Pekao: Firmy nie chcą kredytów
Trudno mówić o przełomie. Spółki na razie nie inwestują, bo poziom niewykorzystanych mocy produkcyjnych jest ciągle duży. Oczywiście firmy korzystają z kredytów obrotowych i w tym segmencie widać już lekkie ożywienie. Problemy w strefie euro sprawiły też, że wiele firm refinansuje swoje zobowiązania w Polsce. Ciągle jednak brakuje dużego impulsu inwestycyjnego, który byłoby widać w dynamice kredytów ogółem.
Dlatego z jednej strony można powiedzieć, że najgorsze jest już za nami, ale z drugiej trzeba również liczyć się z tym, że w bieżącym roku rynek kredytów korporacyjnych w Polsce zanotuje spadek.
Wszystko zależy od stanu gospodarki. Bardzo ważny w tej układance jest eksport: jeżeli będzie rósł, to firmy prędzej czy później będą musiały wznowić inwestycje. Do tej pory ożywienie w gospodarce było wynikiem odbudowy zapasów, a to oznacza, że w najbliższym czasie silniej będą rosły depozyty niż kredyty dla firm. To naturalnie ułatwi przedsiębiorcom rozwój w przyszłym roku.
To nie są łatwe czasy dla banków korporacyjnych. Kredyt jest dla banku początkiem budowy długofalowej relacji z klientem. Później przychodzi czas na produkty bankowości transakcyjnej, skarbowej czy leasingowe. Kiedy nie ma dużego popytu na kredyt, trudniej jest przekonać firmę do innych produktów bankowych.
Tak źle na szczęście nie jest. Marże kredytowe spadają, a rynek wraca do normalności. Sektor bankowy jest nadpłynny i ewidentnie widać w nim ożywienie. Marże spadły do blisko jednego procenta na krótkie terminy i na tym poziomie pozostaną przez jakiś czas. Najważniejszy dla firm i gospodarki jest jednak dostęp do finansowania. Jeżeli firma ma nawet duże potrzeby inwestycyjne, to sektor bankowy jest w stanie je zaspokoić. Najlepszy przykład to niedawna transakcja dla PGNiG. Spółka chciała pozyskać 3 mld zł, banki zaoferowały jej trzy razy tyle. Jeszcze rok temu takie PGNiG nie uzyskałoby finansowania w tej wielkości i po takiej cenie. Wracają także duże ciekawe transakcje, pieniądz znów krąży po rynku, czego efektem jest chociażby niedawne przejęcie Wedla.
Wielkość portfela nie jest jedyną miarą efektywności banku. Poza tym kurczące się portfele korporacyjne to specyfika całej Europy, a nie tylko Polski. Szukamy więc innych możliwości rozwoju. Chcemy być aktywni w kredytowaniu, np. szeroko pojętych publicznych inwestycji infrastrukturalnych. Oczywiście to nie jest tak, że nagle chcemy mocno rozwinąć udział sektora publicznego w naszym bilansie, bo wciąż jesteśmy przede wszystkim bankiem korporacyjnym. Sektor publiczny jest kuszący, bo cechuje się niższym ryzykiem i wiąże mniej kapitału, a więc zwrot z tego kapitału jest wyższy. Nie należy zapominać, że klientowi z sektora publicznego można oferować całą pulę produktów pozakredytowych, czyli np. z zakresu bankowości transakcyjnej czy gwarancji. Skupiamy się również na finansowaniu dużych, złożonych projektów inwestycyjnych i na doradztwie finansowym dla firm.
Chcemy być tam, gdzie relacje z klientem są najefektywniejsze, a zysk z długoterminowej współpracy największy. Dla nas strategiczne sektory to duże korporacje, bo jesteśmy dla nich bankiem pierwszego wyboru, a także firmy średnie, do których chcemy dotrzeć przez naszą rozległą sieć placówek. Trzeci obszar to wspomniany sektor publiczny.
Duże firmy to obszar, gdzie konkurencja pojawia się najszybciej. Wiele banków w ostatnich miesiącach wyszło z letargu pokryzysowego, wchodząc właśnie na obszar korporacyjny. Sektor publiczny jest dobrym klientem dla tych instytucji, które mają dostęp do taniego finansowania. W tym wyścigu odpadają banki bez dobrej bazy depozytowej czy dostępu do taniego pieniądza. Pekao na tym rynku jest mocno obecny. Zostają jeszcze średnie firmy - nie ukrywam, że tu widzimy swoją szansę na rozwój. To duży rynek, na którym próżno szukać konkurencji ze strony globalnych graczy, gdyż po prostu nie mają oni odpowiedniej sieci placówek i odpowiednio licznej wykwalifikowanej kadry.
Teraz może bardziej widoczna jest konkurencja cenowa. Choć nie wierzę, że cena jest decydującym czynnikiem. Część firm cały czas pamięta, że niektóre banki podczas kryzysu wycofały się ze współpracy z nimi, i to z dnia na dzień. My natomiast byliśmy z nimi zawsze. Bez sektorów tabu, bez transakcji tabu.
Sektor bankowy, jak i jego klienci korporacyjni, odebrał cenną lekcję. Niestety dla niektórych była ona dość kosztowna. Widać, że firmy podchodzą teraz do tematu bardziej ostrożnie. Przedsiębiorstwa zabezpieczają tylko przepływy realne i znacząco ograniczyły spekulowanie. Ostrożność jest niejednokrotnie tak daleko posunięta, że przedsiębiorcy rezygnują w ogóle z zabezpieczeń transakcji. Może być więc tak, że z ryzyka A wchodzimy w ryzyko B.
Sektor korporacji nie ucierpiał tak mocno, jak wydawało się na początku kryzysu. Nasz rynek korporacyjny jest stosunkowo mały i mało zadłużony w porównaniu do innych krajów Europy. Siłą rzeczy to podziałało na jego korzyść, kiedy mówimy o skali kredytów zagrożonych. Pomogły nam również wspomniane osłabienie złotego oraz silna konsumpcja wewnętrzna. Sprawę natomiast pogorszyły wspomniane opcje. Ale w sumie w Polsce sytuacja wygląda o wiele lepiej niż w wielu innych krajach europejskich.
@RY1@i02/2010/143/i02.2010.143.000.017a.001.jpg@RY2@
Fot. Wojciech Górski
Andrzej Kopyrski
wiceprezes zarządu Pekao SA
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu