Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

Amerykańskie banki mają się lepiej

– Badania na stres zakończyły się znacznie lepiej, niż mogły. Miałem poważne obawy co do wyników, co do powodów, dla których je przeprowadzono, uważałem, że powinny być poufne i zastanawiałem się, czy któremukolwiek bankowi w ogóle uda się pozyskać kapitał. Jak dotąd wszystko idzie pomyślnie, ponieważ wiele banków pozyskało kapitał, a wiele pozyska go w wyniku tego badania.

– Testy zawsze można zaostrzyć... ale po raz pierwszy od półtora roku banki okazały zaufanie do swoich bilansów – do tego stopnia, że wymusiły zmianę pewnych początkowych pomysłów. Uważam, że to bardzo pomocne i świadczy o tym, że spadek osiągnął dno.

– Prawdopodobnie dojdzie do zamknięcia od 500 do 700 banków, a w pewnym podzbiorze banków wystąpią trudności z pozyskaniem kapitału. To nie będzie żaden z banków z pierwszej dziewiętnastki ani żaden z większych banków w kraju.

– Jedną ze wspaniałych rzeczy, jakie zdarzyły się w ciągu ostatnich trzech tygodni, jest to, że koncepcja wielu laureatów Nagrody Nobla, że trzeba iść drogą nacjonalizacji, okazała się rozwiązaniem nierealistycznym. Nie jesteśmy Szwecją, jesteśmy gospodarką znacznie bardziej skomplikowaną, znacznie głębszą i znacznie szerszą. Praktycznie nie istnieje ryzyko nacjonalizacji banków nieuczestniczących w systemie. Rząd stał się jednym z głównych udziałowców Citigroup, ale nie sądzę, by to groziło pozostałym 19 bankom.

– Zyski banków są napędzane w dużym stopniu przez rynek kredytów hipotecznych, a mamy taki boom refinansowania, że wyniki były nadspodziewanie dobre. Zyski będą się nadal poprawiać. Rząd mówi o zwiększeniu akcji kredytowej przez banki, ale w rzeczywistości banki udzielają kredytów. Nie mamy rynku sekurytyzacji, więc mogą prowadzić tę działalność w sposób wysoce opłacalny. Myślę, że 2011 rok może być rajem dla bankowości.

– Będzie mniej banków – ale jedną z niezamierzonych konsekwencji planu ratunkowego TARP jest to, że nie pozwala bankom na przejmowanie innych banków. W kraju mamy nadmiar banków: 8 tysięcy, a powinna być połowa tego. Powinno być tak, że silniejsze banki wykupują słabsze, ale przedtem trzeba zdobyć kapitał na spłatę TARP.

– Chociaż od dawna działam na Wall Street, byłem zaskoczony, gdy okazało się, że w bankach inwestycyjnych dług stanowi 20-krotność albo 25- czy 30-krotność kapitału własnego. Będzie więcej czystych wyników z działalności i mniej ekonomiki napędzanej dźwignią kredytową. Można powiedzieć, że w przyszłości będzie mniej banków typu kasyno gry, a działalność będzie w większym stopniu oparta na rozsądnym udzielaniu kredytów i rozsądnym ryzyku właściciela.

– Każdy, kto uzyskał pomoc w ramach TARP, będzie się starał spłacić ją jak najszybciej. Rząd nie będzie się spieszyć z przyjmowaniem spłat, z kilku powodów. Po pierwsze, będzie chciał mieć pewność, że naprawdę kryzys mamy już za sobą i nie trzeba się nim dalej zajmować. Poza tym – o czym bardzo mało sie mówiło – to jest wspaniała lokata dla podatników: 5 proc. zysku po opodatkowaniu podatku i możliwość decydowania, na indywidualnych zasadach, kto dostanie te pieniądze.

– Coraz mniej. Zbliżamy się do stanu, w którym banki są w stanie odpowiednio korygować wycenę aktywów. Wcale nie tak dawno tak zwane toksyczne aktywa – które wcale nie są toksyczne, bo przecież są budynki, są hipoteczne zabezpieczenia – uważano za wspaniałe aktywa. Odpowiednio wycenione mogą przynieść wysokie stopy zwrotu posiadaczom papierów wartościowych.

– To jest niezupełnie inwestycja dla nas. Musiałbym mieć absolutną, jednoznaczną pewność, jakie są reguły: że z czasem nie wyjdą na jaw dalsze zobowiązania, że nie będzie zmiany reguł. Stary prezes Uniwersytetu Notre Dame mawiał: „Rząd chciałby zapłacić za guzik i móc zaprojektować cały garnitur”.

– Prezydent, sekretarz skarbu i prezes Fed bardzo dobrze sobie poradzili ze zrozumieniem, że trzeba rzucić wszystkie siły do walki. Stworzyli poczucie, że przejdziemy przez to, zagasimy pożar – a potem zajmiemy się resztą. Z drugiej strony, wolałbym, żeby się obyło bez niektórych sloganów i odwoływania się do najniższego wspólnego mianownika.

Jimmy Dunne (53 lata) stał się szefem Sandler O'Neill niespodziewanie. Ta mała spółka z Wall Street, której centrala mieściła się niegdyś na 104 piętrze World Trade Center, należy do najbardziej poszkodowanych w wyniku ataku z 11 września 2001 r. Straciła ponad 1/3 pracowników (miała ich 171) i wspólników, między innymi Hermana Sandlera, jednego z założycieli i Chrisa Quackenbusha, który wprowadził firmę do branży bankowości inwestycyjnej. Jimmy Dunne, który wraz z grupą członków najwyższej kadry kierowniczej grupy finansowej Bear Sterns założył Sandler O’Neill w 1988 r., stał się motorem jej odbudowy jako jednego z wiodących butikowych banków inwestycyjnych obsługujących instytucje finansowe.

8c0022ff-e1eb-4ec6-a72e-33e85c0fde85-38905884.jpg

Rys. Marcin Cybulski

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.