Interesuje mnie głównie wzrost wartości firmy
Mam nadzieję, że taka sytuacja nie będzie miała miejsca w naszym przypadku. Tym bardziej że PZU ma ciągle ogromny potencjał, choć prawdą jest, że potrzebuje też głębokiej restrukturyzacji. Liczymy również na przełom w biznesie korporacyjnych ubezpieczeń komunikacyjnych.
Mnie nie interesują udziały, tylko zarabianie pieniędzy i wzrost wartości firmy. Dziś mamy ponad 50 proc. rynku ubezpieczeń komunikacyjnych dla klientów korporacyjnych pod względem składki przypisanej brutto, na którym w zeszłym roku straciliśmy 400 mln zł. Wolę już nie mieć żadnych udziałów i nie tracić takich pieniędzy.
Kiedy kilka lat temu rozpoczęto ten biznes, nikt w firmie nie miał pojęcia, ile on może generować kosztów. Dopiero dwa lata temu zaczęła się dogłębna analiza i jak otrzymałem jej wyniki, to długo przecierałem oczy ze zdumienia.
Wartościowym biznesem są ubezpieczenia komunikacyjne dla klientów indywidualnych, ubezpieczenia majątkowe, grupowe oraz na życie.
Myślę, że PZU już jest dobrze zarządzany, o czym świadczą coraz lepsze wyniki finansowe. Podczas spotkań przed debiutem przedstawiciele inwestorów instytucjonalnych podkreślali jakość i kompetencje władz spółki. Powiem nieco arogancko - PZU ma dziś jeden z najlepszych zespołów zarządzających wśród firm ubezpieczeniowych w Polsce i w całej Europie Środkowo-Wschodniej. Poza tym nie warto demonizować udziałów w rynku. Zamiast liczyć wielkość przypisu składki, lepiej spojrzeć na zyski. W 2009 wynik techniczny z działalności bezpośredniej PZU w segmencie ubezpieczeń majątkowych i osobowych był dodatni, podczas gdy według danych KNF rynek zanotował stratę techniczną.
Gdy chcemy zainwestować w jakieś przedsięwzięcie, nie muszę dzwonić do Frankfurtu, Paryża czy Mediolanu. Podobnie jak nie dzwonią do mnie z firmy matki w czasie turbulencji na rynkach finansowych. Przecież kiedy zaczął się kryzys, prawie wszystkim bankom w Polsce - z wyjątkiem PKO BP, który jest w podobnej sytuacji jak PZU - niemal z dnia na dzień istotnie ograniczono udzielanie kredytów. Dzięki takim firmom jak PZU Polska ma szansę na budowę centrum finansowego w tym regionie Europy.
Prawdą jest, że kapitał idzie tam, gdzie może uzyskać najwyższe zyski - ale ta prawda obowiązuje na poziomie spółek matek. Wewnątrz międzynarodowych koncernów kwestie narodowości kapitału mają już ogromne znaczenie. Kiedy brakowało środków w sektorze bankowym, najbardziej ucierpiała działalność bankowa poza państwem, gdzie znajdowała się siedziba centrali. Albo konkretniej: gdy irlandzki bank ma kłopoty, to sprzedaje swoje najcenniejsze aktywa poza Irlandią, na przykład w Polsce. Trudno się temu dziwić, ja postępowałbym podobnie.
Po pierwsze: w naszej strategii stwierdziliśmy, że zakup banku nie ma sensu strategicznego. Po drugie: bądźmy realistami. Mamy ok. 4 mld zł nadwyżki kapitału i jesteśmy duzi. Ale bank, o którym mówimy, kosztuje cztery razy tyle.
W języku chińskim słowo kryzys oznacza także "możliwość". Pojawiają się okazje i myślę, że PZU podejmie walkę o ciekawe aktywa w regionie. Podobnie zresztą może się dziać ze spółkami z innych sektorów.
Zapisów inwestorów na nasze akcje było dziewięć razy więcej niż samych akcji. Pozwala to sądzić, że gdybyśmy w przyszłości potrzebowali więcej kapitału na atrakcyjne przejęcia, to zapewne byśmy go dostali.
@RY1@i02/2010/092/i02.2010.092.000.017b.001.jpg@RY2@
Fot. Marcin Kaliński
Andrzej Klesyk
prezes PZU
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu