Światu wystarczy żywności
RICHARD MILNE
MIKE MACK
Uważam, że takie możliwości istnieją, a to dzięki technologii już stosowanej w rolnictwie i technologii w fazie opracowań. Natomiast trzeba poważniej podejść do koniecznych kompromisów – na przykład między wiarygodnym i silnym handlem a samowystarczalnością żywnościową – a to będzie wymagać bardzo szerokiego współdziałania rządów i wielu innych czynników. Ale jestem dobrej myśli.
W zeszłym roku było trochę strachu...
No tak, mówiło się o kryzysie żywnościowym, ale tak naprawdę w niektórych przypadkach to był kryzys pomocy żywnościowej, sprowadzający się do problemu kosztów – a w innych przypadkach zamknięcie granic przez niektóre kraje wywołało światowy efekt eskalacji i wzrost cen surowców. Natomiast, gdy patrzeć na to wszystko z dystansu, to widać – wobec gór zboża na całym świecie – że to nie był fizyczny kryzys. To był kryzys zaufania, który, moim zdaniem, może się powtórzyć, jeżeli nie zadbamy o położenie pewnych fundamentów.
Myślę, że nie. To nie jest droga do najlepszego wykorzystania zasobów naszej planety.
Kilka ról. Rolnicy są bardzo przedsiębiorczy, ale muszą sobie radzić z jakością składników produkcji, jakie mają do dyspozycji – poczynając od klasy i urodzajności ziemi i wysokiej jakości nasion. Wobec tego uważam, że mamy do odegrania ogromną rolę.
Jest nas dziś 6,7 miliarda, między innymi dzięki powstawaniu technologii, które to umożliwiają. Wobec tego sądzę, że własny interes prywatnego kapitału, własny interes działalności handlowej jest w pełni zbieżny z interesami ludzkości.
Nie wydaje mi się, by znacznie pogorszył sytuacje europejskiego konsumenta. Uważam, że pogarsza sytuację europejskich producentów.
Europejscy rolnicy już zostają w tyle, ale z wyjściowej pozycji znacznie lepszej niż wszyscy inni.
Zależy, jak na to patrzeć. W krajach rozwiniętych konsumenci wydają na żywność 15–20 proc. dochodu na osobę. Oczywiście, w wielu częściach świata ten udział jest większy – gdzieniegdzie aż 60–70 proc. – i tam niższe ceny żywności byłyby bardzo pożądane. Jednak większa produkcja zbóż w zachodniej Europie czy w Ameryce Północnej bynajmniej nie pomaga w rozwiązaniu problemów producentów w Afryce i w niektórych częściach południowo-wschodniej Azji, więc, jak widać, nie tylko ceny zbóż decydują o wysokości rachunków za żywność.
Jestem z natury optymistą. Chciałbym myśleć, że to ożywienie da się utrzymać, ale pozostaje szersza kwestia: na jakim poziomie? Szczerze mówiąc, tak, jak rzeczy się dziś mają, przypuszczam, że 2010 rok będzie trudny, że nie przyniesie szczególnie silnego wzrostu gospodarczego.
My przyjęliśmy – uważam, że słusznie – że planując, najlepiej założyć niższy wzrost w 2010 roku.
Bezwzględnie zgadzam się, że rozsądek każe zdemontować część programów stymulacji, ale trzeba to zrobić tak, by nie podważać zaufania ani go nie tracić. To bardzo delikatne równanie.
Jest takie wtórne zagrożenie i dlatego jestem za tym, by mniej mówić o agresywnej polityce pieniężnej.
Fot. Bloomberg
Mike Mack (49 lat) od dwóch lat kieruje grupą Sygenta, powstałą w 1999 roku z części Nowartisa i AstraZeneca
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.