W domu - ale w pracy: wirtualne firmy kwitną
Anthea Stratigos, dyrektor naczelny kalifornijskiej spółki doradztwa i badania rynków Outsell, wielu współpracowników widuje tylko raz do roku. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby jej firma zaliczała się do wielkich, wielonarodowych koncernów – ale nie, Outsell zatrudnia około 50 osób. Od większości spółek różni się tym, że niemal cały personel (oprócz czterech osób) pracuje w domu, a takie towarzyskie biurowe spotkania traktują jako wydarzenie roku.
Outsell należy do nielicznego grona spółek niemal całkowicie wirtualnych. Doprowadziła mantrę telepracy do logicznej skrajności: malutka centrala z dwuosobową obsadą istnieje niemal wyłącznie na potrzeby konferencji, natomiast większość personelu pracuje w domach w rozmaitych częściach USA (plus kilkoro w Wielkiej Brytanii).
System ma szereg zalet dla pracodawców. Po pierwsze, oszczędność – odpadają wydatki na wynajem pomieszczeń biurowych. To właśnie ten wzgląd przeważył, gdy Lucy Scott-Moncrieff, partner zarządzający w londyńskiej kancelarii prawniczej Scott-Montcrief, Harbour & Sinclair, zaczęła przyjmować sprawy w ramach programu bezpłatnej pomocy prawnej Legal Aid.
– Większość naszych pracowników mieszka w Londynie i okolicach, ale mamy też kilka osób z Devon, Manchesteru, Walii i Wschodniej Anglii. Na firmowych imprezach zdarza się słyszeć: „A, to tak wyglądasz!”. To ludzie, którzy od lat znają się z rozmów, i nareszcie spotkali się twarzą w twarz.
Anthea Stratigos mówi, że taka struktura firmy daje dostęp do szerszych zasobów kadr.
– Wymagamy specjalnych kwalifikacji i nie chcieliśmy ograniczać rekrutacji do rejonu San Francisco. Jeśli kandydat ze stanu Wyoming spełnia wszystkie warunki, chcę móc go lub ją zaangażować. Ściśle mówiąc, przyjęłabym kogoś takiego bez względu na to, w jakiej części świata mieszka.
Nowa koncepcja biura zyskuje coraz więcej zwolenników. W kraju, w którym – jak w USA – istnieje kilka stref czasowych, firma z pracownikami rozrzuconymi od wybrzeża do wybrzeża jest w stanie wydłużyć godziny obsługiwania klientów.
Po wtóre, system jest korzystny dla pracowników. Rachel Bair, kierowniczka działu marketingu w firmie informatycznej Lore Systems w Waszyngtonie, przyznaje, że gdyby musiała dojeżdżać, nie wróciłaby tak prędko do pracy po urodzeniu dzieci.
W biurze Lore Systems urzęduje stale dwu-, trzyosobowe kierownictwo. Pozostali członkowie zespołu pracują w domach, głównie w stanie Virginia i w Waszyngtonie i okolicach – lecz nie tylko, bo Rachel Bair działa w Phoenix w stanie Arizona, prawie 2 tys. mil od centrali.
Są i inne zalety: pracownicy nie uprawiają biurowej polityki; sami ustalają sobie godziny pracy (co pozwala na lepsze ustawienie proporcji między życiem prywatnym i zawodowym); model sprzyja środowisku naturalnemu; wreszcie – inaczej niż w biurach, zorganizowanych na otwartym planie – można pracować spokojnie, bez kręcących się wokół kolegów, którzy bezustannie czegoś chcą.
– Dwadzieścia lat temu byłoby to niemożliwe z technicznych względów – przyznaje pani Scott-Moncrieff. Technologia, dzięki której powstało wirtualne biuro, nie tylko umożliwia lepszą komunikację między pracownikami, lecz ułatwia firmie wiele funkcji – od kontroli wyników po zarządzanie wydatkami rozrzuconego po wielkim obszarze zespołu.
Ale prowadzenie wirtualnej firmy ma też i wady.
– Nie ma nieformalnego przepływu informacji kanałami wewnętrznymi – mówi Ben Williams, psycholog zajmujący się funkcjonowaniem firm – a to bywa niesłychanie ważne. Niektóre działania, na przykład burza mózgów, wychodzą znacznie lepiej, gdy uczestników zbierze się w jednym pomieszczeniu. A poza tym ten system nie sprawdza się w przypadku osób o szczególnie towarzyskim usposobieniu.
Pani Stratigos mówi, że dwoje członków zespołu odeszło, uznawszy, że nie są stworzeni do bycia wirtualnymi pracownikami.
Trzeba oddać wirtualnym firmom sprawiedliwość: bardzo się starają wytworzyć ducha koleżeństwa. Z tą myślą organizują w regularnych odstępach czasu towarzyskie spotkania – choć, z geograficznych względów, jest to zapewne łatwiejsze i tańsze w przypadku średnich wirtualnych firm europejskich. Na przykład Outsell nie zorganizuje w tym roku imprezy.
-Zebranie wszystkich w jednym miejscu kosztuje około 100 tysięcy dolarów – tłumaczy pani Stratigos. – Mając na uwadze obecny klimat gospodarczy, zapytaliśmy pracowników, czy nie lepiej przeznaczyć te pieniądze w tym roku na jakiś inny cel. Odpowiedzieli: Tak.
Fot. Istock
Największe zalety pracy w domu: komfort, cisza i brak konieczności dostosowywania się do dress code’ów
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.