Kraje wschodzące radzą sobie nieźle
Patrzymy na gospodarkę z wielu rozmaitych punktów widzenia. Lafarge jest obecna w 70 krajach, a – co oczywiste – świat rozwinięty i rynki wschodzące różnią się. W rozwiniętym świecie mamy bardzo głębokie spowolnienie, w granicach minus 20 i minus 40 proc. Nigdy dotąd nie doświadczyliśmy takiej głębokości i szybkości spadku. Na razie widać tylko, że pogorszenie zwalnia. To może znaczyć, że zbliżamy się do dna.
Pojawiły się pierwsze oznaki, sygnalizujące przynajmniej stabilizację – albo lekkie ożywienie. Oczywiście, pakiety stymulacyjne wywrą pewien wpływ – pytanie tylko, kiedy konkretnie i gdzie.
Odczuwamy bardzo ograniczone oddziaływanie, ale nie uważamy tego za stan nienormalny. Kiedy podejmuje się decyzję o odbudowie mostu, wielu ludzi musi się zdrowo napracować, zanim będzie można przystąpić do wylewania betonu. Właśnie dlatego uważamy, że to nastąpi w 2010 r.
Dotychczas podejmowały słuszne decyzje i wierzę, że nie wycofają wszystkiego i nie zrobią nic, co mogłoby spowolnić wychodzenie z kryzysu.
Uważamy, że zaostrzyły się kontrasty na świecie. Kraje wschodzące radzą sobie znacznie lepiej, niż przewidywano na przykład rok temu. Zwłaszcza w budownictwie widać, że rynki, które były doskonałe, są nadal takie. Dlaczego? Dlatego że gospodarki są niezależne, silne, dobrze finansowane – a historia wzrostu często zaczyna się od budownictwa.
Powiedziałbym, że rynki w północnej Afryce, na Bliskim Wschodzie, Indie, Chiny, ale również Bangladesz, Filipiny i inne, które na pewno zapomnę wymienić.
Nasza strategia zakłada koncentrowanie działań na osiągnięciu wzrostu w dwóch obszarach. Po pierwsze – na dalszym rozwijaniu działalności w branży cementowej w krajach wschodzących, które w przyszłości będą główną sceną wzrostu budownictwa. Po wtóre – na nowych rozwiązaniach, zwłaszcza w przemyśle cementowym, z myślą o tworzeniu lepszych jakościowo i mniej energochłonnych materiałów budowlanych.
Wszyscy wyciągamy naukę z tego, co się stało. Nie można mówić, że to jest sprawa między bankierami a przemysłowcami. Bankierzy nie ponoszą całej winy.
Zmienna część wynagrodzenia ma wielkie znaczenie. Uważam ją za jeden z silnych instrumentów motywacyjnych. Oczywiście, trzeba nim właściwie zarządzać, a ekscesy mogą doprowadzić do nieprawidłowych decyzji i błędów. Nie jestem pewien, czy należy kazać bankierom płacić rachunek za całe społeczeństwo.
Ogromne znacznie ma to, by cały świat zrozumiał, na czym polegają wyzwania. Powinniśmy dążyć do usunięcia zagrożeń, jakie powstają wskutek zmian klimatu. One są niebezpieczne dla naszych dzieci i ich dzieci. Istnieje potrzeba silnej współpracy, ale także potrzeba porozumienia co do celu i co do wspólnego ponoszenia bolesnych konsekwencji, bo nie obejdzie się bez kosztu.
Przede wszystkim powinny zrozumieć cel i wziąć na siebie część jego realizacji. Na przykład przemysł cementowy, który zostawia bardzo wyraźny ślad ekologiczny, już podjął pewne działania. Przyjęliśmy inicjatywy ekologicznego cementu: w ich ramach 30 grup z branży cementowej współpracuje w zakresie ustalania celów, podejmowania zobowiązań w sferze działań, ograniczenia emisji dwutlenku węgla, poprawy zarządzania i śladu ekologicznego. To oznacza, że sektor przystąpił do tworzenia własnego systemu regulacji.
Niewielu sektorom kryzys daje się we znaki równie mocno, jak budownictwu. W pierwszej połowie bieżącego roku zyski tego największego na świecie producenta cementu spadły o połowę. W USA i Europie interesy idą marnie, ale Lafagre udaje się przetrwać dzięki odporności rynków wschodzących. Dwa lata temu koncern wydał prawie 9 mld euro na kupno egipskiego producenta cementu Orascom Cement; teraz korzysta z silnego wzrostu na Bliskim Wschodzie, w Afryce i w Azji.
Fot. Bloomberg
Całe zawodowe życie Bruno Lafonta (53 lata) jest związane z firmą Lafarge
jest od 2006 roku dyrektorem naczelnym Lafarge’a
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.