Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

Starcie dwóch pomysłów na futbolowy biznes

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Hiszpanie, by przyciągnąć do siebie najlepszych piłkarzy świata, przyznali im nawet ulgi podatkowe. Holendrzy postawili na produkcję i sprzedaż zawodników, głównie do Hiszpanii. W niedzielę obie drużyny zmierzą się w finale mistrzostw świata.

Jeśli Hiszpania zdobędzie tytuł, jej piłkarzom zostaną wypłacone rekordowe premie - 550 tys. euro na głowę. Tak gigantycznych nagród nie było jeszcze nigdy w historii. Mogą robić wrażenie, ale nie na piłkarzach najbogatszych klubów Primera Division. W Barcelonie i Realu Madryt (dziewięciu piłkarzy w podstawowej jedenastce reprezentacji gra w tych dwóch klubach) premie są dużo wyższe. Tylko za zwycięstwo w Lidze Mistrzów zawodnicy Królewskich mieli obiecane po 950 tys. euro.

Hiszpańska piłka to finansowe eldorado. To do tego kraju od kilku lat wędrują najlepsi piłkarze świata. Bez względu na cenę. Real zapłacił najwięcej w historii za piłkarza - 94 mln euro za Cristiano Ronaldo w 2009 roku. Magnesem są głównie ułatwienia podatkowe. Rząd hiszpański zdecydował kilka lat temu, że piłkarze z zagranicy przez pięć lat gry mogą liczyć w ich kraju na znacznie niższe stawki niż w Anglii czy Włoszech. Nic dziwnego - kibice żądają od klubów sukcesów w Europie. Te wymagają najlepszych piłkarzy. A ci - sowitych pensji. Na liście najlepiej opłacanych piłkarzy świata liderem jest Cristiano Ronaldo, który miesięcznie inkasuje w Realu 1,083 mln euro. Niewiele mniej dostają zawodnicy Barcelony - Zlatan Ibrahimovic - 1 mln i Leo Messi - 875 tys. Piąty jest inny gracz Realu - Kaka (833 tys.), a siódmy jego klubowy kolega Karim Benzema (708 tys.).

Coroczny raport firmy Deloitte "Money League" pokazuje, że wraz z Barceloną Królewscy zdystansowali kluby ligi angielskiej, nawet te rządzone przez bogatych szejków. Klub z Madrytu prowadzi w tym zestawieniu już piąty rok z rzędu. Jego wpływy w ubiegłym roku wzrosły o 10 proc. Po raz pierwszy piłkarski klub wygenerował roczny dochód w wysokości ponad 400 mln euro. Ale największym generatorem przychodów w sezonie 2008/2009 była jednak Barcelona, która dzięki zwycięstwu w Lidze Mistrzów i hiszpańskiej lidze zwiększyła zyski o 57 mln euro do kwoty 366 mln euro, co oznacza wzrost o 18 proc. Najbogatszy klub Anglii Manchester United ze swoimi 327 mln euro został daleko w tyle.

Tajemnica bogactwa dwóch hiszpańskich krezusów tkwi w tym, że za pokazywanie ich ligi płaci się najwięcej. Real zarobił z tytułu sprzedaży praw telewizyjnych 160,8 mln euro w sezonie 2008/2009. Barca zaledwie o 2,4 mln euro mniej.

Ten futbolowy biznes kręci się w najlepsze, ale napotyka poważne rafy. Małe kluby buntują się przeciw potentatom i chcą sprawiedliwszego podziału. A UEFA chce karać zadłużone kluby. Te bowiem obracają głównie pieniędzmi banków, a nie własnymi.

Wczoraj nowe władze Barcelony ogłosiły, że muszą zaciągnąć 150 mln euro pożyczki, by poprawić płynność finansową. Zadłużenie Realu jest jeszcze większe i wynosi ponad 300 mln euro. Trzeci klub w Hiszpanii musiał właśnie sprzedać dwie największe gwiazdy - swoje i reprezentacji - Davida Villę i Daniela Silvę - a w dodatku sprzedać stadion, by przeżyć.

Ale prawda jest taka, że fundamentami tych klubów wcale nie są pieniądze. O ich sile decyduje - porównywalne tylko z Holandią - szkolenie młodzieży.

Ze szkółki Barcelony, słynnej La Masia, pochodzi aż pięciu piłkarzy, którzy w pierwszym składzie walczyli w środę z Niemcami. W tej chwili w Europie gra 107 wychowanków Realu.

Holendrów i Hiszpanów w futbolu równie dużo łączy, co i dzieli. Wśród najwybitniejszych graczy w historii hiszpańskiej piłki roi się od Holendrów, że wspomnieć choćby Johana Cruyffa, od kilkudziesięciu lat związanego z Barceloną jako piłkarz, trener i działacz. Wielkie sukcesy tej ekipy to także m.in. Frank Rijkaard.

Najlepsi piłkarze z Niderlandów od lat trafiają do Realu lub Barcelony. Bo Holendrzy żyją głównie z eksportu swoich talentów. Co roku szkółki Ajaksu Amsterdam, Feyenoordu Rotterdam czy PSV Eindhoven wypuszczają dziesiątki wspaniałych zawodników. Tam dzieci rozpoczynają treningi już w wieku 5 lat. Najlepsi trenerzy na świecie to, obok Portugalczyka Jose Mourinho, sami Holendrzy: Guus Hiddink, Dick Advocaat, Luis van Gaal.

- Skoro w Holandii mamy 16 milionów ludzi, to znaczy, że mamy tyle samo piłkarzy - powiedział kiedyś Hiddink, dziś szkoleniowiec reprezentacji Rosji. Oczywiście przesadził, ale nie tak bardzo. Holenderski związek piłkarski KNVB liczy ponad milion członków, z których połowa nie skończyła jeszcze 18 lat. Na takich podstawach z futbolu zrobiono w Holandii biznes szczególny. Tylko Real Madryt w ostatnich czterech latach wydał na Holendrów 113 mln euro. To Wesley Sneijder, niechciany w Realu, był głównym motorem potrójnej korony Interu Mediolan w tym sezonie. Przy tej potędze holenderskie kluby prezentują się skromnie. Od lat już najsłynniejszy Ajax Amsterdam nie odniósł sukcesu w Europie. Nic dziwnego, skoro ma budżet tylko 60 mln euro. Ale ma też w składzie swojego wychowanka Luisa Suareza, którego po mundialu sprzedać może nawet za 1/3 tej sumy.

@RY1@i02/2010/132/i02.2010.132.000.008a.001.jpg@RY2@

Artur Szczepanik

artur.szczepanik@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.