Brytyjczycy boją się Santandera
Brytyjski nadzór chce, aby Hiszpanie wnieśli kupowane oddziały jednego z banków na Wyspach do specjalnej spółki i wprowadzili ją na giełdę. To jeden ze sposobów, aby kontrolować sytuację finansową spółek należących do Santandera.
Santander, pojawiając się na rynku brytyjskim, wywołał sporo zamieszania. Kupił kilka spółek. Już dzisiaj ma 13 proc. rynku hipotek. Teraz chce odkupić jeszcze 300 oddziałów Royal Bank of Scotland.
Szybka ekspansja nie podoba się Financial Services Authority, brytyjskiemu nadzorowi finansowemu, który naciska, żeby Santander kupowane od RBS oddziały wniósł do spółki, a potem wprowadził ją na giełdę. - Nadzorcy zależy, żeby bank trafił na giełdę, bo wtedy ma on obowiązek cyklicznego raportowania o stanie swoich finansów, a także zaczyna być obserwowany przez ekspertów. Ci zaś szybko zauważą, że dzieje się coś niepokojącego - mówi Tomasz Bursa z Ipopema Securities.
Obawy brytyjskiego nadzoru o sytuację finansową Santandera podzielają media. Bloomberg pisał niedawno, że nawet silna firma nie wyjdzie bez szwanku, kiedy cały sektor w kraju, z którego pochodzi, jest w zapaści. Zwłaszcza że jedna trzecia biznesu Santandera wciąż ulokowana jest w Hiszpanii. Ekspertów niepokoi przede wszystkim to, że inwestorzy już w ogóle nie ufają Hiszpanii. Agencja zwraca uwagę, że gdyby nie gigantyczne wsparcie ze strony EBC, Hiszpania nie dałaby sobie rady.
EBC na rekordową skalę finansuje hiszpańskie banki. Tylko w czerwcu wsparł sektor kwotą 126,3 mld euro. Pomoc dla banków jest zarazem wsparciem dla rządu hiszpańskiego - EBC bowiem przekazuje instytucjom finansowym środki w zamian za stare obligacje Hiszpanii. Banki, które poprawiły swoją płynność, z kolei kupują nowe papiery emitowane przez państwo.
- Od kilku miesięcy inwestorzy obawiają się o przyszłość Hiszpanii, dlatego tak trudno jest temu krajowi pozyskać gdzie indziej finansowanie - mówi Piotr Kalisz, główny ekonomista Citi Handlowego.
Tegoroczne potrzeby pożyczkowe Hiszpanii są ogromne. Sam deficyt wynosi 80 mld euro, poza tym ten kraj do końca roku musi wykupić papiery o wartości 44 mld euro. A sytuacja gospodarcza jest kiepska - prognozy mówią o minimalnym wzroście PKB, choć nie brak takich, którzy prognozują niewielką recesję. A to dodatkowy czynnik ryzyka dla kraju, gdzie zadłużenie obywateli jest bardzo wysokie. "Irish Independent" wyliczył, że same pożyczki hipoteczne stanowią tam 40 proc. PKB, czyli tylko nieco mniej niż w Irlandii, gdzie kredyty na nieruchomości stanowią 43 proc. PKB. Tymczasem gdy Japonia przez kryzys na rynku nieruchomości weszła w recesję, pożyczki na mieszkania i domy stanowiły tam zaledwie 20 proc. PKB.
Przy tak trudnej sytuacji na rodzimym rynku Santander jednocześnie postawił na agresywne akwizycje. Zdaniem analityków taki ruch przyniesie efekty tylko wtedy, gdy w europejskiej gospodarce nastąpi szybkie odbicie. W innym wypadku Santander będzie musiał ratować swoje hiszpańskie i portugalskie spółki transferem pieniędzy z innych, bardziej rentownych firm. W rezultacie zyski BZ WBK, zamiast iść na rozwój polskiego banku, będą ratować bilans właściciela. Na dodatek, mając takiego udziałowca, BZ WBK może mieć problemy z pozyskaniem finansowania od innych banków. Tego samego obawiają się też Brytyjczycy.
@RY1@i02/2010/158/i02.2010.158.000.015a.001.jpg@RY2@
Fot. Reuters/Forum
Hiszpanie kupują właśnie 300 oddziałów od Royal Bank of Scotland
Magdalena A. Olczak
magdalena.olczak@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu