Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

Silne związki pogrążyły linie Alitalia i Olympic

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę

Krytycy strajku pilotów niemieckiej Lufthansy powołują się na bankructwa włoskich linii Alitalia oraz greckich Olympic Airlines, którym w przetrwaniu nie pomogła nieprzejednana postawa związków zawodowych.

Włoski narodowy przewoźnik, znany m.in. z czarterowania Watykanowi samolotów Pasterz 1, na których pokładzie latają kolejni papieże, przynosił straty od połowy lat 90. Według wielu obserwatorów było to związane z odrzucaniem przez silne włoskie związki zawodowe wszelkich prób restrukturyzacji deficytowej firmy.

W 2007 r. włoski rząd poinformował, że nie ma zamiaru dłużej dokładać do przedsięwzięcia i chce sprzedać większość swojego strategicznego pakietu 49 proc. udziałów w Alitalii. Posunięcie interpretowano jako zwinięcie przez Rzym parasola ochronnego nad firmą i sygnał do nadchodzących zwolnień. Zainteresowanie Alitalią wyrażały pierwotnie m.in. Aerofłot, włoski bank inwestycyjny Mediobanca oraz francusko-holenderski AirFrance/KLM.

Najbliżsi przejęcia Alitalii byli ci ostatni. Gdy jednak szef koncernu Jean-Cyril Spinetta ujawnił plany restrukturyzacji, do gry wkroczyli związkowcy. - Jesteśmy zainteresowani zakupem, ale niczego nie musimy - powiedział po rundzie negocjacyjnej zrezygnowany Francuz. Po tych słowach akcje Alitalii w ciągu kilku dni znacząco spadły, a AirFrance/KLM rychło obwieścił, że nie ma już ochoty połykać konkurencji.

Ostatecznie linie uratowało konsorcjum złożone z 16 włoskich inwestorów, a stara Alitalia zgłosiła wniosek o bankructwo. Od stycznia 2009 r. jej majątek i maszyny przejęła nowo powstała Alitalia - Compagnia Aerea Italiana. Do gry wrócił też jako mniejszościowy udziałowiec AirFrance/KLM. Nowa firma skreśliła jedną czwartą lotów międzynarodowych, ale mimo to ciągle przynosi straty. Od wielu miesięcy trwają negocjacje na temat zwolnień.

Podobny los spotkał też utrzymywanego od lat 80. na państwowym garnuszku greckiego narodowego przewoźnika Olympic Airlines. Wraz z pogłębiającymi się kłopotami budżetowymi Ateny zaczęły się rozglądać za inwestorem, który odkupi od nich przynoszący straty balast. Wybór padł w 2009 r. na grecką grupę kapitałową Marfin. Obawiając się starcia ze związkami, inwestorzy postawili drakoński warunek: przejmujemy logo, samoloty i nieruchomości, ale bez personelu. Ostatecznie nowy przewoźnik, który przyjął nazwę Olympic Air, zatrudnił jedynie połowę z 7,5 tys. zatrudnionych w starym Olympicu. Restrukturyzacja nie przyniosła zysków, a grecki przewoźnik wciąż szuka pomysłu na wyjście z kryzysu. Najnowszym z nich jest ogłoszona wczoraj zapowiedź połączenia z największymi greckimi liniami Aegean.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.