EBI ma zwiększyć kredyty dla firm
Europejski Bank Inwestycyjny, unijna instytucja udzielająca długoterminowych kredytów, należy w dzisiejszych czasach do rzadkości: jest bankiem, który ma pieniądze. Nic dziwnego, że oblegają go zdesperowani kredytobiorcy - od producentów samochodów i organizatorów budowy nowych rurociągów, przez małe firmy, po rządy wschodnioeuropejskich państw.
Kwotę 7 mld euro podał w rozmowie z FT Philippe Maystadt, od dziesięciu lat prezes EBI, gdy wyjaśniał, w jaki sposób bank zamierza poradzić sobie ze zwiększonym ciężarem finansowania w dotkniętej kryzysem Europie. Państwa członkowskie już zwróciły się do EBI o zwiększenie programu kredytowego na bieżący i przyszły rok o 15 mld euro do 63 mld euro.
Jednym z największych beneficjentów wzrostu akcji kredytowej będzie przemysł samochodowy. Jednak Philippe Maystadt niezmiennie stoi na stanowisku, że bank musi utrzymać standardy kredytowania bez względu na naciski ze strony przyciśniętych do muru polityków i szefów zadłużonych firm.
- Nie jest zadaniem EBI wyciąganie firm z tarapatów, dostarczanie krótkoterminowej płynności ani zastępowanie niezbędnych reform strukturalnych. Chcę podkreślić, że nasza rola polega na wspieraniu opłacalnych przedsięwzięć - mówił FT.
Można przypuszczać, że te uwagi były skierowane do szefów branży motoryzacyjnej, m.in. do prezesa koncernu Renault, Carlosa Goshna, który w zeszłym tygodniu uznał działania EBI za niewystarczające w warunkach obecnego kryzysu.
Te nieporozumienia co do roli EBI biorą się zapewne z jego hybrydowej natury. Utworzony Traktatem Rzymskim z 1958 roku bank jest własnością państw członkowskich, ale środki finansowe na wspieranie konkretnych przedsięwzięć pozyskuje na rynkach.
- Jako bank jesteśmy obowiązani osiągać zysk. Jesteśmy jednak bankiem szczególnym, bo politycznie motywowanym. Brak płynności na rynkach finansowych odbija się nawet na planach kredytowych EBI. Oczywiście, okazało się, że płacimy wyższą cenę - ale to dotknęło wszystkich - mówi Maystadt.
EBI zamierza przeznaczyć zwiększone środki dla małych i średnich przedsiębiorstw, na przedsięwzięcia związane ze zmianami klimatu i dla państw członkowskich w szczególnie złej kondycji.
Chociaż wielkie projekty infrastrukturalne mogłyby ułatwić rządom naprawę gospodarki, Philippe Maystadt ostrożnie wypowiada się na temat planów budowy gazociągu Nabucco, łączącego złoża gazu w rejonie Morza Kaspijskiego z Europą Zachodnią. Komisja Europejska uznaje to przedsięwzięcie za priorytetowe od czasu styczniowego rosyjsko-ukraińskiego kryzysu gazowego, który spowodował zakłócenia dostaw do znacznej części Europy.
Prezes banku nie uważa także, by projekt Komisji Europejskiej, która chce przeznaczyć 1,25 mld euro ze swojego pakietu stymulacyjnego na inwestycje w wychwytywanie i składowanie dwutlenku węgla, miał przynieść pozytywne efekty w krótkim okresie. Mówi, że znacznie o wiele korzystniejsze byłyby inwestycje w poprawę efektywności energetycznej szkół, szpitali i innych budynków, ponieważ w długim okresie zaowocują oszczędnościami.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.