Problemy z opcjami jeszcze się nie skończyły
Chociaż problem opcji walutowych wybuchł ponad rok temu, zarówno firmy, jak i banki do tej pory nie zamknęły tego rozdziału.
W większości przypadków strony dochodzą do ciężko wynegocjowanego porozumienia, choć kilkadziesiąt spraw znajdzie prawdopodobnie finał w sądzie.
Zarówno banki, jak i przedstawiciele firm twierdzą, że problem opcji jest nadal aktualny. Różnią się jedynie oceną skali zjawiska.
- Negatywne skutki dla polskich firm są ciągle przed nami: 20 tysięcy firm zostało dotkniętych tym problemem. W tym roku spodziewam się dalszych upadłości przedsiębiorstw z powodu opcji, ale to niejedyny negatywny skutek dla gospodarki. Mniej będzie kredytów, inwestycji - mówi Zbigniew Przybysz, szef Stowarzyszenia na rzecz Obrony Polskich Przedsiębiorców.
Inne zdanie na ten temat ma Związek Banków Polskich.
- Skala zjawiska okazała się mniejsza od tego, co można było usłyszeć jeszcze kilka miesięcy temu. Mamy ciągle kilkanaście spraw w naszym sądzie polubownym, ale jest to margines - mówi Jerzy Bańka z ZBP.
Pierwsze rozstrzygnięcia w sądzie spodziewane są wiosną 2010 roku.
Same banki przyznają, że apogeum problemu jest za nimi, ale sprawy nie można uznać za zamkniętą.
- W Citibanku negatywny wpływ opcji na wynik finansowy spada z kwartału na kwartał, ale na pewno nie można mówić, że problem się zakończył. Można powiedzieć, że jest on pod kontrolą. Ciągle negocjujemy z kilkoma firmami kwestię ich zobowiązań - mówi Bartłomiej Łada, dyrektor ds. ryzyka walutowego w Citi Handlowym.
- Problem, choć był dotkliwy dla firm, nie okazał się tak wielki. Na pewno nie upadły tysiące firm - dodaje Michał Klima, dyrektor ds. windykacji w Fortis Banku.
Oba banki stawiają na negocjacje z przedsiębiorstwami. Efektem rozmów jest albo wydłużenie terminu zapadalności opcji, albo zamiana zobowiązań na kredyty.
Według ostatnich danych KNF na koniec lipca negatywne wyceny (a więc możliwość potencjalnych strat) z tytułu transakcji pochodnych, w tym opcji walutowych, miało ok. 1,5 tysiąca firm. Część z nich dochodzi swoich praw w sądzie - w sumie takich spraw jest kilkadziesiąt.
- Liczba pozwów przeciwko bankom z jednej strony się zmniejsza, ale z drugiej w ostatnich tygodniach widać nowe rodzaje pozwów. Pochodzą od firm, które spłaciły swoje zobowiązania wobec banków, a teraz pozywają je, domagając się zwrotu zapłaconych kwot - mówi Michał Krawczyk z kancelarii Krawczyk i Wspólnicy.
Firmy chcą najpierw zerwać współpracę z bankiem, zamknąć konto, przenieść kredyt. Według informacji DGP, problem z opcjami walutowymi przenosił się także na inne obszary relacji banku z firmą.
Zdaniem mecenasa część banków woli iść na ugodę, bo zdają sobie sprawę, że nie są bez winy.
- W przeciwnym razie mogą np. zostać ujawnione rozmowy z dilerami banku, z których częstokroć jednoznacznie wynika, że pracownik kłamał. Na szali stoi więc wizerunek banku. W takich sytuacjach są one bardziej skłonne do zawierania ugody - mówi Michał Krawczyk.
Ale nawet one budzą wątpliwości przedsiębiorców.
- Nie wiadomo, dlaczego w jednym przypadku bank rezygnuje aż z 80 proc. należności, a w innym żąda natychmiastowej spłaty wszystkich zobowiązań - mówi Zbigniew Przybysz.
Według naszych informacji zdarzały się także sytuacje, w których bank nie umarzał zobowiązań firmie. Przedsiębiorstwo padło, ale syndyk masy upadłościowej dostał upust na 80 proc., lub zobowiązania firmy z tytułu opcji zostały zamienione na kredyt na okres nawet 16 lat.
Banki odpowiadają: do każdego przypadku podchodzimy indywidualnie.
Ciągle trudno wskazać winnego. Bankowcy potrafią przyznać się do błędu, choć nie pod nazwiskiem.
- Były przypadki kiedy zgodziliśmy się na przyjęcie zbyt wielu opcji od klientów. Poza tym uśpiło nas wzmocnienie złotego - mówi jeden z nich.
Na nieprzygotowanie banków wskazuje Michał Krawczyk.
- Wystarczy spojrzeć na bankowe tytuły egzekucyjne, które były przygotowane przez bank. Przy transakcjach, które opiewały na 15-20 mln zł, BTE były wystawione na 4-5 mln zł. Banki nie brały pod uwagę scenariusza, który okazał się rzeczywistością. Nie miały wystarczających zabezpieczeń - mówi.
Zastrzeżenia do banków ma także Stanisław Kluza, przewodniczący KNF.
- W niektórych przypadkach należałoby oczekiwać od nich większej odpowiedzialności. Zwłaszcza w procesie sprzedaży, w którym pierwszym krokiem powinno być oferowanie prostych produktów zabezpieczających, a nie złożonych struktur opcyjnych - mówi.
Dodaje, że zdecydowana większość firm zabezpieczała się odpowiedzialnie. Popularność opcji jednak spadła - w III kwartale 2009 r. wśród nowo zawieranych transakcji już tylko niespełna 15 proc. dotyczyło opcji walutowych, natomiast ponad 82 proc. stanowiły transakcje typu forward.
@RY1@i02/2010/001/i02.2010.001.166.004a.001.jpg@RY2@
Straty w polskich firmach
Problem opcji walutowych i innych instrumentów pochodnych to nie tylko polska specyfika. Dotknął on także Brazylię, Indie, Meksyk i Koreę Południową - straty tamtejszych firm z tego tytułu sięgnęły kilkudziesięciu miliardów dolarów. W Europie problem także był obecny - na instrumentach pochodnych traciły gminy w Norwegii, Włoszech, koleje austriackie czy Lasy Państwowe na Węgrzech. Ostatnio okazało się, że podczas zabezpieczenia się przed zmianami cen surowców straty sięgające 1,7mld dol. poniosły także chińskie spółki.
miroslaw.kuk@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu