Meksyku, można przypuszczać, że w niektórych krajach jego firmy mają kłopoty z osiągnięciem zysku.

Sprawne przedsiębiorstwa handlu spożywczego tworzy się oczywiście powoli. Walmart próbuje poprawić porozumiewanie się wewnątrz koncernu, gdyż okazało się, że wcześniejsze dążenia do transferu udanych innowacji z kraju do kraju dały marne efekty właśnie na skutek problemów komunikacyjnych.

Obecnie jednak, gdy wciąż nie wiadomo, czy ożywienie gospodarcze skłoni amerykańskich konsumentów do zwiększenia zakupów, działalność za granicą zasługuje na większą uwagę. No a inwestorom należy się więcej informacji o tej działalności.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.