Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

Wykorzystajmy kryzys do ekspansji gospodarczej

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Na regulacje czy rozwiązania systemowe panujące w Rosji, na Białorusi czy na Ukrainie polski rząd nie ma wpływu. Ale z pewnością może pomóc polskim firmom.

Składa się na to zjawisko kilka przyczyn. Pierwsza tkwi w naszych wyobrażeniach. Wielu przedsiębiorców wciąż wyobraża sobie te rynki jako teren dziewiczy, swego rodzaju ziemię obiecaną, gdzie można swobodnie inwestować, bo konkurencja jest słaba, gdzie wymagania co do jakości dostarczanych dóbr nie są wygórowane, a popyt ogromny. Częściowo jest to prawda. Rynki te bowiem są bardzo dobrze spenetrowane przez zachodnie firmy, a atut niższej ceny już nie wystarcza, i by z powodzeniem prosperować, trzeba sobie znaleźć własną niszę. Drugim powodem naszego zainteresowania Wschodem są nasze przewagi nad zachodnimi rywalami. Mam na myśli podobieństwo Polaków do partnerów zza wschodniej granicy, jeśli chodzi o mentalność, sposób działania, pokonywanie barier. Te nasze atuty doceniają zachodnie firmy, które z ochotą zatrudniają polskich menedżerów w swoich oddziałach w Rosji czy na Ukrainie.

Niewątpliwie tak. Przede wszystkim wielkość tamtejszych rynków, geograficzna i ludnościowa, bogactwa naturalne, bliskość rynku środkowo - wschodniej Azji, rynku chińskiego. To polscy przedsiębiorcy cenią na długą metę i dlatego mimo ubiegłorocznego drastycznego spadku obrotów handlowych, np. z Ukrainą o blisko połowę, z powodu kryzysu, większość naszych firm nie odpuszcza sobie tego kierunku ekspansji.

Takie otoczenie de facto powstało i działa. Jego usługi, np. kancelarii prawnych, sieciowych firm audytorskich, firm rekrutacyjnych są bardzo drogie i niedostępne dla większości polskich spółek, które są podmiotami o średniej lub małej wielkości. One po prostu nie mają środków na tego typu usługi. Pewnym ratunkiem są oddziały polskich kancelarii czy firm doradczych założone we Lwowie bądź w Kijowie.

To wtedy płacą olbrzymią cenę. Na przykład zatrudniając niesprawdzonych menedżerów. A to rodzi zwykle nie tylko konflikty, ale czasami doprowadza do unicestwienia firmy. Znane są przypadki kradzieży polskich spółek przez tamtejszych menedżerów. A dochodzenie swoich praw przed tamtejszym wymiarem sprawiedliwości nie jest sprawą prostą.

Wszędzie zdarzają się nieuczciwi kontrahenci, może tylko na Wschodzie ma to miejsce częściej. Ale sytuacja się poprawia. Przystąpienie Ukrainy do WTO znacznie ułatwia relacje gospodarcze z tym krajem. Skończyły się arbitralnie narzucane cła czy zakazy wwozu określonych produktów, jak to miało miejsce jeszcze niedawno w przypadku polskiego mięsa.

Przede wszystkim jest to ryzyko niewypłacalności kontrahenta. Tym bardziej groźne, że większość polskich eksporterów nie ubezpiecza swoich transakcji z powodu wysokich stawek, jakich żąda Korporacja Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych (KUKE). KUKE cały czas, mimo politycznego zbliżenia, traktuje rynek ukraiński jako obszar wysokiego ryzyka. Podobnie rzecz się ma z Bankiem Gospodarstwa Krajowego (BGK). Z płatnościami związany jest problem dochodzenia roszczeń wobec niesolidnych kontrahentów przed miejscowymi sądami. Po prostu trzeba umieć się po nich poruszać i wykazywać się olbrzymią cierpliwością.

Paradoksalnie ułatwia. Podam dwa przykłady. Białoruś w tej chwili zabrała się za prywatyzowanie banków. Jej wicepremier nawet żartuje, że kiedy w Londynie myśli się o nacjonalizacji banków, w Mińsku - o ich sprzedaży w prywatne ręce. Drugi przykład. Na Ukrainie w okresie przedkryzysowym tamtejsze liczne firmy ubezpieczeniowe niskimi cenami polis zdobywały rynek i pozyskiwały klientów, by potem móc się drożej sprzedać inwestorom. Teraz, kiedy nadszedł kryzys, a ubezpieczyciele ci nie posiadają odpowiednich funduszy rezerwowych, w dużej części stoją przed groźbą bankructwa, a polska spółka PZU, działająca z należytą ostrożnością, w tej chwili przeżywa prawdziwy boom.

W długim okresie z pewnością tak. Takie firmy jak Nowy Styl produkujący krzesła czy Barlinek, Cersanit oraz PKO BP funkcjonujący na Ukrainie jako Kredo Bank czy też wspomniane PZU mogą z pewnością z spokojem patrzeć w przyszłość. Mam obawy co do małych firm, które jednak w wymianie handlowej dominują.

Zdecydowanie nie. Wschodnia Ukraina to miejsce działania dużych spółek, zwykle jest to przemysł ciężki. Tam wbrew ogólnemu mniemaniu kultura biznesowa jest na wyższym poziomie, otoczenie biznesu jest bardziej rozwinięte. Lepsze są też potencjalne możliwości. Zachodnia Ukraina ma tę zaletę, że jest tam w miarę powszechna znajomość języka polskiego oraz wiele już działających polskich spółek.

Na regulacje czy rozwiązania systemowe panujące w Rosji na Białorusi czy na Ukrainie polski rząd nie ma wpływu. Ale z pewnością może pomóc polskim firmom. Ale do tego konieczny jest pewnie aparat i rozwiązania. Mam na myśli wzmocnienie roli wydziałów handlu i promocji działających przy polskich ambasadach. Obecnie są one bardzo skromne pod względem personalnym i organizacyjnym. Poza tym swoje nastawienie powinny zmienić KUKE i BGK. Nie mogą one patrzeć jedynie na fiskalno-dochodową stronę naszych relacji ze Wschodem, ale też stymulacyjną. Bo bez tego polscy przedsiębiorcy nie wykorzystają w pełni atutów, jakimi dysponują te rynki, w postaci wciąż tańszej siły roboczej, surowców, bliskości dużych rynków.

@RY1@i02/2010/126/i02.2010.126.050.008a.001.jpg@RY2@

Fot. Wojciech Górski

Jacek Piechota, prezes Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej

prezes Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.