Koniec taniej siły roboczej w Azji. Robotnicy walczą o podwyżki
Niedrogie samochody, komputery, smartfony, telefony komórkowe czy buty już niedługo mogą być droższe. Przeciwko nieludzkim warunkom pracy coraz częściej buntuje się azjatycka tania siła robocza. I wygrywa z wielkimi koncernami.
- Tania produkcja, przede wszystkim z Chin, napędza globalny rozwój i powoduje, że ceny nie rosną, choć inflacja w ciągu minionych dwóch dekad nie stała w miejscu. Ale ostatnie wydarzenia zwiastują koniec tego trendu - uważa Dong Tao, ekonomista Credit Suisse.
W ostatnich tygodniach stała się rzecz niewyobrażalna: pracownicy kilku fabryk w Państwie Środka zastrajkowali, żądając wyższych pensji. Mało tego, ich protesty zakończyły się powodzeniem. Teraz ich sukces chcą powtórzyć robotnicy z innych krajów. Przez trzy dni strajkowały indyjskie fabryki koreańskiego Hyundaia. I dopięli swego.
Jako pierwsi o swoje prawa, pod koniec maja, postanowili zawalczyć chińscy pracownicy z fabryki Hondy w Foshan. Koncern próbował przetrzymać strajk, straty spowodowane dwutygodniowym przestojem stały się tak wielkie, że przystąpiono do negocjacji. Kilka dni temu uzgodniono, że średnia pensja wzrośnie do 300 dol. Ale to nie koniec problemów Japończyków: z powodu strajku stanęły dwa inne należące do niej zakłady.
Sukces Chińczyków zamierzali powtórzyć Hindusi z fabryki w Chennai, która należy do Hyundaia. Także oni pracują nawet po 14 - 16 godzin dziennie, najczęściej przez siedem dni w tygodniu. Za godzinę dostają góra pół dolara. Nie mają prawa do ubezpieczenia zdrowotnego, nie istnieje system emerytalny. Koreańczycy zareagowali we właściwy dla siebie sposób: natychmiast wyrzucili z pracy kilkadziesiąt osób. W ich obronie stanęła załoga. W efekcie po trzech dniach strajku - z których każdy przynosił 14 mln dol. straty - część zwolnionych osób została przywrócona do pracy. A załoga zapowiada, że chce teraz rozmawiać o podwyżkach.
Ugiął się nawet największy na świecie dostawca podzespołów elektronicznych Fox-conn, rządzony twardą ręką przez Terry’ego Gou. Długo opierał się podwyżkom, zmusiła go do tego dopiero seria 10 samobójstw wśród pracowników, którzy skarżyli się na nieludzkie warunki pracy. Foxconn w samym tylko Państwie Środka zatrudnia 800 tys. osób; od października osoby pracujące przy taśmach - a stanowią one 90 proc. całej załogi - będą zarabiać ok. 290 dol. miesięcznie.
- Sukcesy robotników oznaczają, że koncerny na nas, kupujących, przerzucą koszty podwyżek. Bo same nie pogodzą się z mniejszymi zyskami - mówi "DGP" Mui Pong Goh z brytyjskiego Chatham House.
Terry Gou już rozmawia z kontrahentami o podwyżkach cen dostarczanych przez niego podzespołów. To działanie odczujemy wszyscy, bo wśród jego klientów są sami najwięksi branży elektronicznej: Apple, Dell, Sony, HP, Nintendo czy Nokia.
Analitycy zwracają uwagę, że fala strajków nie mogłaby się rozszerzać bez przychylności władz, o czym świadczy m.in. udział w nich członków oficjalnych związków zawodowych. Protesty są Pekinowi na rękę z dwóch powodów. Z jednej strony osłabiają zagraniczną konkurencję, dzięki czemu w jej miejsce mogą wejść ze swoimi produktami chińskie przedsiębiorstwa. Z drugiej podwyżki mają pobudzić popyt wewnętrzny i napędzić konsumpcję, przez co Chiny mają zerwać z uzależnieniem swojego wzrostu gospodarczego od taniego eksportu. Aparatczykom z KPCh marzy się, by Państwo Środka rozwijało się w podobny sposób co Stany Zjednoczone.
- Ale to oznacza nieuchronne podwyżki. Pożar ogarnął już niemal całą Azję - twierdzi Dong Tao. Strajkowali już pracownicy w Wietnamie. Protestami grożą robotnicy z Laosu, Kambodży i Indonezji.
@RY1@i02/2010/113/i02.2010.113.000.012a.001.jpg@RY2@
Fot. Reuters/Forum
Jako pierwsi o swoje prawa zawalczyli pracownicy Hondy z Foshan. Strajk trwał dwa tygodnie
Piotr Czarnowski
piotr.czarnowski@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu