Dziennik Gazeta Prawana logo

Polskie stocznie rzeczne zamierają albo zmieniają profil działalności

2 lipca 2018

Produkcja w stoczniach rzecznych w Polsce zamiera. Liczba zamówień z Europy gwałtownie spada, a na krajowym rynku nie ma popytu.

Zdaniem Stanisława Becy, zastępcy dyrektora ds. ekonomiczno-finansowych Stoczni Rzecznej w Płocku Centromost, krajowych zamówień nie ma od dawna. - W ostatnim dwudziestoleciu wybudowano na potrzeby krajowych armatorów trzy statki - mówi Beca.

Obecnie w Polsce funkcjonuje kilkanaście stoczni rzecznych - dwie stocznie w Koźlu, stocznia w Dobrzeniu, Malbo we Wrocławiu i Malczycach, Grupa Stoczni Odra we Wrocławiu, Nowej Soli i Szczecinie. Na Wiśle funkcjonuje Centromost, stocznie w Tczewie, dawna stocznia Wisła w Pleniewie i stocznie Żeglugi Bydgoskiej. Wszystkie są spółkami prywatnymi. W najlepszej sytuacji znajduje się stocznia w Koźlu, która została wykupiona przez Damena - grupę stoczni zaliczanych do pierwszej dziesiątki na świecie. Sytuacja pozostałych zakładów jest nie do pozazdroszczenia.

Jak mówi Stanisław Beca, w stoczni w Tczewie budowany jest właśnie ostatni zamówiony statek, stocznia Malbo ma co robić tylko do końca tego roku, zaś Centromost ma w tej chwili w budowie dwa statki, a nie pięć czy sześć, jak to było do tej pory. Z powodu kłopotów z zamówieniami niektóre stocznie - jak stocznia Grupy Odratrans - są likwidowane, inne zmieniają profil, koncentrując się na remontach i produkcji części stalowych.

- Jesteśmy oczywiście zainteresowani produkcją statków, ale jest niesłychanie trudno uzyskać tego typu zamówienia - mówi Jerzy Dragoński, szef produkcji Stoczni Wisła w Gdańsku.

Najwięksi polscy armatorzy, posiadający ponad 70 statków (zarówno morskich, jak i rzecznych), jak wyjaśnia Krzysztof Gogol, rzecznik prasowy Polskiej Żeglugi Morskiej, muszą zamawiać od czterech do sześciu statków rocznie. Zamówienia te nie są jednak realizowane w Polsce, lecz w o 25 proc. od nich tańszych stoczniach azjatyckich - głównie w Chinach.

- Mniejsi polscy armatorzy w tej chwili eksploatują ten sprzęt, który posiadają - tłumaczy Zbigniew Garbień, prezes Związku Armatorów Polskich. Sytuację stoczni dodatkowo pogarsza fatalny stan techniczny polskich dróg wodnych, który, jak twierdzi Zbigniew Garbień, może doprowadzić do eliminacji kolejnych stoczni. Niektóre, jak chociażby Damen, mają problemy z dostarczeniem części do armatora, bo nie są w stanie do niego dopłynąć.

Barbara Barysz

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.