Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

Banki coraz dokładniej sprawdzają swoich klientów

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę

Pożyczka bez solidnych zaświadczeń o dochodach odchodzi do historii, kredyt bez ROR to wyjątek. Weryfikując wnioski o pożyczki, banki dzwonią do pracodawców, by potwierdzić informacje o klientach

Co się stało, że banki, które jeszcze rok temu rozdawały kredyty, teraz zakręcają kurek z pieniędzmi? Przestraszyły się rosnącego bezrobocia, które ma osiągnąć szczyty w najbliższych kwartałach.

Banki dmuchają na zimne, bo doskonale wiedzą, że spadek zatrudnienia oznacza opóźnienia w regulowaniu kredytów. W pierwszej kolejności zagrożone są te, z których spłaca się wakacje czy sprzęt RTV.

Bankowcy twierdzą, że czasy są trudne, więc muszą dokładnie prześwietlać klientów.

- To normalna procedura, gdy pogarsza się sytuacja makroekonomiczna - mówi Łukasz Kamiński, szef pionu zarządzania produktami kredytowymi w Citibanku Handlowym. Bank dokładnie sprawdza, czy może przedłużyć okres ważności karty kredytowej. Jeżeli pojawią się opóźnienia w spłacie długu, może nie wydać karty. Jest też w stanie ograniczyć linię kredytową, jeżeli ma wątpliwości co do wiarygodności klienta.

Rok, dwa lata temu takie przypadki były sporadyczne, teraz ich liczba rośnie.

To niejedyne zmiany.

- Przynajmniej raz do roku sprawdzamy klientów w Biurze Informacji Kredytowej. Wykorzystując dane BIK, możemy zdecydować o niewznawianiu karty kredytowej czy ograniczeniu limitu na koncie - mówi Łukasz Kamiński.

Dawniej banki korzystały z wiedzy BIK stosunkowo rzadko. Co więcej - reklamowały się, że mogą udzielić pożyczki, nie sprawdzając historii kredytowej.

Teraz jest odwrotnie. Tylko w październiku BIK udostępniło bankom 1,45 mln raportów kredytowych i monitorujących, a w ciągu dziewięciu miesięcy roku - 12,7 mln. To aż o 11 proc. więcej niż rok temu.

Banki przyznają wprost: klientów sprawdzamy dokładnie jak nigdy dotąd. Z naszej sondy wśród firm doradztwa finansowego wynika, że trudniej o kredyt gotówkowy jest m.in. w Deutsche Banku, BPH czy w Multibanku. Przedstawiciele innych banków także przyznają, że ich firmy wprowadziły ograniczenia.

- Zwracamy szczególną uwagę na tzw. spiralę zadłużenia - mówi Alina Stahl, dyrektor komunikacji w Eurobanku. Chodzi o osoby, których dochody - po odjęciu kosztów utrzymania - nie wystarczają na regulowanie miesięcznych rat kredytowych. Problem jest gigantyczny, bo według specjalistów liczba osób, które mają do spłacenia więcej niż dziesięć kredytów, przekracza już 100 tys.

Mirosław Kuk

miroslaw.kuk@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.