Wypił elektrolit z baterii, teraz podbije świat
Firma Wanga Chuanfu jest największym dostawcą ogniw zasilających do urządzeń mobilnych. Teraz zamierza przejąć lukratywny rynek elektrycznych samochodów
Wang Chuanfu w ciągu zaledwie dekady zadomowił się w czołówce listy najbogatszych Chińczyków, choć zaczynał od zera. Wie, że teraz czeka go jeszcze lepsza przyszłość. Pozwolił sobie nawet wznieść toast za pomyślność: na oczach zdumionych dziennikarzy wypił elektrolit z prototypu baterii samochodowej, którą opracowała należąca do niego firma BYD. Bo przyszłość według Wanga - twórcy koncernu będącego największym na świecie producentem ogniw zasilających do urządzeń mobilnych i samochodów - to nie ropa i gaz, nawet nie wodór, ale nowego rodzaju baterie: wydajne i przyjazne środowisku.
Pewność Wanga potwierdza rynek: w tym roku na Zachodzie mają zadebiutować pierwsze seryjnie produkowane auta elektryczne. I nie są to modele projektowane przez nikomu nieznane przedsiębiorstwa, ale przez wielkie koncerny, które wyjątkowo przyłożyły się także do designu, by samochody na prąd nie kojarzyły się już więcej z sześcianami na kółkach (np. Nissan Cube). To prawdziwie stylowe miejskie auta - jak Chevrolet Volt czy Nissan Leaf - którymi jazda nie będzie powodem do wstydu. A już wkrótce elektryczne pojazdy będą produkowane przez wszystkie najważniejsze firmy motoryzacyjne z USA, Japonii i Europy.
Kto opracuje wydajne baterie, na dodatek pozbawione największej wady - ogromnej toksyczności, tak by można je było poddać prostemu recyklingowi - ma szansę wykroić dla siebie ogromny kawałek z lukratywnego tortu. Na najlepszej drodze do zgarnięcia miliardów dolarów jest BYD. Wang Chuanfu twierdzi, że opracowany przez jego koncern prototyp baterii spełnia już te dwa najważniejsze oczekiwania. Pozostaje jeszcze jedna niewiadoma: cena. Jedna samochodowa bateria kosztuje ok. 16 tys. dol. (to nawet 1/3 ceny całego pojazdu), a powinna najwyżej 6 tys., by produkcja auta na prąd nie była dużo droższa od tradycyjnego. Czy BYD udało się zredukować koszty wytworzenia ogniwa niemal o 2/3? - Zawsze chciałem być dobrym inżynierem - Wang Chuanfu ucina na razie z tajemniczym uśmiechem na twarzy wszystkie pytania o koszty.
Chińczyk, którego majątek szanghajski ośrodek analityczny Hurun Report szacuje na 4,6 mld dol., co daje mu 12. miejsce na liście najbogatszych ludzi Państwa Środka (w ubiegłym roku był pierwszy z majątkiem grubo przekraczającym 5,8 mld dol.), całe życie poświęcił bateriom. W tym celu najpierw ukończył Wydział Chemii na Centralno-Południowym Uniwersytecie Technologicznym w Guangzhou, potem renomowany pekiński Instytut Badawczy Metali Nieżelaznych. Po ukończeniu studiów w 1990 roku rozpoczął pracę w państwowym laboratorium. To było dla niego wielkie osiągnięcie. 44-letni dziś Wang urodził się bowiem w rodzinie biednych cieśli, a gdy był jeszcze w szkole podstawowej, jego rodzice umarli i opiekowało się nim starsze rodzeństwo.
Jednak po pięciu latach pracy rzucił ciepłą posadę i uruchomił własną firmę. Co pchnęło go do działania? Energia, chęć zadziwienia świata i chroniczny brak pieniędzy w utrzymywanej przez rząd placówce badawczej. - Nigdy ich nie było, więc praktycznie nic tam nie można było zrobić - opowiada. Zapożyczył się u rodziny na 300 tys. dol. i postanowił rozkręcić własny biznes. Na siedzibę BYD (Build Your Dreams - Spełniamy twoje marzenia) wybrał przedmieścia dopiero rozwijającego się Shenzen. Jak dobry był to wybór, pokazały następne lata. Teraz to największe w Chinach zagłębie przemysłowo-technologiczne - tu mają swoje siedziby potężne elektroniczne koncerny z Tajwanu i Hongkongu.
Firma Wanga szybko zyskała uznanie z powodu dobrej jakości wytwarzanych baterii oraz niskich cen (stawia na ludzi, nie inwestuje w drogie zautomatyzowane linie produkcyjne). Nie dusi jednak tak bardzo kosztów pracy jak Terry Gou z Foxconnu, który dopiero po serii kilkunastu samobójstw pracowników zdecydował się podnieść im pensje. Jest też mniej wielkopański od Gou: nadal jada w kantynie wraz z robotnikami, mieszka koło fabryki. Wraz z rosnącą renomą firmy (prezes Motoroli Christopher Galvin przyznał BYD tytuł doskonałego dostawcy), zaczęły spływać do niej coraz większe kontrakty. Rosnąca konkurencja ze strony Wanga spowodowała, że jego koncern został oskarżony o kradzież patentów przez innych azjatyckich producentów baterii. BYD przetrwała jednak falę procesów i w krótkim czasie stała się największym na świeci producentem ogniw dla telefonów komórkowych oraz jednym z największych dostawców baterii dla innych urządzeń mobilnych oraz samochodów. - Tak naprawdę to BYD oznacza "Bring Your Dollars" (Daj nam swoje dolary) - śmieje się teraz Wang. Ale zaraz poważnie dodaje, że jego celem jest przestawienie świata na elektryczność. - Uważam, że epoka ropy dobiega końca i musimy znaleźć inne źródła energii - podkreśla.
W fabryce w Shenzen zatrudnia ponad 130 tys. osób, z czego 10 tys. to inżynierowie. Ten gigantyczny zespół naukowo-badawczy pracuje nad stworzeniem nowych, wydajnych i przyjaznych środowisku baterii - już nie tylko dla wszelkiej maści urządzeń mobilnych, ale przede wszystkim dla samochodów.
BYD pochwaliło się udoskonaleniem technologii klasycznych ogniw litowo-jonowych, dzięki czemu uzyskały większą pojemność przy znacząco krótszym czasie ładowania. Mają stanowić idealny napęd dla już wchodzących do sprzedaży elektrycznych samochodów. Ale prawdziwym przełomem ma być dopiero bateria, której elektrolit nie jest toksyczny (Wang publicznie wypił płyn już dwa razy) i łatwo poddaje się biodegradacji. Jednak na razie nie wiadomo, kiedy miałaby ruszyć masowa produkcja takich ogniw.
Można się spodziewać, że stanie się to w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy, bo jest to uzależnione od kolejnego wielkiego projektu Wanga Chuanfu. - Zaobserwujemy teraz szybki rozrost jego imperium. Przestały mu już bowiem wystarczać baterie i mocno zainwestował w produkcję elektrycznych samochodów. A ponieważ Chiny zaczynają dbać o jakość powietrza w miastach, będzie ich sprzedawał coraz więcej - mówi "DGP" Simon Wallet z bostońskiego Massachussetts Institute of Technology.
Przygotowując się do tego kroku, już w 2003 roku Wang przejął jeden z rodzimych koncernów samochodowych i przestawił go na produkcję aut na prąd. W ubiegłym roku wypuścił na krajowy rynek dwa modele: BYD F3DM (kompaktowe auto wielkości Toyoty Corolli) oraz BYD e6 (podobne do Toyoty Yaris), a w planach jest BYD F6DM (sedan odpowiadający Toyocie Camry). Wszystkie są lub będą napędzane bateriami produkowanymi przez firmę Wanga.
Jego plany są wyjątkowo ambitne: BYD ma się stać do 2015 roku największym producentem samochodów w Chinach, a do 2025 roku światowym liderem, zostawiając daleko w tyle giganty z Japonii i USA. Mrzonka? - Baterie ma już na światowym poziomie. A reszta? Na razie poza samymi Chinami mało kto słyszał o tych autach. Ale czego BYD nie będzie potrafiło samo opracować, to skopiuje - dodaje Wallet.
Zresztą sam Wang Chuanfu jest wyjątkowo szczery. - Jak tworzy się nową rzecz? W 60 proc. kopiuje się rozwiązania z informacji upublicznianych przez konkurencję, w 30 proc. powiela się technologię z już istniejących produktów, 5 proc. to przejęte w różny sposób informacje, a tylko w 5 proc. to wynik własnych badań.
Z takim nastawieniem do biznesu jest skazany na sukces. Uwierzył mu już słynny amerykański miliarder Warren E. Buffet, który kupił 10 proc. akcji BYD za 230 mln dol.
@RY1@i02/2010/216/i02.2010.216.186.0003.001.jpg@RY2@
Fot. Reuters/Forum
Wang Chuanfu zbudował swoje imperium od zera i dziś jest jednym z najbogatszych Chińczyków. Z jego firmą, produkującą wszelkiego rodzaju baterie, muszą się teraz liczyć najwięksi gracze na rynku
Piotr Czarnowski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu