Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

Pamiętać o pieczątkach, uczyć się na błędach

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Polskie firmy coraz lepiej dają sobie radę na rynkach położonych na wschód od Polski. Powinny zwracać większą uwagę na stronę prawną umów. Przybywa rządowych instrumentów wsparcie eksportu, gorzej jest z praktyką codziennego wsparcia.

Przedsiębiorcy prowadzący interesy na wschód od Polski powinni zwracać wiele uwagi na stronę prawną kontraktów - takie generalne przesłanie płynie z cyklu pięciu konferencji zorganizowanych w Poznaniu, Katowicach, Gdańsku, Lublinie i Warszawie przez "Dziennik Gazetę Prawną" dla firm zainteresowanych pozyskaniem wiedzy na temat warunków działania na Wschodzie.

W Rosji - mówiła w trakcie tych spotkań Joanna Czyż-Zielińska z kancelarii Chałas i Współnicy - wszystkie umowy trzeba zawierać na piśmie, a wykonanie wyroków jest często kwestią dobrej woli.

- Na Ukrainie absolutnie trzeba pamiętać, że wszelkie dokumenty muszą być opatrzone okrągłą pieczęcią. Umowy powinny być zawierane w języku ukraińskim. To dla wielu przedsiębiorców objawienie, bo na Ukrainie im dalej na wschód, tym język ukraiński jest rzadziej znany i praktyka umów jest inna. Dominuje język rosyjski lub angielski. Pamiętać jednak trzeba, że brak języka ukraińskiego może stać się powodem do unieważnienia umowy - przestrzegała radca Joanna Czyż-Zielińska.

Podobnych przestróg można wymienić więcej. Dominuje jednak optymizm. Warunki działania firm na Ukrainie i w Rosji w ocenie partnerów naszych konferencji wyraźnie się cywilizują.

- Wszędzie są problemy, ale wstydem byłoby narzekać na warunki działania u naszych wschodnich sąsiadów. Postęp jest szalenie szybki - mówił w trakcie warszawskiego spotkania mecenas Jarosław Chałas.

I polscy przedsiębiorcy potrafią warunki te wykorzystywać. - Świadczą o tym liczby - mówił w Warszawie Jacek Piechota, prezes Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej. Na Ukrainie zainwestowało do dziś ponad tysiąc polskich firm, małych, średnich i dużych. Powstało już tam nawet Międzynarodowe Stowarzyszenie Przedsiębiorców na Ukrainie, które skupia głównie Polaków i liczy już prawie 1,5 tys. członków.

Optymistką jest, jeśli chodzi o możliwości polskich firm na Ukrainie, także Aleksandra Stańczyk, zastępca dyrektora departamentu finansowania handlu ING Banku Śląskiego. - Jest tam dla nas wielkie zielone pole do zaorania. Mamy mnóstwo do zrobienia i mnóstwo do zarobienia.

Co można zrobić, aby przedsiębiorcy pewniej się czuli na wschodnich rynkach? Muszą nauczyć się lepiej korzystać z instrumentów zabezpieczania transakcji, takich, jakimi dysponują banki, m.in. ING Bank Śląski oraz wystawiająca polisy Korporacja Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych SA.

- Polscy przedsiębiorcy mają już dokładnie takie same narzędzia wsparcia eksportu, jakie mają eksporterzy z innych krajów UE czy OECD. W tej samej cenie. Te same zakresy pokrycia - przekonywał w trakcie warszawskiej konferencji uczestniczący w panelu dyskusyjnym Zygmunt Kostkiewicz, prezes KUKE SA.

Prezes Kostkiewicz zapowiedział pojawienie się wkrótce nowego ważnego instrumentu ubezpieczeniowego dla przedsiębiorców, możliwości ubezpieczania gwarancjami KUKE sprzedaży przedsiębiorców zależnych. Przewiduje to projekt rozporządzenia, które w najbliższych dniach ma podpisać minister finansów. Produkt ten pozwoli ubezpieczać np. sprzedaż polskiej spółki dystrybucyjnej na Ukrainie, w Rosji do tamtejszych odbiorców. Ma to kluczowe znaczenie m.in. dla naszych firm farmaceutycznych. - W polskim systemie wspierania eksportu przez ubezpieczenia eksportowe mamy wszystko to, co ktokolwiek wymyślił w Europie. Ktokolwiek coś wymyśli i załatwi z władzami Unii Europejskiej, że jest to legalne, co nie jest łatwe, staramy się kopiować - powiedział prezes Kostkiewicz.

Nie do końca podziela ten optymizm Jacek Piechota. Dotyczy to jednak nie tyle ubezpieczeń KUKE, a raczej sprawności systemu wsparcia organizowanego przez Bank Gospodarstwa Krajowego.

- Boleję nad tym, że są to instytucje pod przemożnym wpływem ministra finansów i są rozliczane przede wszystkim z wyników finansowych, a powinny być rozliczane z efektywności wspierania polskiego eksportu. Za firmami zachodnimi stoją znacznie silniejsze struktury państwa, znacznie silniejsze firmy ubezpieczeniowe, biorące na siebie w dużo większej mierze ryzyko. Tymczasem Ukraina jest wciąż na liście rynków obarczonych szczególnie dużym ryzykiem. Płacą za to polscy przedsiębiorcy. W BGK przedsiębiorcy miesiącami czekają na jakiekolwiek stanowisko, a przecież jest rządowy program wspierania eksportu. Występowałem już pisemnie do ministra gospodarki, z niewielkim efektem.

- Cóż, państwo wspiera tyle, ile może wspierać - pointowała ten fragment dyskusji dr Ewa Fischer z polskiej ambasady w Moskwie.

Potrafimy więc zdobywać wschodnie rynki czy nie potrafimy? Potrafimy - przekonany jest Jarosław Chałas. Trzeba robić swoje. A czas na robienie biznesów na Wschodzie jest dziś szczególnie dobry. Żal byłoby go zmarnować.

@RY1@i02/2010/126/i02.2010.126.050.005a.001.jpg@RY2@

Fot. Wojciech Górski

W debacie udział wzięli, od lewej: Zygmunt Kostkiewicz, KUKE, Ewa Fischer, ambasada Rzeczypospolitej Polskiej w Rosji, Jacek Piechota, Polsko-Ukraińska Izba Gospodarca, Aleksandra Stańczyk, ING Bank Śląski, Jarosław Chałas, Chałas i Wspólnicy Kancelaria Prawna

Krzysztof Bień

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.