Szanse dla spekulantów
Furtkę do zarabiania na złotówce otworzył NBP, publikując w poniedziałek raport o wejściu Polski do strefy euro. We wtorek oliwy do ognia dolał premier, mówiąc o poziomie kursu euro, przy którym możliwa jest interwencja. Rynek natychmiast sprawdził ten poziom. W środę okazało się, że premier nie kłamał i dilerzy BGK weszli do akcji. Czwartkowej debacie o kryzysie i wystąpieniu premiera towarzyszyło umacnianie złotego, ale po południu euro wróciło na poziom z czwartkowego poranka. W piątek znów zbijano kurs euro.
To, co działo się na rynku złotego, zwróciło uwagę zachodnich mediów. Spory tekst o złotym opublikował wtorkowy Financial Times. Od lat hołduje zasadzie, że jak coś ważnego dzieje się w Polsce, to światowa prasa o tym napisze. A jak nie pisze, to znaczy, że nie jest to ważne.
Na początku tygodnia spadały też ceny akcji banków. Podobno spadki wywołały ostrzeżenia zawarte w dotyczącym zachodnich banków zaangażowanych w Europie Środkowej i Wschodniej raporcie agencji ratingowej Moody's. Równie dobrze spadki cen akcji polskich banków można było tłumaczyć tym, że inwestorzy coraz bardziej uzmysławiają sobie, jakie ryzyko dla banków niosą rosnące wraz z kursem euro straty firm związane z opcjami. Tym bardziej że nadal nie wiemy, ile tych opcji jest. Panika na rynku bankowych akcji trwała do środy do połowy dnia i ci, którzy wtedy zaczęli kupować akcje banków, mogli w czwartek realizować pokaźne dwucyfrowe zyski.
W piątek na giełdę powróciła codzienność, czyli spadki. Być może opadły emocje i zaczęto na chłodno analizować publikowane w tym tygodniu złe dane statystyczne. A może gracze o najkrótszym horyzoncie inwestycyjnych postanowili na kilka dni pojechać na narty. Śniegu jest w bród.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.