Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

W PZPN potrzebny taki sam audyt jak w banku

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

DANIEL RUPIŃSKI:

JACEK BOCHENEK*:

Trudno modele zarządzania w naszych klubach porównać do zachodnich. U nas nigdy nie było kompleksowej strategii rozwoju piłki w sensie biznesowym. Jest sporo problemów, choćby kwestia jawności finansów w klubach, które często się zasłaniają tajemnicą handlową, czy też przejrzystości zawierania umów przez federację. Dochodzi sprawa walki z korupcją, systemu nadzoru nad sędziami. Wreszcie kwestia szkolenia młodzieży... Polska piłka to kilkadziesiąt wpływających na siebie obszarów, w zarządzaniu którymi brakuje spójności. Dotychczasowe działania naprawcze miały zazwyczaj charakter pospolitego ruszenia, wywołanego skandalem albo rewolucją w prawie. Nie ma spójnego modelu, który wypracowywaliśmy na przykład dla federacji angielskiej, gdy doradzaliśmy w tworzeniu Premiership. Aby skuteczny plan rozwoju powstał, potrzeba współpracy stron. Te siły muszą grać razem.

Zbyt wiele uwagi poświęca się PZPN jako centrum sterowania polską piłką. Ta mapa wpływów jest dużo szersza. PZPN jest bardzo istotnym elementem, bo to krajowy regulator rynku piłkarskiego. Inni gracze na tym rynku też mają duże znaczenie. Zobaczmy, jaki wpływ uzyskali sponsorzy reprezentacji, czego dowodzi na przykład umowa SportFive z PZPN. Widać, że w kwestii marketingu władza i kompetencje w znacznej mierze przesunęły się poza związek.

PZPN ma autonomię i statutowe umocowanie w strukturach FIFA i UEFA, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby zrobić audyt organizacyjny w związku, przyjrzeć się, jak on funkcjonuje, jaka jest struktura i efektywność poszczególnych komórek, i potem można by zaproponować rozwiązania, niekoniecznie wbrew związkowi. To normalna praktyka wspomagająca zarządzanie - takie rzeczy robi się w bankach, koncernach. Czy to mógłby być model z zarządem i radą nadzorczą, czy z zarządem i ciałem doradczym, gwarantujący miejsce dla przedstawicieli kibiców? Być może, ale wnioski były też takie, że PZPN zajmuje się misją, czyli futbolem amatorskim, a komercja, czyli piłka profesjonalna, idzie do Ekstraklasy. Bez audytu to jest wróżenie z fusów. Co do marketingu - jeśli cały marketing przy reprezentacji jest wytransferowany do SportFive, to pytanie, czy taka komórka jest w związku potrzebna. Poza tym audyt robiony przez niezależną firmę jest wolny od układów, to czysta technokracja. Chciałbym, aby podczas okrągłego stołu wszyscy uczestnicy zrozumieli, że to ostatni dzwonek na zmiany.

Do wszystkich chyba dociera, w jakim miejscu jesteśmy. Pozycja w rankingu FIFA - przed czy za Burkina Faso - nie opisuje powagi sytuacji. Polska piłka to biznes na bardzo małą skalę. Przez opóźnienia w cyfryzacji piłka nie jest tak atrakcyjna dla nadawców, jak mogłaby być. Na świecie kluby zarabiają głównie na prawach do transmisji, u nas to jedna trzecia przychodów. 70 proc. pieniędzy w budżetach polskich klubów idzie na wynagrodzenia dla zawodników. Płacimy dużo marnym zawodnikom. Jeszcze rok temu Lech był liderem, jeśli chodzi o przychody w dniu meczu, a w tej chwili tej chwili traci 6 - 8 milionów tylko dlatego, że nie gra przy Bułgarskiej. Z pewnością odbije się to na końcowym wyniku finansowym.

Stadiony będą, ale przy tym show, jaki prezentują polscy piłkarze, będzie problem, aby po 2012 r. zapełnić je w połowie. To kibice kupują bilety, dekodery, koszulki, nie mogą mieć poczucia, że się ich lekceważy. Trzeba odbudować ich zaufanie, a nie wkładać do jednego worka normalnych fanów i tych, którzy robią zadymy.

Wczoraj rozpoczęliśmy ważny projekt dla UEFA, chodzi o ocenę zdolności Polski, Ukrainy i Rosji do absorpcji pakietów VIP-owskich. UEFA chce nawet 60 proc. z nich przeznaczyć na te rynki. Musimy ocenić, czy ta ilość jest w stanie się sprzedać i po jakiej cenie - czy to będzie cena, jaka obowiązywała na Euro 2008, czyli minimum 2 tys. euro, czy też nie, wtedy należałoby przesunąć część karnetów do Europy Zachodniej. UEFA trzyma kciuki za naszą reprezentację na Euro 2012. Badania pokazują, że spadek zainteresowania ze strony mediów i kibiców daje się dotkliwie odczuć, jeśli z turnieju odpada reprezentacja gospodarza. Bardzo widoczne było to w Austrii i Szwajcarii. To oczywiste, że UEFA jest bardzo nastawiona na nasz sukces, bo chce na tym zarobić. Ale jeśli Polska wyda 28 mld euro na organizację tych mistrzostw, a reprezentacja odpadnie po pierwszej rundzie, to istnieje ryzyko, że skutki będą nie tylko sportowe, biznesowe, ale być może i polityczne. W końcu kibice to też wyborcy.

@RY1@i02/2009/236/i02.2009.236.000.018a.001.jpg@RY2@

Jacek Bochenek

Archiwum

*Jacek Bochenek

dyrektor projektu Euro 2012 w firmie Deloitte

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.