Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

Kiedy wulkaniczna chmura opadnie, zapłacą podatnicy

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Cokolwiek by mówić o wulkanach - a od czasów Pliniusza mówiło wielu - to mają one długą tradycję niewypłacania odszkodowań w gotówce.

To dlatego w całej Europie w wyniku erupcji pasażerowie, turyści i firmy, które miały ich przewozić, rzuciły się do czytania tego, co w polisach ubezpieczeniowych jest napisane drobnym drukiem, oraz przepisów Unii Europejskiej. W nadziei, że ktoś inny zapłaci rachunek.

Pasażerowie są przekonani, że linie lotnicze powinny im szybko wypłacić odszkodowania za kłopoty na lotniskach.

Turyści uważają z kolei, że firmy ubezpieczeniowe i touroperatorzy powinni wyłożyć gotówkę. Z kolei firmy turystyczne i linie lotnicze - w najbardziej przewidywalnej reakcji na tę nieprzewidzianą sytuację - twierdzą, że to władze publiczne poszczególnych państw powinny przyjść im z pomocą w postaci subsydiów.

Kto zapłaci? Wielu ubezpieczycieli będzie honorować roszczenia, głównie ze strony osób prywatnych. Podróżujący, których ubezpieczyciele są gotowi zaliczyć chmury wulkanicznego dymu do tej samej kategorii co niekorzystne warunki pogodowe, powinni być w stanie uzyskać odszkodowania za opóźnienia i odwołania lotów. Choć płatności będą minimalne.

Touroperatorzy oferujący wakacje pakietowe przywiozą klientów do domu, a unijne linie lotnicze zaoferują refundację za opóźnione loty - to wynika bowiem z unijnych przepisów.

Są one jednak w większości nieubezpieczone od dodatkowych kosztów (takich jak opieka nad pasażerami w oczekiwaniu na ponowne otwarcie przestrzeni powietrznej). Stąd ostatnia kampania o subsydia, która jest przynajmniej oparta na wydarzeniach bezdyskusyjnie znajdujących się poza kontrolą linii lotniczych, w przeciwieństwie do poprzednich, które miały bardziej roszczeniowy charakter. W przeszłości jednak rządy okazywały się elastyczne, zapewne tak będzie i tym razem.

To sprawia, że odpowiedź na pierwotne pytanie staje się dosyć prosta. Klienci będą się kłócić z ubezpieczycielami, linie lotnicze targować z rządami. Jednak biorąc pod uwagę wyższe składki za ubezpieczenie podróżne, wyższe ceny za dodatkowe usługi lotnicze, staje się jasne, że rachunek za wybuch Eyjafjallajoekull wyląduje ostatecznie w rękach nieszczęsnego europejskiego konsumenta.

Andrew Hill, Joe Leahy, Paul Betts

tłum. TK

© The Financial Times Limited 2010. All Rights Reserved

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.