Szefowie firm porzucają prywatne odrzutowce
Gdy w zeszłym roku prezesi trzech wielkich amerykańskich koncernów samochodowych polecieli osobnymi odrzutowcami z Detroit do Waszyngtonu, by prosić rząd USA o pomoc, ich postępowanie spotkało się z powszechnym potępieniem. Kongresman Gary Ackerman zapytał: - Czy nie mogli panowie zniżyć się do lotu pierwszą klasą albo, na przykład, skorzystać wspólnie z jednego samolotu czy coś w tym rodzaju? Przynajmniej okazalibyście, że coś do was dociera.
Firmowe odrzutowce podzieliły los premii bankowców: uznane za koronny dowód ekscesów kadry kierowniczej stały się obiektem bezgranicznego potępienia. Od czasu ataku na producentów samochodów firmy wszelkimi siłami starają się udowodnić, że „dociera do nich”. W zeszłym miesiącu bank Citigroup zrezygnował z zakupu odrzutowca za 50 mln dol. pod wpływem nawałnicy negatywnej reklamy, a sieć barów kawowych Starbucks zapowiedziała, że sprzeda swoje nowe (dostarczone przed niespełna miesiącem!) odrzutowce.
Do tego dochodzą, co oczywiste, względy ochrony środowiska. Greenpeace podkreśla, że wielkość emisji dwutlenku węgla, przypadająca na jednego pasażera podróżującego prywatnym odrzutowcem, jest znacznie wyższa niż odpowiedni wskaźnik dla samolotu komercyjnego.
Graeme Weston, szef operacyjny NetJets Europe, spółki z branży usług lotniczych dla firm, uważa, że trzem szefom z Detroit zabrakło wyczucia.
- Wyskoczyli jak filip z konopi. W pewnych sytuacjach nie wypada latać prywatnym samolotem - na przykład kiedy rząd ratuje ci skórę. Na ich miejscu wskoczyłbym w hybrydowy samochód i przejechał te tysiąc mil - mówi.
Mimo to uważa, że za prywatnymi samolotami przemawiają ważkie argumenty. Podkreśla, że mało kto ma za złe Steve'owi Jobsowi korzystanie z firmowego odrzutowca, „ponieważ on tworzy nadzwyczajną wartość”.
Stosunkowo łatwo obronić praktykę korzystania przez członków najwyższej kadry kierowniczej z prywatnych odrzutowców (co kosztuje od 1100 do 10 tys. funtów za godzinę). Chodzi o to, ile kosztuje ich czas. Ed Bolen, prezes amerykańskiego stowarzyszania National Business Aviation Association, uważa, że w większości przypadków rachunek kosztów uzasadnia użycie prywatnego samolotu.
- Długo by o tym mówić. Faktem jest, że dyspozycyjny transport lotniczy zwiększa elastyczność i wydajność firm. Jest zwykłym narzędziem biznesu - tyle że potrzeba trochę czasu, by ludzie to zrozumieli.
Mówi, że każda firma, która utrzymuje firmowy samolot, „kieruje się liczbami”. - Trzeba pamiętać, że spółki, które posiadają własne samoloty, wydają poza tym 12 mld dol. rocznie na bilety lotnicze.
David Savile, prezes spółki Air Partner, brokera czarterów lotniczych, stanowczo utrzymuje, że zakup firmowego samolotu jest opłacalny.
- W zachodnim świecie mamy niesłychanie kreatywnych ludzi biznesu, którzy muszą być wysoce mobilni. Na przykład niektórzy codziennie zawierają transakcje wartości milionów funtów i mają do wyboru: czytać raporty albo osobiście obejrzeć dany obiekt, co daje znacznie jaśniejszy obraz i podnosi jakość podejmowanych decyzji. Właśnie to umożliwiają firmowe samoloty.
Firmowe samoloty mają przede wszystkim tę przewagę nad lotami komercyjnymi, że zapewniają bezpośrednie połączenie. To może nie mieć znaczenia, gdy podróżuje się z Londynu do Paryża, ale staje się ważne, gdy trzeba się udać z Londynu na pole naftowe w Kazachstanie. Bywa także istotne w kraju o wielkim obszarze, takim jak USA, gdzie znacznie częściej zachodzi konieczność przemieszczania się.
Co więcej, czas przelotu prywatnym samolotem można wykorzystać produktywnie w sposób niemożliwy, gdy leci się komercyjną linią: odbywać konferencje albo przez cały czas rozmawiać przez telefon. Ed Bolen uważa, że korzyści lotnictwa obsługującego firmy polegają głównie na zwiększaniu wydajności.
- Umożliwia ono osiągnięcie większych efektów mniejszymi środkami i szybsze reagowanie. Podróż do odległego miejsca może trwać albo 22 godziny, albo - gdy leci się bezpośrednio - 11 godzin. Dzięki temu w ciągu jednego dnia można być w wielu obiektach, a w drodze omówić chronione dane.
David Saville uważa, że pomimo takich argumentów opinia publiczna nieprędko doceni korzyści płynące z korzystania z firmowych odrzutowców.
- Jeśli przyjrzeć się porom lotów prywatnych odrzutowców, okaże się, że większość startuje o siódmej rano, a wraca późnym wieczorem. Ludzie wstają o piątej rano, by zdążyć na lot.
- Trzeba pamiętać - podkreśla - że podróż prywatnym samolotem to luksus, gdy leci się na wakacje, lecz nie jest luksusem, gdy przedłuża dzień pracy. Dodaje, że nie można jednocześnie stawiać kapitanom biznesu wysokich wymagań i zmuszać ich, by tkwili godzinami na lotnisku w oczekiwaniu na odlot.
- Proszę sobie wyobrazić, że jest pan na Heathrow i widzi pan na Terminalu 4 premiera wraz z połową rządu. Zgroza - prawda? Przynajmniej większość ludzi byłaby tego zdania.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.