Prezes, który wierzył do końca
Polski BZ WBK został wystawiony formalnie na sprzedaż przez... irlandzkiego ministra finansów Briana Lenihana. To było niemiłe zaskoczenie dla prezesa banku Mateusza Morawieckiego, który chciał rywalizować z PKO BP i Pekao
Informacje o prawdopodobnej sprzedaży BZ WBK, będące pochodną fatalnej kondycji jego właściciela, pojawiały się na rynku od wielu miesięcy. Sam Morawiecki do końca zaprzeczał tym spekulacjom - jeszcze na kilka dni przed ogłoszeniem decyzji irlandzkiego rządu mówił, że informacje o sprzedaży BZ WBK to tylko plotki, a AIB znajdzie na pewno inny sposób na wyjście z problemów.
Nie znalazło. BZ WBK, klejnot w koronie irlandzkiej grupy finansowej, idzie pod młotek. Dzień później na spotkaniu z dziennikarzami Morawiecki nie ukrywał zaskoczenia. Nie jest to na pewno łatwa chwila dla prezesa, który jest wyjątkowo silnie związany ze swoją instytucją. Kiedy jeszcze na rynku istniały dwa banki - Zachodni i Wielkopolski Bank Kredytowy - Morawiecki był doradcą prezesa w tej pierwszej instytucji, z którą związany jest od 12 lat. W 2001 roku wszedł do zarządu połączonych banków, a sześć lat później zaczął kierować zespolonym organizmem. Jego wybór na prezesa był tyleż zaskakujący, co - jak się potem okazało - udany.
Od początku dał się poznać jako prezes, który miał własne zdanie, co przysparzało mu zarówno sympatyków, jak i przeciwników. Otwarcie mówił o zagrożeniach (słynne tsunami, które rok temu miało ogarnąć sektor bankowy w Polsce), ale starał się też działać w konstruktywny sposób - brał udział w spotkaniach antykryzsowych w NBP czy Ministerstwie Finansów. Ostatnio wszedł do Rady Gospodarczej przy premierze.
Z jednej strony społecznik, być może odziedziczył to po ojcu, słynnym działaczu opozycji Kornelu Morawieckim. Z drugiej jednak strony technokrata o analitycznym umyśle, przywiązujący wagę do szczegółów. Ta mieszanka świetnie sprawdza się w "zielonym banku" - BZ WBK pod jego kierownictwem stał się bankiem uniwersalnym, świetnie sobie radzącym w różnych obszarach działalności. Przy tym Morawiecki nie należy do bankowych krezusów - jego zarobki są stosunkowo niskie w porównaniu z innymi szefami instytucji finansowych. Mimo poprawy wyników w 2009 roku zarobił mniej niż rok wcześniej (1,5 mln zł wobec 1,8 mln zł). W banku udało się też uniknąć zwolnień grupowych, co prezes uznał za jeden z największych swoich sukcesów.
BZ WBK jest najbardziej jaskrawym przykładem banku w Polsce, który mimo kłopotów właściciela świetnie sobie poradził. To jedna z niewielu instytucji, której analitycy nie są w stanie wytknąć słabych punktów. Poprawa wyniku w 2009 roku, podczas gdy zyski konkurentów spadały o kilkadziesiąt procent, mówi sama za siebie. I nie ma wątpliwości, że plan Morawieckiego, czyli wzmocnienie pozycji banku i zbliżenie się do największej dwójki - PKO BP i Pekao - może być realizowany nadal. Pytanie tylko, czy nowy właściciel BZ WBK także postawi na niego.
@RY1@i02/2010/067/i02.2010.067.000.024a.001.jpg@RY2@
Fot. Michał Rozbicki
Mateusz Morawiecki rok temu ostrzegał przed bankowym tsunami w Polsce. Uderzyła go fala, która przyszła z Irlandii
Mirosław Kuk
miroslaw.kuk@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu