Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Biznes

Wisła i Lech nie zarobią nawet jednej setnej tego co Real Madryt

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Cristiano Ronaldo zarobi w tym roku około 80 mln euro dzięki umowom reklamowym. 40 proc. tej kwoty trafi bezpośrednio do kasy Realu Madryt.

Polskie kluby nie zarabiają na wizerunkach swoich piłkarzy choćby jednej setnej tej kwoty. Nie dlatego, że nie potrafią, ale po prostu nie są w stanie ich dobrze sprzedać. W minionym roku najbardziej spektakularnym przykładem zarobku na sprzedaży praw do wizerunku zawodnika w naszej ekstraklasie był udział Roberta Lewandowskiego w promocji gry "FIFA 10".

- Negocjacje z producentem gry były ciężkie, ale ostatecznie zarówno klub, jak i Robert zarobili przyzwoite pieniądze. Jakie? Kwota dla klubu była sześciocyfrowa - mówi DGP szef marketingu Lecha Poznań Michał Lipczyński.

Kilkaset tysięcy za tego typu umowę to, jak na polskie warunki, ewenement. Nasze kluby na prawach marketingowych do swoich piłkarzy zarabiają grosze. - Umowa z producentem gry to był absolutny wyjątek. Zyski z tego typu działalności, jak wykorzystywanie wizerunku zawodników przez prywatne firmy, udział graczy w reklamach, sprzedaż różnego typu materiałów promowanych przez piłkarzy, są minimalne. Tego typu biznes dopiero u nas raczkuje - dodaje Lipczyński. - Rzadko i sporadycznie ktoś się zgłasza z odpłatną ofertą wykorzystania naszego piłkarza w promocji. Niedawno zgłosił do nas diler samochodowy, ale pieniądze, jakie oferował, były tak małe, że zrezygnowaliśmy.

Największe polskie kluby już przy podpisywaniu umowy z zawodnikiem zastrzegają sobie prawo do wykorzystania go we wszelkiego rodzaju promocjach i akcjach, które głównie są obliczone na efekt marketingowy, a nie finansowy. - Każdy piłkarz Wisły ma zapisane w kontrakcie, że klub ma prawa do jego wizerunku. W ten sposób możemy wykorzystywać jego wizerunek w kampaniach reklamowych i materiałach promocyjnych. Z tego typu działalności czerpiemy zyski - mówi nam rzecznik prasowy i szef działu PR Wisły Kraków Adrian Ochalik.

Jednak w Polsce nie chodzi o wielkie akcje, w których producent np. coli zgłasza się do Wisły, angażuje jej piłkarzy, płacąc przy okazji krakowskiemu klubowi duże pieniądze. Albo w której Gillette błaga naszego snajpera, aby wystąpił w reklamie golarek. To kluby raczej wychodzą z inicjatywą, kombinują (to odpowiednie słowo), jak mogą - produkują kalendarze z zawodnikami, umieszczają ich na plakatach promocyjnych, sprzedają koszulki z ich podobiznami. Jakieś zyski oczywiście to przynosi, ale w skali rocznego budżetu bardzo małe. - Lech również dysponuje prawami do wizerunku swoich piłkarzy, ale i tak trudno na tym zarobić - uważa Lipczyński.

Co jeśli piłkarz, na przykład Paweł Brożek, sam znajdzie sobie sponsora i będzie chciał na własną rękę wystąpić w spocie Gillette? - Jeśli zawodnik dostanie ofertę współpracy od indywidualnego sponsora i będzie chciał zagrać na przykład w reklamie z własnej inicjatywy, musi najpierw otrzymać pozwolenie od władz klubu - dodaje Ochalik.

Na Zachodzie ci lepsi i bardziej medialni piłkarze nie rezygnują tak łatwo z praw do swojego wizerunku. Najczęściej dzielą się nimi z klubem. Klub nie szuka chętnych na wyłożenie pieniędzy za wykorzystanie zawodnika w reklamie. Chętni zgłaszają się sami. A nawet jeśli się nie zgłaszają, to poszukują ich menedżer albo agencja menedżerska, do której należy piłkarz. Najlepsi korzystają z usług agencji, które potrafią wynegocjować najlepsze kontrakty. Agencja Group Idub Santos wśród swoich klientów ma Davida Villę. SEM Group ma Thierryego Henryego i Rio Ferdinanda, a Gestifute samych najlepszych - Diego, Jose Mourinho, a przede wszystkim Cristiano Ronaldo.

Najlepsi nie rozmawiają z klubem. Agencje rozmawiają za nich, nawet wypowiadają się za nich. Gdy Ronaldo chciał podwyżki w Manchesterze United, Gestifute oświadczyło, że Ronaldo chce podwyżki. Gdy Ronaldo zaatakował dziennikarza, Gestifute wydało oświadczenie, że go nie zaatakował. Gdy nie udzielił wywiadu w Brazylii - kolejne oświadczenie. Że chciał udzielić.

Przede wszystkim jednak Gestifute dba o to, aby Ronaldo był najlepiej zarabiającym piłkarzem. Jak wyliczył hiszpański AS, w tym roku Portugalczyk zarobi na kontraktach reklamowych, sponsorskich i innych aktywnościach, pośrednio i bezpośrednio, w sumie 80 mln euro. 32 mln euro przypadnie Realowi. - Drodzy piłkarze są w rzeczywistości tańsi - mawia prezes Królewskich Florentino Perez, który kupił Ronaldo za 93 mln euro.

AS dodaje, że kwota, którą podzielą się Ronaldo, Real oraz Gestifute (jeśli to agencja przyprowadzi sponsora, Gestifute otrzymuje 20 proc. sumy kontraktu), byłaby o wiele większa, gdyby nie to, że piłkarz oraz klub odrzucają aż 90 proc. ofert od sponsorów. Podobno dlatego, że Perez nie chce popełnić błędów z przeszłości. Teraz żaden z jego piłkarzy nie ma prawa robić sobie sesji zdjęciowych w godzinach pracy. Polscy piłkarze mają na razie zupełnie inne problemy.

Real Madryt na kontraktach reklamowych Cristiano Ronaldo

@RY1@i02/2010/010/i02.2010.010.000.014a.101.jpg@RY2@

Fot. AP

Ronaldo wśród reklamodawców ma status numeru jeden

Daniel Rupiński

daniel.rupinski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.