Dywidenda to fajna rzecz
Decyzja zarządu PKO BP w sprawie dywidendy jest zwieńczeniem trwającego kilka tygodni zamieszania, którego bohaterami byli wiceministrowie skarbu. W odstępie kilku dni wysłali w świat sprzeczne informacje dotyczące dywidendowych oczekiwań. Sądząc z wypowiedzi ministra finansów, zarząd banku dobrze odczytał sygnały płynące od głównego akcjonariusza.
O ile stanowisko KNF w sprawie dywidendy PKO BP mnie nie dziwi, bo Komisja od tygodni twierdzi, że banki nie powinny pozbywać się gotówki, wypłacając dywidendę, o tyle święte oburzenie mediów jest ciekawe. Jakoś nikt wcześniej nie zauważył, że wiele spółek jest drenowanych z gotówki przez akcjonariuszy. Bo jak nazwać skup akcji czy wypłatę dywidendy, w sytuacji gdy gotówka jest tym, co pozwoli firmom przetrwać ciężkie czasy, a być może także rozwijać się.
W tym kryzysie firmy nie mają co liczyć na banki. One nie są zainteresowane kredytowaniem, co nieraz sygnalizowały. Za to jeśli firma wpadnie w kłopoty, banki pierwsze zażądają zwrotu pieniędzy. W ten sposób chronią swoje interesy.
Kilka razy zwracałem uwagę, że drenowanie firm z pieniędzy przez akcjonariuszy jest działaniem krótkoterminowym, które może mieć bardzo złe skutki. Tyle tylko, że akcjonariusze – ci finansowi, a czasem, o zgrozo, także branżowi – domagający się dywidendy, zwykle nie myślą, co będzie jutro i czy aby na pewno firma poradzi sobie bez gotówki.
W tej materii Skarb Państwa nie jest wyjątkiem. Skoro budżet potrzebuje pieniędzy, to rząd je ściąga, skąd się da. Jest to w pewien sposób postawa zbliżona do związkowców, którzy w niektórych firmach, nie bacząc na sytuację, żądają wyższych płac.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.